Zadbajmy o Polskę
Z JE ks. abp. Andrzejem Dzięgą, metropolitą
szczecińsko-kamieńskim, rozmawia Sławomir Jagodziński
W czasie uroczystości żałobnych ks. abp Józef Michalik zwrócił uwagę,
że tragiczna śmierć pod Katyniem ukazała nowe oblicze naszego Narodu. Na ile ono
wcześniej było zamazane?
– Pozwolił nam wszystkim Bóg przeżywać
ostatnie dni jako rzeczywiście czas intensywny i pogłębiony. Arcybiskup Michalik
rzeczywiście powiedział kilka prawdziwych, ciepłych, naprawdę ważnych słów o
Narodzie. Naród na to czekał i dlatego ludzie oklaskami spontanicznie
potwierdzali prawdziwość tych słów. Bo Naród czuje się gospodarzem tych
wydarzeń, które już od ponad tygodnia przeżywamy, bo to Naród w pewnym sensie
reżyseruje te wydarzenia, przybywając tak licznie, by złożyć hołd tym, co
zginęli, a przede wszystkim Panu Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Jestem
przekonany, że ta śmierć jest dla naszego państwa ważna, ale dla Narodu jeszcze
ważniejsza.
Słowa ks. abp. Michalika o nowym obliczu Narodu, w moim
przekonaniu, dotyczą przede wszystkim jego obrazu w mediach. Ono przez ostatnie
lata było zamazywane albo rozmazywane – jak to było w mediach. Swoje prawdziwe
oblicze Naród w pewnym sensie nieco „ukrył” – to, które teraz ukazał. Naród się
nieco wycofał, bo my, Polacy, nie lubimy być w ciągłej konfrontacji i gdy ktoś
krzyczy, ośmiesza, a jednocześnie nie chce słuchać argumentów, to wolimy się
lekko wycofać i przeczekać. Do czasu. I teraz Naród niejako powrócił z tymi
cechami, które tak naprawdę zawsze go charakteryzowały. Te dni są rzeczywiście
bardzo ważnym momentem w naszej historii. To, co Polacy pokazują od tygodnia, to
jest prawdziwe oblicze Narodu, który ma swoją duszę, swój charakter, swoje
zasady i umie rozpoznać swoich wodzów. I nawet jeśli od tych zasad czasem w
konkretnych sytuacjach praktycznie odstępuje, to jednak z zasad tych i z tych
treści nie chce zrezygnować. Potrzebny jest nam jakiś punkt odniesienia. Dzięki
temu w sytuacji trudnej, tragicznej mamy się do czego odwoływać i na czym
oprzeć. Takie momenty, kiedy to prawdziwe oblicze Narodu daje o sobie znać,
przeżyło chyba każde pokolenie Polaków, każde pokolenie w naszej historii miało
swój egzamin – wysiłku pracy, innym razem walki zbrojnej, a jeszcze kiedy
indziej modlitwy i przebaczenia, solidarności. Każdy taki egzamin potrafił
odsłonić tę naszą polską, „duszę anielską”. Takich nas ukształtował Chrystus i
Jego Ewangelia. I nawet jeśli dziś ktoś jest praktycznie niewierzący, a jest
uczciwym i otwartym człowiekiem, to intuicyjnie zwraca się ku tym samym zasadom
życia społecznego.
W czasie tych dni, w trakcie uroczystości pogrzebowych ukazany został
zupełnie inny obraz Pana Prezydenta niż ten prezentowany przez ostatnie lata w
mediach…
– Zdecydowanie tak. Ale tu dotykamy innego problemu,
który jest rozpoznawalny już chyba od kilkunastu lat, a który w ostatnich
latach, szczególnie przez niektórych ludzi PO i sprzyjające im niektóre media,
przybrał na sile. Chodzi o nienaturalną agresję, która potraktowana jako
instrument walki partyjnej jest sztucznie i świadomie wywoływana i podtrzymywana
z pełną wiedzą, że to nieprawda i że to manipulacja. I to dominowało, jeśli
chodzi o wizerunek medialny Pana Prezydenta. Teraz prawda o tym człowieku, o
jego małżeństwie, rodzinie, a także o innych osobach z jego politycznego
otoczenia wyszła na jaw. Mamy teraz trochę więcej prawdy, gdy chodzi o patrzenie
na Pana Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, na jego służbę Ojczyźnie, na jego misję,
zadania i cele polityczne, które sobie stawiał. Problem jednak nie leży jedynie
w samym przekłamywaniu, które dokonuje się w mediach, ale bardziej w tym, że my
wszyscy zaczynaliśmy już trochę akceptować tę sytuację, w pewnym sensie
potwierdzając, że tak można. Tak jakbyśmy się już przyzwyczaili, że tak być
musi. To jest też dalszy efekt społeczny tego zbyt długiego „wycofania się”, o
którym mówiłem wcześniej. A to ani tak nie musi być, ani tak nie można. Te dni
pokazały, że wszyscy poczuliśmy się jacyś zdrowsi, dzięki temu, że przywrócone
zostało trochę prawdy. W tym cierpieniu Pan Bóg pozwala nam już doświadczyć
źródła nowej siły.
Czy te dni, które przeżywamy, będą w przyszłości dla młodego
pokolenia jakimś punktem odniesienia?
– Jestem głęboko przekonany,
że tak. Przy pogrzebie patrzyłem na rzesze ludzi, wśród których były nawet małe
dzieci, patrzyłem na tę służbę harcerzy… Temu pokoleniu i dzieciom, i
młodzieży, i starszym pozostanie zarówno obraz tych wydarzeń, jak i ich
atmosfera. Bez wątpienia wszyscy to zapamiętają tak, jak np. pamiętamy pogrzeb
ks. Jerzego Popiełuszki. Dla większości z nich będzie to punktem odniesienia w
późniejszym życiu. Ufam głęboko, że dla wielu będzie to pewny drogowskaz, co i
jak mają czynić na rzecz Narodu i Ojczyzny.
Czy Ksiądz Arcybiskup uważa, że wszyscy przeżywają te dni jednakowo i
równie głęboko?
– Zdecydowanie nie, ponieważ zależy to od wielu
czynników. Wpływają na to zarówno atmosfera miejsca, w którym się żyje,
doświadczenia życiowe, często trudne, jak i stopień dotychczasowego osobistego
zaangażowania w sprawy społeczne. Mieliśmy wiele przykładów w te dni, jak różne
motywy przyprowadzały ludzi do kościołów na modlitwę i do Warszawy przed Pałac
Prezydencki. Bardzo zróżnicowane, ale chyba jednakowo piękne były świadectwa
uczestników tych spotkań. Osobiście najbardziej poruszały mnie wypowiedzi ludzi
młodych.
A jak Ksiądz Arcybiskup przyjął informację o katastrofie
prezydenckiego samolotu i śmierci tylu ważnych dla Polski osób?
–
Wiadomość ta dotarła do mnie kilkanaście minut przed godziną 10.00, gdy
przyjechałem pod katedrę, by przewodniczyć Liturgii święceń prezbiteratu. Już
pierwsza informacja mówiła jednoznacznie o katastrofie samolotu oraz o wielu
ofiarach śmiertelnych i o pewnej liczbie osób w szpitalu. Podaliśmy taką
informację wiernym jeszcze przed rozpoczęciem Liturgii. Księdza biskupa Błażeja
Kruszyłowicza poprosiłem zaś, by już odprawiał Mszę Świętą w intencji ofiar
śmiertelnych jeszcze nam z imienia nieznanych. W trakcie Liturgii do katedry
przybywało coraz więcej ludzi, tym bardziej że w czasie Mszy Świętej przez
kilkanaście minut głos dzwonu katedralnego niósł się po mieście. Podczas
Liturgii dotarła do nas informacja, że prawdopodobnie wszyscy, którzy byli na
pokładzie samolotu, zginęli, oraz pierwsza lista pasażerów, najważniejszych osób
w Państwie. Poleciłem tę listę odczytać wraz z podaniem poszczególnych urzędów,
w czasie przygotowania darów ofiarnych, składając w ten sposób niejako
namacalnie ich życie na ołtarzu Chrystusowym.
Jak osobiście przyjąłem tę
informację? Od pierwszej chwili bardzo poważnie. Przede wszystkim dlatego, że
chodzi o Katyń. We wprowadzeniu do Liturgii użyłem sformułowania: „Nowe Ofiary
Katynia”. Od początku tak to odbieram, niezależnie od napływających informacji
oraz kolejnych pytań dotyczących samej katastrofy. Poza tym państwowy wymiar
urzędów, które były tam reprezentowane, a przede wszystkim liczba
najważniejszych osób w Państwie. To wzbudziło moje zaskoczenie, na granicy wręcz
niedowierzania. Ponadto, wiele z tych osób znałem bezpośrednio, to musiało
poruszyć i otwierać serce na tę nową tajemnicę polskich dziejów oraz na plany
Bożej Opatrzności. W takim tonie też mówiłem o tym na zakończenie Mszy
Świętej.
Rozmiar, czas i miejsce tej tragedii sprawiają, że oprócz
przeżywanego bólu i smutku tak wiele mamy do przemyślenia. Do czego nas ofiara
tych ludzi zobowiązuje, najpierw w wymiarze osobistym, a następnie narodowym,
społecznym?
– Osobiście od samego początku mam wewnętrzne
przekonanie, że każda z tych osób, dosłownie każda, która była w delegacji
Rzeczypospolitej Polskiej na uroczystości w Katyniu, podjęła własną, odrębną
decyzję o tej podróży. To była przede wszystkim decyzja serca. Dla przykładu,
zaledwie dziesięć dni wcześniej gościłem w Szczecinie śp. Pana Janusza
Zakrzeńskiego, który wręcz dzielił się swoim niepokojem związanym z tym lotem.
Dużo mówił też o cmentarzu, na którym chciałby być pochowany. Wtedy słuchałem
tego, jak mówienia o dalekiej przyszłości. Ale odżyło to we mnie, gdy usłyszałem
jego nazwisko na liście pasażerów. Pomyślałem: a jednak poleciał. Potem
nadchodziły analogiczne świadectwa co do kilku innych osób. Każdy i każda z nich
podjęli tę decyzję, że chcą być w Katyniu, właśnie w tę Rocznicę, właśnie z
Panem Prezydentem Lechem Kaczyńskim. To jest dar każdego i każdej z nich dla
Polski, dla nas. To jest dar miłości. To jest więc także swoiste wyznanie wiary.
O tym m.in. mówiłem w homilii w czasie wieczornej Mszy Świętej w ich intencji w
wypełnionej wiernymi katedrze. To z kolei stawia nam pytania, czy jesteśmy
gotowi, by tę ich – po ziemsku przerwaną Miłość – teraz podjąć i nią żyć. To
także woła o potrzebę takiej postawy nie tylko dziś i jutro, ale jeszcze
bardziej w kolejnym pokoleniu. To wskazuje na potrzebę wychowania kolejnego
pokolenia ludzi miłujących Polskę. Z Boga się taka miłość rodzi.
Złożona z życia ofiara blisko 100 osób w dramatyczny sposób
przypomniała światu o 22 tysiącach zamordowanych przez Sowietów polskich
oficerach w Katyniu. To chyba wielkie wyzwanie dla nas, nauczycieli, historyków,
mediów, aby ta pamięć nie okazała się krótka…
– To prawda. Mówiłem
chyba już w czasie tej pierwszej Mszy Świętej, że ofiara ich życia jest też
ofiarą w służbie Prawdy. Prawdy o Katyniu zagłuszanej przez tyle lat,
praktycznie wobec świata, aż do tej katastrofy. Ta Prawda jest bardzo ważna,
gdyż jest kwintesencją Prawdy o duchowych zmaganiach XX wieku, które nie tylko
nie są do dzisiaj zakończone, ale które – jak widzimy – jeszcze narastają.
Ujawnianie takiej Prawdy jest warunkiem zachowania człowieczeństwa w każdym
pokoleniu.
Nasza wiara mówi nam, że Pan Bóg, jeśli nawet dopuszcza zło, to
potrafi z niego wyprowadzić dobro. Jakieś przebłyski tego już chyba widać,
choćby po tym, co działo się w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim, a także w
innych miastach. Jak tego potencjału państwowego zrywu nas, Polaków, nie
zmarnować?
– Przede wszystkim Pan Bóg nikomu nie odbiera życia ot
tak. On kocha życie. Zdarza się natomiast, że gdy sam człowiek odbiera życie
drugiemu, Pan Bóg to dopuszcza, bo musiałby nieustannie cudownie interweniować,
a przecież po to obdarzył nas wolną wolą (to naprawdę jest przeogromny Boży
Dar), byśmy zarówno podejmowali decyzje, jak też byśmy brali odpowiedzialność za
skutki tych decyzji. Nielogiczne jest, gdy decydują ludzie, ale
odpowiedzialnością za skutki tych decyzji chce się obarczać Pana Boga. Zawsze
jednak, nawet z głębi skutków najgorszych ludzkich decyzji, Pan Bóg jest w
stanie poprowadzić nas ku dobru, jeżeli Mu się poddamy w dalszym pielgrzymowaniu
przez dzieje. Spontaniczna jedność Polaków w tym momencie jeszcze nie musi mieć
koniecznie wymiaru państwowego, chociaż – ze względu na osobę Pana Prezydenta RP
– rzeczywiście ma to charakter przyznania się do Polski jako do naszego Państwa,
a nawet upomnienia się o nasze Państwo. Jak tego nie zmarnować? To już bardziej
pytanie do osób, które teraz trzymają i które kiedykolwiek trzymać będą ster
spraw państwowych w swoich rękach. Niestety, często ma się wrażenie, że właśnie
te osoby jakby na siłę chciały marnować i rozpraszać myślenie państwowe zwykłych
obywateli. Natomiast bez wątpienia trzeba w Polsce na różny sposób podtrzymywać
myślenie obywateli właśnie kategoriami Państwa. Naszego Państwa. Proszę
zauważyć, że praktycznie wszystkie Ofiary katastrofy coś z takiej
odpowiedzialności za Państwo, za nasze Państwo miały. To rzeczywiście jest
symptomatyczne.
Nie sposób w tych dniach nie docenić tych wyrazów solidarności, żalu
i szczerego współczucia dla Ofiar i ich Rodzin, które płyną z całej Polski. Czy
to też nie powinien być czas narodowych rekolekcji, które zawsze zakładają
rachunek sumienia, wyznanie win, postanowienie poprawy,
zadośćuczynienie?
– Pozwólmy zwykłym ludziom na razie przeżywać te
dni właśnie w takiej atmosferze, jaką sami spontanicznie stworzyli. Sami też
dołączajmy nieustannie z naszą modlitwą. Módlmy się za Ofiary, za wszystkie
Ofiary Katynia, ale także módlmy się za Polskę. Coraz więcej módlmy się za
Polskę. W planach Bożej Opatrzności możliwe jest, że to Ziarno, które właśnie w
Katyńskim Lesie obumarło, może dać plon obfity. Nie od razu, może dopiero po
wielu modlitwach, pracach, a nawet cierpieniach. Ale zaczątek może być szybko.
Zaczątek jest już dzisiaj. Dalszy wzrost tego plonu także jest naprawdę możliwy.
O to Boga prośmy. Mam nieodparte wrażenie, że zarówno Pan Prezydent Lech
Kaczyński, jak też każda z Ofiar z perspektywy wieczności prosi nas: Teraz wy
zadbajcie o Polskę! Teraz wy zajmijcie się Polską. A katyńskie przesłanie śp.
Biskupa Polowego Tadeusza Płoskiego, podkreślające: „Trzeba bardziej słuchać
Boga niż ludzi”, powinno stać się dla nas wszystkich swoistym duchowym
testamentem. Wtedy możliwe stanie się także spełnienie wołania śp. Pana
Prezydenta Lecha Kaczyńskiego o potrzebie, ale także o możliwości prawdziwego
pojednania narodów. Niech Bóg to sprawi. A Im niech da wieczny Pokój w Ojczyźnie
niebiańskiej.
Dziękuję za rozmowę.
