Zanim stąd odejdę, proszę was…
Santo subito
Z ojcem Jerzym Tomzińskim, byłym generałem Paulinów i przeorem sanktuarium na Jasnej Górze, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jakie znaczenie dla Ojca Świętego miała Jasna Góra?
– Na Jasnej Górze, przed obliczem Czarnej Madonny, kształtował swą duchowość i nabierał sił do pracy dla Kościoła i Ojczyzny. Pamiętam, jak w latach pięćdziesiątych przyjeżdżał tu z młodzieżą, odprawiał Drogę Krzyżową na wałach, podobnie zresztą czynił to jako biskup i kardynał. Trzeba też pamiętać, że właśnie tu, na Jasnej Górze, przyszły Papież uczył się rozmawiać z tłumami. Sześciokrotnie odwiedził też narodowe sanktuarium jako Namiestnik Chrystusa na ziemi, zawierzając świat i Kościół macierzyńskiej opiece Matki Bożej. Mówiąc o maryjnym Papieżu, nie sposób nie wspomnieć maryjnego Prymasa – ks. kard. Wyszyńskiego. Współpraca tych dwóch wielkich postaci bez reszty oddanych sprawom Bożym, stanowi przepiękną kartę w historii Kościoła w Polsce. To przedziwne, jak obaj potrafili żyć w Kościele i dla Kościoła. Obaj też stanowili wspaniały kaznodziejski duet i śmiało można powiedzieć, że jeżeli Polska przetrwała najtrudniejszy czas próby, to właśnie dzięki tym dwóm kaznodziejom, wielkim świadkom wiary, patriotom, którzy umieli trafić do ludzi, którzy nie podburzali Narodu, przeciwnie – zaszczepiali w nim wiarę, godność, odwagę i ducha patriotyzmu. Można powiedzieć, że ks. kard. Wyszyński niejako wychowywał ks. kard. Wojtyłę na przyszłego Prymasa Polski, a wychował Papieża. Potwierdzają to słowa samego Jana Pawła II, który powiedział, że nie byłoby Papieża Polaka, gdyby nie wiara i oddanie ks. kard. Prymasa Wyszyńskiego.
Jak wyglądał nieoficjalny program pobytów Ojca Świętego na Jasnej Górze?
– Jan Paweł II był przede wszystkim człowiekiem wielkiej modlitwy i wszystko, co robił, wypływało z modlitwy i koncentrowało się wokół niej. Był mistykiem bez reszty zatopionym w Bogu. Mało kto wie, że jak przyjeżdżał tu, na Jasną Górę, jako ksiądz, biskup, kardynał, kiedy wszyscy kładli się spać, On godzinami leżał krzyżem na chórku w kaplicy Cudownego Obrazu. Również jako Papież, goszcząc w sanktuarium, „uciekał” na modlitwę przed oblicze Czarnej Madonny. Pamiętam Jego I pielgrzymkę do Polski w 1979 roku i wizytę na Jasnej Górze. Była godz. 23.00, wszyscy byli przekonani, że Papież już śpi po trudach całego dnia. Wszedłem na nasz chórek i zobaczyłem skupionego, modlącego się Jana Pawła II. Tak było podczas każdej Jego pielgrzymki na Jasną Górę. Pewnego razu, gdzieś ok. 6.00, wszedłem do zakrystii, po chwili przyszedł Papież, by odprawić cichą Mszę św. sam na sam z Matką Bożą.
Zbliża się kolejna, czwarta rocznica śmierci Jana Pawła II. Jak powinniśmy ją przeżywać?
– Odnosząc się do nauki, jaką przez lata kierował do nas i pozostawił nam w swoim testamencie Sługa Boży, powiedziałbym tak: kochajmy Kościół, kochajmy Polskę. Jan Paweł II zaszczepiał w nas miłość do Kościoła i mimo że był Papieżem – Ojcem, przywódcą duchowym całego świata – do końca pozostał wierny swojej Ojczyźnie, którą bezgranicznie kochał. Jednocześnie wskazywał nam, że tylko we wspólnocie serc, w jedności umysłów można budować dobrą przyszłość Polski. Dlatego ufni w Jego wstawiennictwo przed Panem Bogiem idźmy razem, nie dzielmy Polski, ale ją budujmy. Skończmy z kłótniami, bo one prowadzą donikąd, a zabierzmy się do uczciwej pracy. Nie dajmy się zwieść tym, którzy podżegają nas do kłótni i sporów. Ważna jest Polska, a nie poszczególne ugrupowania polityczne, które przeminą, a Polska zostanie. Jaka…? To zależy od nas samych.
Jaka jest Polska bez Jana Pawła II?
– Ojciec Święty odszedł po nagrodę do Ojca Niebieskiego, ale pozostawił nam bogactwo swej nauki i myśli. Polska jest i będzie taka, jaką wspólnie stworzymy. Warto jednak pamiętać słowa Papieża z pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, wówczas mówił do nas: „Zanim stąd odejdę, proszę was, abyście całe to duchowe dziedzictwo, któremu na imię Polska, raz jeszcze przyjęli z wiarą, nadzieją i miłością – taką, jaką zaszczepia w nas Chrystus na chrzcie świętym, abyście nigdy nie zwątpili i nie znużyli się, i nie zniechęcili, abyście nie podcinali sami tych korzeni, z których wyrastamy”.
Dziękuję za rozmowę.
