Zawsze był z nami

Z Alicją Kowalczyk, długoletnim pracownikiem Stoczni Gdańskiej, działaczką
NSZZ "Solidarność", rozmawia Bogusław Rąpała

Ksiądz prałat Henryk Jankowski określany jest mianem "kapelana
'Solidarności’". Kim był dla stoczniowców?

– Z ks. Henrykiem Jankowskim mieliśmy styczność od roku 1970, gdy zaczęła się
odbudowa kościoła św. Brygidy. Wszyscy okoliczni mieszkańcy, a byli to na ogół
pracownicy Stoczni Gdańskiej i nie tylko, bardzo aktywnie włączyli się w te
prace. Gdy rozpoczął się strajk w sierpniu 1980 r., ksiądz prałat natychmiast
dołączył do strajkujących robotników. Na terenie stoczni odprawił pierwszą Mszę
Świętą przy krzyżu, który wznieśli sami strajkujący, a który w tej chwili
znajduje się w kościele św. Brygidy. Nabożeństwo odbywało się na platformie od
strony stoczni. Obecność ks. Jankowskiego miała wtedy dla nas olbrzymie
znaczenie. Nie odstępował nas na krok. Bardzo wymownym gestem było ufundowanie
przez niego sztandaru Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego (MKS) w 1980 roku.
Organizował również pielgrzymki ludzi pracy do Ojca Świętego i na Jasną Górę.

Jak Pani zapamiętała księdza prałata?
– Był człowiekiem modlitwy, który zawsze podkreślał, że dla Polaków
najważniejsze są Bóg, Honor i Ojczyzna oraz walka o te wartości, a niewola
zawsze jest złem. Złem jest również brak poczucia godności. Ksiądz Jankowski
czuwał nad nami. Podczas zjazdów "Solidarności" ludzie byli często zdenerwowani,
co było zupełnie zrozumiałe. Mieliśmy przecież nieraz bardzo bolesną przeszłość,
wśród nas znajdowali się więźniowie niemieckich i sowieckich obozów
koncentracyjnych, a także żołnierze Armii Krajowej. Ksiądz prałat rozumiał nas
wszystkich i umiał opanować nasze nastroje.

Skąd brało się to wzajemne zrozumienie?
– On potrafił z nami rozmawiać, a my z nim. Kiedy z czymś się nie zgadzaliśmy,
to nie wahaliśmy się mu tego powiedzieć. Nigdy nie miał nam tego za złe.
Darzyliśmy się szacunkiem i zaufaniem. Ksiądz prałat potrafił docenić również
naszą pracę w stoczni, bo dobrze wiedział, że budowa statku jest niezwykle
trudną sztuką, porównywalną do budowy miasta, i to w dodatku pływającego. Ksiądz
Jankowski zawsze był z nami.

Msze Święte za Ojczyznę sprawowane w kościele św. Brygidy bardzo umacniały
Polaków w stanie wojennym.

– Pamiętam jak dziś sznur ludzi wysiadających z tramwajów, autobusów i kolejki,
idących prosto do kościoła. Na tych Mszach Świętych ksiądz prałat nie tylko
podnosił nas na duchu, ale również przestrzegał, żebyśmy uważali i niepotrzebnie
się nie narażali. Potrzebowaliśmy tej wspólnoty. Czuliśmy, że jesteśmy jednym
wielkim Narodem, który ma wspólne cele, wśród których były wolność, niezależność
i godność. W kościele św. Brygidy wspólnie z ks. Jankowskim protestowaliśmy
również przeciwko akcjom zdejmowania krzyży.

W jaki sposób ks. Jankowski pomagał robotnikom, szczególnie tym, którzy byli
zwalniani z pracy?

– Ksiądz prałat bardzo aktywnie włączył się w pomoc stoczniowcom. Zaproponował
im m.in. przystąpienie do Oblatów św. Brygidy, w wyniku czego do statutu bractwa
dopisano pomoc internowanym i ich rodzinom. Pozwoliło to opozycjonistom spotykać
się i działać jawnie. Tam swój początek miała również kościelna służba
porządkowa w diecezji gdańskiej działająca pod hasłem "Semper fidelis".

Dziękuję za rozmowę.

drukuj