Wznowienie diecezji sprzed tysiąca lat

35 lat diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej

Diecezja koszalińsko-kołobrzeska świętuje jubileusz 35-lecia. W pamiętny dzień 28 czerwca 1972 r. diecezja ta została erygowana historyczną bullą Ojca Świętego Pawła VI „Episcoporum Poloniae coeteus”.

Z JE księdzem biskupem seniorem Ignacym Jeżem – pierwszym ordynariuszem koszalińsko-kołobrzeskim – rozmawia Jerzy Walczak

Ekscelencja jest pierwszym pasterzem w historii tej diecezji. Jak z perspektywy tamtych dni Ksiądz Biskup wspomina wydarzenia sprzed 35 lat?

– Erygowanie przez Pawła VI nowej diecezji spotkało się z dużym zadowoleniem katolickiej społeczności Pomorza Środkowego. Jego mieszkańcy to ludność napływowa z różnych stron, dla której tylko Kościół stanowił oparcie, a katolicka wiara była jedynym pomostem łączącym z rodzinnymi stronami. Przecież ten okres naszej historii był szczególnie trudny. Im bardziej reżim komunistyczny walczył z Kościołem, tym więcej ludzie popierali Kościół katolicki, który dla wielu stanowił jedną – a często jedyną – z najważniejszych życiowych wartości.

Dlaczego nowa diecezja koszalińsko-kołobrzeska otrzymała dwóch patronów – św. Wojciecha i św. Maksymiliana Marię Kolbego?

– Tak rzeczywiście. Przypomnę najpierw słowa kardynała Stefana Wyszyńskiego, które jako Prymas Polski napisał w swoim dekrecie: „Gdy w początkach państwa polskiego wybrzeża Bałtyku zostały skropione krwią św. Wojciecha – Adalberta Męczennika, to w niedługim czasie została utworzona na nich hierarchia kościelna. W najnowszych czasach, po heroicznej śmierci bł. Maksymiliana Kolbego, ta sama ziemia położona nad Bałtykiem, jakby na podstawie jakiejś prawidłowości, została ponownie przywrócona Polsce”.

Zasadą jest, że patronem diecezji może być święty związany jakoś z tym terenem. W administracji kościelnej diecezję koszalińsko-kołobrzeską włączono do metropolii gnieźnieńskiej, stąd też głównym patronem nowej diecezji został św. Wojciech, biskup i męczennik. W swojej misji pomorskiej z Gniezna do Gdańska – prawdopodobnie w roku 997 – mógł przechodzić przez tereny należące w tysięcznym roku do biskupstwa kołobrzeskiego nad Bałtykiem. Zapewne było to biskupstwo misyjne, zatem miejsce męczeńskiej śmierci św. Wojciecha mogło być właśnie na terenie tej diecezji, w zasięgu pracy ks. bp. Reinberna z Kołobrzegu. Drugim patronem został – wówczas jeszcze błogosławiony – Maksymilian Maria Kolbe, męczennik z Oświęcimia. Dla mnie, byłego więźnia obozu koncentracyjnego w Dachau, miało to szczególny wyraz. W Jego sytuacji, w której się znalazł w oświęcimskim obozie, gdy wszystko już mu zabrano – nawet nazwisko i imię – zostało mu tylko życie. I właśnie ze względu na warunki, w jakich to się stało – w takiej sytuacji – poświęcenie życia za kogoś stanowi wyjątkowy szczyt ludzkiego bohaterstwa!

Jaki teren objęto administracją nowej diecezji?

– Granice diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, określone bullą Ojca Świętego Pawła VI, obejmowały wówczas powierzchnię blisko 20 tys. kilometrów kwadratowych. Było to terytorium całego ówczesnego województwa koszalińskiego oraz powiatu lęborskiego z sąsiedniego województwa gdańskiego. Koszalin został miastem biskupim, w którym rangę katedry uzyskał kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Natomiast na konkatedrę – z uwagi na wyjątkowo ważne znaczenie historyczne – wyznaczono kołobrzeską kolegiatę Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Ale przecież kołobrzeska świątynia była ogromnie zniszczona w czasie II wojny światowej, a w dodatku przeznaczona została nie tylko na cele sakralne?

– Tak rzeczywiście było. Kolegiatę przekazano parafii kołobrzeskiej tylko w części stanowiącej prezbiterium. W gestii komunistycznych władz były nawy oraz wieża zamieniona na Muzeum Oręża Polskiego. W sierpniu 1975 r. zorganizowane zostały w Kołobrzegu uroczystości 975-lecia metropolii gnieźnieńskiej, w której przecież Kołobrzeg w 1000 roku się znajdował. Nowa diecezja także należała do tej metropolii. Komunistyczne władze – w przeddzień przyjazdu do Kołobrzegu Prymasa Polski ks. kard. Stefana Wyszyńskiego – „podarowały” nam nawy konkatedry. Kardynał Karol Wojtyła przewodniczył koncelebrowanej Eucharystii przy ołtarzu polowym przed świątynią, natomiast homilię wygłosił ks. kard. Stefan Wyszyński. Po zakończeniu Mszy Świętej Prymas Polski z ks. kard. Wojtyłą i obecnymi biskupami weszli do świątyni. Ujrzeli ruinę zaledwie częściowo odnowioną. W jej wieży nadal znajdowało się to muzeum. Wówczas to w liście do premiera Jaroszewicza napisałem, że rozumiem istnienie w Kołobrzegu Muzeum Oręża Polskiego, lecz nie potrafię w żaden sposób zrozumieć, dlaczego ono właśnie znajduje się w świątyni. Ludzie przyjeżdżający z całego świata wyrażają zdziwienie, a ja w żaden sposób nie umiem im tego wytłumaczyć. Zaznaczyłem w liście do premiera, że chyba Polskę Ludową stać na wybudowanie osobnego obiektu przeznaczonego na muzeum eksponatów wojskowych zgromadzonych w kołobrzeskiej świątyni. Ku mojemu zdziwieniu rząd zdecydował o przyznaniu nam również wieży konkatedry. Została podjęta odbudowa, aby doprowadzić historyczną pięcionawową gotycką świątynię do takiego wyglądu jak przed wojennym zniszczeniem. W roku 1986 Ojciec Święty Jan Paweł II podniósł ją do godności bazyliki mniejszej. Dziś kołobrzeska konkatedra podziwiana jest jako jedna z najpiękniejszych świątyń nad polskim Bałtykiem.

Ksiądz Biskup powiedział, że katolicka społeczność z dużym zadowoleniem przyjęła swoją nową diecezję. A z jakim przyjęciem spotkało się jej utworzenie ze strony władz?

– W tamtych latach nie było atmosfery politycznej sprzyjającej Kościołowi. Przez pierwszy kwartał w ogóle ze mną nie rozmawiano. Dopiero po trzech miesiącach czekania koszalińskie władze uznały „status quo”. Na początku nawet nie miałem gdzie mieszkać. Zamieszkałem w więcej niż skromnych warunkach – w maleńkim pokoiku na plebanii parafialnej Podwyższenia Krzyża Świętego. W drugim tak samo ciasnym pokoiku mieściła się kuria biskupia. Takie były niełatwe początki naszej kurii nad Bałtykiem. Później otrzymaliśmy malutki ceglany budyneczek przy obecnej ulicy Kardynała Wyszyńskiego. I dopiero dzień przed przyjazdem do Koszalina Księdza Prymasa – w maju 1974 r.- władza wojewódzka „podarowała” nam budynek dawnego archiwum, w którym obecnie mieści się dom biskupi.

Jak tworzyły się struktury nowej diecezji?

– Władza komunistyczna – kierując się ideologicznym założeniem mówiącym o „obumieraniu Kościoła” – stwarzała niezliczone trudności. Ciągle miano zastrzeżenia bez żadnego uzasadnienia. Po prostu: „zgłaszamy zastrzeżenia”. I to było wszystko – kropka, pieczątka i podpis. I na tym koniec. Gdy odrzucono kolejny mój wniosek o utworzenie parafii w Charzynie pod Kołobrzegiem – jak zawsze z formułą „zgłaszamy zastrzeżenia” – podjąłem decyzję odwołania się do Warszawy. Przyszła myśl wykorzystania w roku 1948 schematyzmu, w którym ks. bp Edmund Nowicki wykazał wszystkie parafie istniejące przed reformą na terenie gorzowskiej administracji. W oparciu o ten schematyzm napisałem, że po pierwsze – w Charzynie przed wiekami była katolicka parafia, a po drugie – na pomniku przed ratuszem w Koszalinie wyryte są piękne słowa: „BYLIŚMY – JESTEŚMY – BĘDZIEMY”. Podkreśliłem, że chcemy to właśnie udowodnić także z perspektywy kościelnej, a władze koszalińskie są temu przeciwne. I wreszcie – ku mojemu zdziwieniu – zdarzyło się po raz pierwszy, że stolica zmieniła decyzję lokalnych władz. I na tej podstawie nie stwarzano nam już przeszkód w tworzeniu nowych parafii na Pomorzu Środkowym. Powstało ich wówczas ponad pięćdziesiąt.

Dużą troską Księdza Biskupa było przywrócenie na Pomorzu kultu maryjnego, a szczególnie pod Koszalinem na Górze Chełmskiej…

– Tak rzeczywiście, ta sprawa bardzo leżała mi na sercu. Ta święta góra czekała na to przez cztery wieki. W średniowiecznej Europie Góra Chełmska była bardzo znanym miejscem pielgrzymkowym, które całkowicie zniszczono w okresie reformacji. Zaraz po utworzeniu diecezji podjąłem starania, ale długie lata nie było mowy o odzyskaniu Góry Chełmskiej. Dopiero w listopadzie 1990 r. koszalińskie władze podjęły decyzję przekazania szczytu Góry Chełmskiej Szensztackiemu Instytutowi Sióstr Maryi. Z ramienia Konferencji Episkopatu Polski od wielu lat byłem, i jestem nadal, protektorem Ruchu Szensztackiego w Polsce. Jego założyciela – ojca Józefa Kentenicha – poznałem osobiście, uczestnicząc w rekolekcjach, które on potajemnie głosił dla polskich księży w obozie zagłady w Dachau.

W kwietniu 1991 r. na szczycie Góry Chełmskiej, gdzie budowana była nowa kaplica, uroczyście poświęciłem i wmurowałem kamień węgielny pochodzący z Groty Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny z Nazaretu. W dniu 1 czerwca 1991 r. przybył Ojciec Święty Jan Paweł II i dokonał uroczystego poświęcenia sanktuarium Matki Bożej Trzykroć Przedziwnej.

Już ponad piętnaście lat jest Ksiądz na emeryturze, ale nadal niezmordowanie poświęca wiele czasu, swojej troski i sił na pracę duszpasterską w terenie…

– Jeśli Pan Bóg daje siły i zdrowie, to biskup jest biskupem do końca życia. Jeśli „Nasz Dziennik” – który czytam codziennie – prosi mnie o rozmowę i wspomnienia z 35 lat diecezji, to trudno mi powiedzieć: nie daję rady, jeśli jeszcze radę daję. Nie mogę też zaprzeczyć, że zdobyłem jakieś doświadczenie przez 70 lat mojego kapłaństwa i 47 lat sprawowania urzędu biskupiego.


Serdecznie dziękuję za rozmowę.

drukuj