Wykształcą ludzi z plasteliny

Z prof. Włodzimierzem Bernackim, politologiem z Uniwersytetu
Jagiellońskiego, posłem PiS, rozmawia Maciej Walaszczyk

Koalicja obroniła minister edukacji Krystynę Szumilas.
– Przedstawiciele większości parlamentarnej właściwie zupełnie lekceważą sobie
sytuację panującą w polskiej oświacie, trwają przy swoim, a ja na chwilę obecną
nie widzę, by sytuacja ta mogła ulec zmianie.

Jak ocenia Pan sposób, w jaki była broniona minister, i wszelkie zmiany
wprowadzane w edukacji? Odniosłem wrażenie, że rządzący byli odporni na
argumenty. Gdy padają wyliczenia, że realnie liczba lekcji historii i WOS będzie
ograniczona, koalicja mówi coś odwrotnego.

– To właśnie pokazuje trudność sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy. We wniosku o
odwołanie minister Szumilas zawarliśmy 23 punkty, całą listę bardzo konkretnych
argumentów dotyczących uchybień lub działań po prostu fatalnych dla systemu
oświaty. Jednak w żaden sposób koalicja nie odniosła się do któregokolwiek z
nich. Pani Szumilas w ogóle nie zabrała głosu w tej debacie. Gdy mówimy, że
liczba lekcji będzie mniejsza, słyszymy, że będzie większa. I nie chodzi tutaj
tylko o lekcje historii, ale także o kilka innych przedmiotów. Kiedy mówimy o
problemie rozbieżnych aktów prawnych, które są wydawane przez MEN, rząd również
nie rozumie naszych argumentów. Gdy podnosimy problem, że w szkołach uczy się
dzieci tylko rozwiązywania i wypełniania testów, a nie kształci w zakresie
bardzo konkretnej wiedzy, to także nasze zarzuty są zupełnie ignorowane.

O czym świadczy taki bezwzględny upór?
– Do tej pory traktowaliśmy działania podejmowane przez polityków Platformy
Obywatelskiej jako działania ludzi posiadających wiedzę, ale niemających
kompetencji do pełnienia np. funkcji ministerialnych w edukacji. Teraz jednak
zaczyna się rysować o wiele poważniejsze zagrożenie, ponieważ wydaje się, że
jest to działanie planowe, zmierzające do tego, aby maksymalnie obniżyć poziom
edukacji i w sposób szkodliwy doprowadzić do zaniku tożsamości narodowej.

Coraz częściej w polemikach z MEN pada argument, że PO zmierza do
ukształtowania "nowego człowieka": bezwolnego pracownika najemnego i konsumenta.

– To jest być może jeszcze gorsza sytuacja. Dotychczasowy model miał jednak na
celu ukształtowanie w młodym człowieku pewnego kośćca, określonego systemu
wartości, czyli wkomponowanie czegoś, co możemy nazwać jego kulturowym
żyrokompasem. Programy edukacyjne forsowane przez PO prowadzą do formowania
człowieka z plasteliny. A więc człowieka, który jest zupełnie bez wyrazu, który
dopiero w pewnym określonym wieku, a o tym się wyraźnie nie mówi, ma dokonać
wyboru, czy chce być Polakiem, czy Niemcem lub Grekiem, a także tego, czy chce
być chłopcem lub dziewczynką. To prosta droga do ukształtowania kogoś, kto
będzie miał tożsamość kameleona. Chodzi o człowieka bez wyrazu i tożsamości,
radarowca – jak mówią Amerykanie – który potrafi odczytywać z zewnątrz sygnały
mówiące mu, do czego ma się dostosować. Co więcej, model wychowawczy, który my
chcielibyśmy realizować, a więc formowanie człowieka posiadającego wiedzę i
umiejętności, a przede wszystkim mądrość i system wartości, jest dla ekipy
rządzącej modelem szkodliwym.

Jakie konsekwencje może przynieść wyłączenie religii z ramowego planu
nauczania?

– Może się zdarzyć tak, że tam, gdzie samorządy funkcjonują w określonej
przestrzeni kulturowej, np. w dawnej Galicji, albo konkretnie tam, gdzie
katolicy po prostu mają wyjątkowo ugruntowaną pozycję, samorządy nie zdecydują
się na wyłączenie religii z programu nauczania.

Ale np. w jakimś miasteczku, gdzie władzę przejmie Ruch Palikota?
– Otóż to. Wystarczy spojrzeć na mapę preferencji wyborczych, by okazało się, że
tam samorządy mogą poszukiwać oszczędności, interpretując wyłączenie lekcji
religii z ramowego planu nauczania jako zajęć nieobowiązkowych.

W ten sposób rząd zrobił z katechezy jeszcze jeden przedmiot targu
politycznego, sporu i rozpalania emocji.

– Oczywiście, i jest to wykorzystywane w mediach. Słyszymy głosy, że zabiera się
wolność wyboru, narzuca dzieciom edukację religijną itp.

Prawo i Sprawiedliwość ma plan, jak odwrócić skutki zmian wprowadzonych
przez minister Krystynę Szumilas i jej poprzedniczkę Katarzynę Hall?

– Będzie to wyjątkowo trudne. Jako przedstawiciel partii konserwatywnej jestem
przeciwnikiem rewolucji. Nasze środowisko pracuje nad projektem zmian, które
uwolniłyby polską szkołę i system oświatowy od tych złych zmian, które dokonały
się w czasach rządów PO i PSL. To nie tyle plan odwrotu od tych fatalnych
decyzji, ile zbudowania nowego systemu, który zupełnie odsunąłby skutki tych
wszystkich szkodliwych działań, jakich jesteśmy świadkami.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj