Wszyscy byliśmy sparaliżowani strachem
Z Waldemarem Budą, pracownikiem biura poselskiego europosła Janusza
Wojciechowskiego, rozmawia Anna Ambroziak
Mógłby Pan zrelacjonować wtorkowe tragiczne wydarzenia w biurze PiS?
– Na miejsce przybyłem ok. 10 minut po zdarzeniu. Z relacji osoby, która
przeżyła, czyli od pana Pawła Kowalskiego, wiem, że wszystko zaczęło się w
ostatnim pokoju tego korytarza, w biurze posła Jarosława Jagiełły. Tam Paweł
Kowalski i Marek Rosiak pracowali przy komputerach. Ten człowiek wszedł, zaczął
strzelać, pan Marek znajdował się bliżej. I to on dostał te kule, to on został
trafiony. Wyszedł jeszcze na korytarz, by tego człowieka jakoś powstrzymać,
prawdopodobnie odbyła się jakaś walka. Na korytarzu pan Marek upadł, i tu go
zastano. Natomiast Paweł Kowalski próbował domknąć drzwi, ale się mu to nie
udało. Też podjął walkę z napastnikiem. Na początku został porażony
paralizatorem, co znacznie utrudniło mu obronę. Upadł i wtedy ten człowiek wyjął
nóż, chciał dokończyć dzieła. Ale przeszkodzili mu strażnicy, którzy przybyli na
czas.
Kto ich wezwał?
– Kolega z naszego biura. To on wezwał pomoc. Strażnicy przechodzili tu
niedaleko. Przybiegli natychmiast, odratowali Pawła. Całe szczęście zdążyli
przybyć, zanim napastnik przeładował broń. Znaleziono przy nim 48 kul. Nikt nie
spodziewał się takiej rzeczy. Przychodzą do nas różni ludzie, ale takiej
tragedii nikt się nie spodziewał.
Jak zareagowali pracownicy innych biur?
– Wszyscy byli sparaliżowani strachem. Moi koledzy z biura posła
Wojciechowskiego pokładli się na podłodze, osłaniali rękoma głowy. Po chwili
jeden z nich wybiegł wezwać pomoc.
Przed biurem, w którym Pan pracuje, ludzie składają wieńce, zapalają
znicze…
– To przede wszystkim mieszkańcy Łodzi, chociaż dzisiaj przybyły też osoby aż z
województwa warmińsko-mazurskiego, by złożyć nam kondolencje.
Znał Pan osobiście obie ofiary Ryszarda C.?
– Oczywiście, to byli nasi współpracownicy. Żadna z tych osób nie miała cech
charakterologicznych, które prowokowałyby do tego typu działań. Pan Marek Rosiak
był raczej zdecydowany, miał silny charakter, ale absolutnie nie dałby powodu do
tego, by ktoś do niego strzelał. Podobnie Paweł Kowalski. Oni tej awantury nie
wywołali.
Dziękuję za rozmowę.
