Zatrute ciastko z odpadami
Francja jest największym nuklearnym krajem na świecie. Obecnie na jej terytorium działa 58 reaktorów, które zaspokajają 78 proc. potrzeb energetycznych. Sondaże dotyczące energii atomowej wykazują jednak, że większość Francuzów jest jej przeciwna. Pomimo zaawansowanych technologii nadal ogromnym problemem jest zabezpieczenie i składowanie radioaktywnych odpadów, jak i groźba wystąpienia katastrof oraz widmo skażenia środowiska. Poza tym coraz częściej do świadomości społecznej dociera fakt, że silne francuskie lobby pronuklearne od lat prowadzi swoją politykę energetyczną, nie pytając społeczeństwa o zdanie.
Od czasów generała Charlesa de Gaulle’a istnieje we Francji niepisana zmowa milczenia dotycząca energii nuklearnej, której rozwój był na początku lat 50. ściśle związany z rozbudową atomowego sektora militarnego. Jednym z głównych, a zarazem fałszywych argumentów przytaczanych za rozwojem energetyki jądrowej we Francji jest powoływanie się na konieczność uniezależnienia energetycznego kraju, które to energia jądrowa miałaby rzekomo zapewnić. Nie ma w tym krzty prawdy, bo do produkcji energii atomowej potrzebne są ogromne ilości uranu, których Francja nie posiada i jest w 95 proc. uzależniona od dostaw z zewnątrz. Co prawda na razie eksploatuje kopalnie w Nigrze, ale konkurencja na rynkach światowych jest coraz większa, np. o uran zabiegają Chiny – konkurent Francji, przez co ceny uranu systematycznie rosną.
Szkodliwe odpady
Kolejnym fałszywym argumentem za rozwojem energetyki nuklearnej jest jej rzekoma czystość. W rzeczywistości odpady nuklearne są najbardziej groźną materią, jaką człowiek kiedykolwiek wyprodukował. Obecnie nie ma skutecznej metody ich bezpiecznego i długotrwałego składowania. Nie ma też metody na ich eliminację, np. radioaktywność plutonu ustaje po dziesiątkach tysięcy lat. Dlatego francuski Instytut Protekcji i Bezpieczeństwa Nuklearnego twierdzi, że „składowanie odpadów nuklearnych jest bardzo problematyczne”. W latach 50. służyły do tego specjalne pojemniki umieszczane na dnie morza. Spotkało się to jednak z protestami specjalistów, wśród których znalazł się znany oceanograf Jacques Yves Cousteau, wskazujących na to, że praktyki te zatruwają oceany. Obecnie składowanie na dnie morza jest zabronione.
Pomimo zaawansowanych badań naukowych nad coraz skuteczniejszymi metodami zabezpieczania i składowania odpadów nuklearnych wciąż nie wiadomo dokładnie, co z nimi zrobić. W 1991 r. uchwalono we Francji tzw. ustawę Bataille’a określającą kierunki badań nad separowaniem radioelementów i zmniejszaniem ich radioaktywności. Jeżeli nawet badania te dadzą pozytywne rezultaty, na ich wyniki trzeba będzie czekać dziesiątki lat. Pochłoną one też ogromne sumy pieniędzy. Oczekując na lepsze rozwiązania mające na celu neutralizację radioaktywności, ustawa Bataille’a przewiduje (tymczasowe lub definitywne) składowanie odpadów nuklearnych pod ziemią na głębokości od 600 do 800 metrów, lub bliżej powierzchni – w 15-20-metrowych wykopach. Obecnie na małych głębokościach umieszcza się tzw. krótkie odpady, których radioaktywność wygasa w okresie od 30 do 300 lat. Dwa składy: w La Hague w departamencie La Manche (pełny i zamknięty) oraz w Soulaines (dep. Aube), posiadają wprawdzie tzw. gwarancję szczelności na 300 lat, ale wiadomo już, że wody podziemne w tych okolicach są skażone. Znacznie gorzej przedstawia się sytuacja ze składowaniem odpadów „długowiecznych”, których radioaktywność trwa od 5 tys. do 14 mld lat. Władze Francji opowiadają się za ich składowaniem w stałych, bardzo głębokich formacjach geologicznych, ale według Komisariatu Energii Atomowej nie będzie to łatwe, a być może nawet nierealne ze względu na zasady weryfikacji odpadów i bariery geologiczne. Profesor Claude AllÝgre, geochemik, były dyrektor Biura Badań Geologiczno-Kopalnianych i minister szkolnictwa w rządzie Lionela Jospina, uważa, że „geologicznie podziemie jest najgorszym miejscem składowania odpadów długowiecznych, bo woda, która przepływa, penetruje wszystko”. Jego zdaniem, nikt nie może zagwarantować niezawodności kontenerów z odpadami poprzez tysiące lat. Według zwolenników tej metody, za składowaniem w głębokich podziemiach miałby przemawiać fakt, że przyszłe pokolenia będą dysponować nowymi możliwościami ich odzyskiwania i zagospodarowania. Jednak tego rodzaju argumentacji przeczy opinia Krajowej Koordynacji przeciw Ukrywaniu Odpadów Nuklearnych, według której „będzie czymś niemożliwym odzyskanie pojemników, które zniknęły, zwłaszcza po wielu wiekach”. Powstaje też pytanie, jak zachować przez wieki pamięć, gdzie takie składy były zlokalizowane? Jedno jest dzisiaj pewne: nikt nie wie, jak pozbyć się odpadów nuklearnych.
Problemy z ich składowaniem wynikają też z odmowy przez społeczności lokalne tworzenia niebezpiecznych, nuklearnych śmietników. Protesty te są tym bardziej ostre, że francuskiego społeczeństwa nigdy nie pytano, czy opowiada się za energią nuklearną. Dlatego rząd ma wielkie kłopoty ze znalezieniem składowisk. Od 1985 r. 20 propozycji spotkało się z odmową. Aby przekonać władze lokalne do rządowych projektów, używa się argumentów finansowych, a mimo to od 2006 r. wciąż trwają poszukiwania kolejnych miejsc składowania radioaktywnych odpadów.
Ryzyko katastrof
Centrale nuklearne stwarzają ryzyko ogromnych katastrof. „Błędem byłoby twierdzić, że to, co zdarzyło się w Czarnobylu, nas nie dotyczy i nie może się u nas zdarzyć”, twierdzi Stéphane Lhomme, rzecznik prasowy Związku Stowarzyszeń Antynuklearnych. Jedynie dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności nie doszło do tragedii 5 stycznia 2000 roku. Dziennik „Sud-Ouest” alarmował wówczas o powodzi, która mogła sprowokować katastrofę nuklearną. Innym szczęśliwie zakończonym wydarzeniem były wypadki z 27 grudnia 1999 r. w centrali w Blayais koło Bordaux, która z powodu burzy i powodzi przestała otrzymywać prąd. Jeden z reaktorów był chłodzony jedynie przez dwie awaryjne pompy. Gdyby w tym czasie jedna z nich nie zadziałała, doszłoby do katastrofy, która byłaby tym bardziej tragiczna, że zalanie dróg lokalnych uniemożliwiłoby ewakuację ludności.
Do wypadków we Francji dochodziło już znacznie wcześniej. W 1969 r. w Saint-Laurent-des-Eaux (Loir-et-Cher) miało miejsce połączenie pięciu elementów zapalnych w reaktorze A1, o którym nie poinformowano opinii publicznej. Drugi wypadek zdarzył się w marcu 1980 r. we wspólnym kominie dwóch zapalnych wydalin reaktora A2. Wypadek ten był największym tego typu wydarzeniem dotyczącym reaktora nuklearnego. Mimo to w latach 1969-1985 pluton był wyrzucany do Loary, co było formalnie zabronione. Dopiero w 1988 r. wprowadzono w życie zasady dotyczące bezpieczeństwa lokalnej populacji, ograniczające się do dystrybucji pastylek jodu.
Lobby nuklearne
Zdaniem Stéphana Lhomme’a, „istnieje we Francji bardzo silne lobby pronuklearne, a przemysł nuklearny, podobnie jak bomba atomowa, powstał w sekrecie, poza obowiązującym prawem, bez żadnej konsultacji ze społeczeństwem”. Dopiero w 1991 r. uchwalono pierwszą ustawę dotyczącą składowania odpadów nuklearnych. Siła nuklearnego lobby ujawniła się w czasie katastrofy w Czarnobylu, kiedy to rząd kłamliwie zapewniał, że nie stwarza ona żadnego niebezpieczeństwa dla Francuzów, a jej rozmiar na Ukrainie jest niewielki. Według Lhomme’a, niezależnie od koloru politycznego, lobby to blokuje debatę dotyczącą energii nuklearnej, przedstawiając parlamentarzystów chcących ją publicznie podjąć jako wrogów społecznych.
Sondaże dotyczące energii atomowej ukazują jednak, że większość Francuzów jest jej przeciwna. Z przeprowadzonych w 2000 r. ankiet wynikało, że 51 proc. francuskiego społeczeństwa (61 proc. osób poniżej 35. roku życia) opowiadało się za całkowitym wstrzymaniem produkcji energii nuklearnej. Przeprowadzony rok wcześniej sondaż dla Fromatome, EDF i Cogema, firm zawiadujących energią nuklearną, wykazywał, że jedynie 7 proc. Francuzów opowiada się za kontynuacją rozwoju energii nuklearnej, a 52 proc. uważa, iż we Francji może dojść do takiej samej katastrofy jak w Czarnobylu.
Tania energia?
Wśród argumentów na poparcie produkcji energii nuklearnej nad Sekwaną często pojawia się stwierdzenie, że jest to energia tania. Mówi się, że gdyby nie elektrownie atomowe, Francuzi płaciliby znacznie większe faktury za prąd. Jednak kwestii kosztów energii nuklearnej nie można sprowadzać jedynie do faktur. Francuzi ponoszą jej koszta, płacąc podatki. Sam Komisariat Energii Atomowej (CEA) otrzymał 308 mld franków (około 47 mld euro) na badania w latach 1946-1662. Nieznane też są koszty składowania odpadów nuklearnych i demontażu zużytych reaktorów. Oznacza to, że przyszłe pokolenia Francuzów będą płacić za skonsumowane kilowatogodziny. Opinię tę potwierdza Amory Lovins, twórca Rocky Mountain Institute, twierdząc, że „Energia nuklearna okazuje się o wiele droższa niż się początkowo zakłada, w rzeczywistości dużo droższa od innych metod wytwarzania elektryczności”.
Postulat „wyjścia z atomu”
We Francji coraz częściej mówi się o potrzebie zmiany polityki energetycznej. Oprócz licznych stowarzyszeń skupiających około 27 tys. przeciwników energii nuklearnej pojawiają się głosy znanych francuskich uczonych, takich jak genetyk prof. Albert Jacquard. Jego zdaniem, energia atomowa jest zatrutym ciastkiem z odpadami, które chce się włożyć pod ziemię, tak jak zamiata się pod dywan, na milion lat. Według niego, w przypadku tego rodzaju praktyk, jak np. klonowanie czy energia nuklearna, należy bezwzględnie zadawać sobie pytanie o finał tego rodzaju ludzkich wyborów. – Konsekwencje atomu militarnego czy cywilnego są takie same: jesteśmy w trakcie organizowania samobójstwa ludzkości, bez pytania nas o zdanie. Istnieje jednak odpowiedzialność kolektywna tych, którzy zadecydowali o narzuceniu tego typu energii – twierdzi prof. Albert Jacquard.
Energia przyszłości
Alternatywą dla energii nuklearnej jest energia odnawialna. Zasoby naturalne, takie jak gaz, ropa naftowa, węgiel czy uran występują w ograniczonych ilościach, podczas gdy energia odnawialna jest nie do wyczerpania. Nigdy też nie będzie embarga na słońce, wiatr czy gorące złoża wód geotermalnych. To one powinny być energią przyszłości. Konkretny dowód na możliwość zastąpienia atomu energią odnawialną przedstawiło stowarzyszenie Virage-énergie Nord-Pas de Calais. W opublikowanym w 2008 r. raporcie Energia Przyszłości w Nord-Pas de Calais z okazji odbywającego się w Dunkierce Krajowego Kongresu Energetycznego pokazano realny plan klimatyczny regionu bez energii atomowej. Opracowany scenariusz zawiera konkretne wyliczenia i program polityki regionalnej. Jego autorami jest ekipa specjalistów reprezentujących różne dziedziny naukowe. Plan przewiduje działania idące w trzech kierunkach: oszczędności energetycznych w każdym sektorze, efektywności energetycznej i masowego rozwoju energii odnawialnej, najbardziej odpowiedniej dla regionu. Okazało się, że jedynie przez modernizację bloków energetycznych i ich lepsze wykorzystanie można w przemyśle zaoszczędzić 30 proc. energii. Badania wykazały też, że region otrzymuje rocznie 400 razy więcej energii słonecznej, niż produkuje tutejsza centrala nuklearna w Gravelines. Zdaniem przewodniczącego stowarzyszenia Virage-énergie Nord-Pas de Calais, Gildasa Le Saux, „opracowany raport wykazuje, że do 2050 r. możliwe jest czterokrotne zmniejszenie wydzielania CO2 w regionie i pozbycie się reaktora atomowego, którego wymiana przewidziana jest na 2020 r.”. Twierdzi on też, że każdy region i kraj powinien dokonać bilansu potencjału energii odnawialnej i inwestować w tę, która jest najbardziej dostępna i ekonomiczna.
Franciszek L. Ćwik
