Zakres badań wyznaczą Rosjanie
Po blisko pół roku od katastrofy samolotu Tu-154M do Smoleńska udała się
grupa archeologów, którzy mają pracować w miejscu tragedii. Jednak specjaliści
nie rozpoczną jeszcze badań, ale po przeprowadzeniu wizji zaproponują Rosjanom
zakres i metodologię prac. Badania terenu ruszą pod warunkiem, że strona
rosyjska zaakceptuje propozycje polskich ekspertów. Także ewentualne wyniki prac
formalnie będą należały do Rosjan. Pojawiają się opinie, że miejsce tragedii
winni zbadać nie archeolodzy, ale specjaliści w zakresie kryminologii.
Do Smoleńska wyjechała wczoraj grupa archeologów, którzy będą pracować na
miejscu katastrofy rządowego samolotu z 10 kwietnia br. Do Rosji oprócz
prokuratora wojskowego pojechało pięciu ekspertów (archeologów i geodetów). Wraz
ze służbami rosyjskimi dokonają oni wstępnych oględzin miejsca wypadku. – Będzie
to robocze spotkanie poświęcone dograniu szczegółów logistyczno-prawnych,
ustalimy także, kiedy cała grupa będzie mogła wejść na miejsce tragedii –
podkreślił płk Zbigniew Rzepa, rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Polska
grupa wróci do kraju w niedzielę. Jak zaznaczył płk Rzepa, oględziny miejsca
katastrofy odbędą się na wniosek polskiej prokuratury, która o dokonanie takiej
czynności prosiła stronę rosyjską we wniosku o pomoc prawną. Dlatego też
czynności, jakie w przyszłości podejmą polscy eksperci, formalnie będą
wykonywane w ramach działań prowadzonych przez prokuraturę rosyjską. Polski
prokurator ma jedynie obserwować podejmowane procedury. Kiedy ruszą prace na
miejscu katastrofy? Nie wiadomo. Dotychczas grupa pilotażowa po przeprowadzeniu
wizji zaproponuje Rosjanom metodologię i zakres badań. – Nie będą tam
podejmowane żadne badania, do tego nie jesteśmy upoważnieni, archeolodzy podejmą
rozmowy ze stroną rosyjską i przedstawią strategię badań – zaznaczyła dr Anna
Zalewska, archeolog z UMCS w Lublinie, która znalazła się w delegacji do
Smoleńska. Dopiero po tych konsultacjach zapadnie decyzja o dalszych pracach
polskich ekspertów. Docelowa grupa badawcza archeologów – jak zaznaczano jeszcze
w maju br. – ma składać się z 21 osób. To pracownicy Instytutu Archeologii i
Etnologii PAN w Warszawie, geofizycy z krakowskiej firmy Geopartner, geodeci z
Geoprzemu ze Skawiny, a także badacze z Uniwersytetu im. Kardynała Stefana
Wyszyńskiego w Warszawie, Instytutu Archeologii UMCS w Lublinie i z Uniwersytetu
Wrocławskiego.
Z samego faktu wyjazdu ekspertów do Rosji zadowolony jest mec. Bartosz Kownacki,
pełnomocnik rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej: Bożeny Mamontowicz-Łojek,
Grażyny Gęsickiej, Sławomira Skrzypka i Tomasza Merty. Jednak – jak zaznaczył –
spodziewał się, że oddelegowani archeolodzy ruszą z pracami na miejscu
zdarzenia. – Liczyłem na to, że jesteśmy już po etapie ustaleń i że kiedy nasi
archeolodzy pojadą do Smoleńska, to rozpoczną rzeczywiste prace, a nie będą
dopiero ustalać zasad współpracy. Na to było pięć miesięcy. Obawiam się, że
sprawa skończy się na zewnętrznych oględzinach, a badania miejsca katastrofy
rozpoczną się w najlepszym wypadku na wiosnę. Z pewnością byłoby łatwiej zebrać
dowody teraz niż za pół roku, kiedy wiele śladów może ulec zniszczeniu –
podkreślił. Tymczasem w ocenie posła Antoniego Macierewicza (PiS), szefa zespołu
parlamentarnego ds. katastrofy smoleńskiej, na miejsce tragedii powinni udać się
nie archeolodzy, ale specjaliści w zakresie kryminologii. – Jeżeli teraz do
Smoleńska będą wyjeżdżali archeolodzy, rozpoczynali ewentualne prace, to znaczy,
że ludzie kompetentni, naprawdę tam potrzebni, czyli kryminolodzy, wyjadą tam za
rok, bo będzie zima, potem przyjdą wiosenne deszcze i nie będzie można nic
zrobić – podkreślił Macierewicz. Według niego, wyjazd archeologów to dalszy ciąg
pozorowania działań, które mają "spacyfikować opinię publiczną wstrząśniętą tym,
że ciągle znajdowane są tam szczątki naszych przywódców, bliskich, ludzi, którzy
tam zginęli". – To nieodpowiedzialne działanie i spodziewałbym się zdecydowanej
interwencji prokuratora generalnego, który jest zobligowany do zabezpieczenia
dowodów. Bo przecież to, co się tam znajduje, to są dowody – dodał.
Marcin Austyn
