Za, a nawet przeciw

Orzeł i reszka

Trwa kampania przeciwko życiu. Zastanawia, że niektórzy bardzo ważni politycy, którzy do władzy doszli dzięki hasłom o prawie każdego człowieka do życia i głosom ludzi dających wiarę tym zapewnieniom, w momencie gdy przychodzi czas przejścia od słów do czynów, zachowują się w myśl zasady „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Nie chcą konstytucyjnego zagwarantowania prawa do życia dla każdego od poczęcia do naturalnej śmierci, ale proponują selektywne i warunkowe prawo do życia. Głoszą na przykład, że jeśli dziecko jest chore, to można je zabić. Unikają przy tym jasnych deklaracji, co powoduje, że ich pokrętne propozycje są krytykowane zarówno przez zwolenników zapisania w Konstytucji prawnej ochrony prawa do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, jaki i przez przeciwników jakichkolwiek zmian Konstytucji.

Przykre, że w toczącej się debacie publicznej są używane argumenty ukute przez Margaret Sanger, zmarłą w 1966 roku wielką propagatorkę aborcji. Ta neomaltuzjanistka, inicjatorka ruchu eugenicznego, była również założycielką IPPF (Międzynarodowej Federacji Planowania Rodziny), organizacji promującej zabijanie nienarodzonych dzieci na całym świecie. Była znana ze swych rasistowskich poglądów i kontaktów z III Rzeszą, między innymi zaprosiła do USA Eugena Fishera, doradcę Hitlera w sprawach „higieny rasowej”. Uważała, że słabi, chorzy i inni powinni być eliminowani ze społeczeństwa, że poprzez prenatalne ludobójstwo trzeba ograniczać liczbę ludzi. Optowała za przymusową sterylizacją osób uznawanych za niepełnowartościowych i proponowała trzymanie ich w specjalnych obozach pracy.

Margaret Sanger uchodzi za ideologa „rewolucji seksualnej”. Lansowała pogląd, że wszyscy mamy prawo do maksymalnej przyjemności indywidualnej, a zatem powinniśmy się opowiadać za wolną miłością. Jeżeli rację istnienia wyraża użycie, a rodzina nam w tym przeszkadza, gdyż oznacza odpowiedzialność i obowiązki, to występujmy przeciwko rodzinie i macierzyństwu. Dziecko bowiem jest agresorem, ryzykiem, które należy usunąć, zabić, jeżeli psuje radość przyjemności. To Margaret Sanger ukuła takie terminy jak „planowanie rodziny”, „dziecko chciane” czy „kobieta ma prawo do swego brzucha”.

Poglądy Sanger są, jak widać, „wiecznie żywe”. Powtarzają je niczym mantrę liczne powiązane ze sobą stowarzyszenia społeczne i środowiska polityczne. „Obóz postępu” w coraz większym stopniu staje się siecią powiązanych ze sobą organizacji społecznych oraz środowisk bardzo aktywnych w przestrzeni publicznej. Ta wszechobecność w niemal wszystkich wymiarach życia publicznego nadaje nurtowi przeciwnemu ochronie życia ludzkiego od poczęcia do naturalnej śmierci ogromne wpływy. Ponadto świat mediów i popkultury jest w dużym stopniu przesycony „anti life mentality” (mentalnością przeciwną życiu), promowaną przez lewicujących „inżynierów dusz”. Nie dziwi zatem, że marksistowska dogmatyka wyzwolenia społecznego jest – zgodnie z modnymi trendami – zastępowana postmodernistyczną afirmacją prawa do aborcji na życzenie. W miejsce wyzyskiwanych proletariuszy pojawili się nowi uciemiężeni przez „opresywne” społeczeństwo: homoseksualiści, lesbijki oraz rzekomo prześladowane kobiety, które się „zmusza” do rodzenia.

Sądząc po wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w sprawie Alicji Tysiąc i innych symptomach, „obóz postępu” szykuje się do krucjaty przeciwko „polskiemu obskurantyzmowi”. Szkoda, że przy pomocy tych, którzy niby są za życiem, ale tak naprawdę – przeciw. Dlatego tak ważne są zmiany w Konstytucji, które wskazywałyby jednoznacznie, że każde dziecko w okresie prenatalnym jest chronionym prawem człowiekiem, który ma prawo do życia aż do naturalnej śmierci.

Jan Maria Jackowski
drukuj