Wolta minister Hall
We wrześniu 2012 roku do szkoły poszłyby tylko te dzieci, które miałyby
już skończone sześć lat. Co skłoniło szefową resortu edukacji do tej wolty? Być
może brutalne zderzenie z rzeczywistością, totalny bałagan w szkołach
nieprzygotowanych do przyjmowania tak małych dzieci, a może też obywatelski
sprzeciw wobec ustawy, czyli projekt złożony dwa miesiące temu przez
Stowarzyszenie i Fundację Rzecznik Praw Rodziców. Projekt zakłada cofnięcie
pierwotnych pomysłów resortu edukacji.
Powołując się na dane z 2 tys. 262 gmin, minister edukacji poinformowała, że w
2011 roku do pierwszych klas szkół podstawowych poszło 23,6 proc. uprawnionych
dzieci sześcioletnich (czyli takich, które wcześniej minimum przez rok chodziły
do przedszkola). "Niestety jest 212 samorządów (mniej niż 10 proc.), które nie
podjęły nawet pieniędzy na wyposażenie szkolnych miejsc zabaw z programu Radosna
Szkoła, gdzie nie był wymagany żaden wkład własny" – wytknęła minister. Wyraziła
też przekonanie, że "wcześniejsze rozpoczynanie edukacji jest dobre dla rozwoju
dzieci, jednak musi odbywać się w dobrych warunkach".
Jak zadeklarowała na swoim blogu: "Każdej szkole i gminie, w której nie umiano
dotychczas skorzystać z różnych programów wsparcia tej zmiany, zostanie
udzielona dodatkowa informacja i podane przykłady dobrych praktyk. Żeby nie
okazało się, że niektórzy umieszczą dzieci na dwie zmiany w piwnicy, zasłaniając
się brakiem możliwości". Według minister, jeśli po otrzymaniu w listopadzie
pełnych danych z systemu Informacji Oświatowej potwierdzą się wstępne wyniki
kontroli, to warto zastanowić się nad rozłożeniem wprowadzenia obowiązku
szkolnego dla sześciolatków na dwa lata.
W roku szkolnym 2012/2013 poszłyby do szkoły dzieci urodzone w 2005 roku i
sześciolatki urodzone do końca sierpnia 2006 roku, natomiast rok później
edukację rozpoczęłyby sześciolatki urodzone w 2007 roku i od września 2006 roku.
Niezależnie od tego byłaby możliwość przyspieszenia bądź opóźnienia
rozpoczynania nauki na odpowiedni wniosek rodzica.
Jarosław Kaczyński zaapelował wczoraj do minister edukacji, aby poparła
stanowisko Prawa i Sprawiedliwości w tej sprawie. Prezes PiS proponuje, żeby
sześciolatki mogły rozpocząć edukację, jeśli taka jest decyzja rodziców i szkoła
jest odpowiednio przygotowana. Jest natomiast przeciwny obligatoryjnemu
posyłaniu sześciolatków do szkół od 2012 roku.
Podczas debaty sejmowej nad projektem obywatelskim Sławomir Kłosowski z sejmowej
Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży zadeklarował całkowite poparcie projektu
obywatelskiego przez Klub Parlamentarny Prawa i Sprawiedliwości. Sprzeciw wobec
posyłania sześciolatków do szkół, a pięciolatków do zerówek wyrazili Karolina i
Tomasz Elbanowscy ze Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodzica, którzy
złożyli 4 lipca tego roku projekt ustawy, pod którym podpisało się ponad 300
tys. osób. Jak uzasadniali swoją inicjatywę w rozmowie z "Naszym Dziennikiem",
to, w jakich warunkach będzie przebywać i uczyć się dziecko, ma ogromny wpływ na
jego dalszy rozwój. – Przedszkole ma inny charakter niż szkoła. Uważamy, że
należy zachować dotychczasowy system. Teraz nierzadko sześciolatki trafiają do
szkół z przymusu. Docierają do nas takie sygnały, że niektóre dzieci muszą
powtarzać rok, ponieważ problemem okazuje się program nauczania. Program
dotychczasowej pierwszej i drugiej klasy został skumulowany w jednym roku i
złożony na karb o rok młodszego dziecka. Jest on po prostu za trudny dla
sześciolatków – alarmował Tomasz Elbanowski. W czwartek w Sejmie odbyło się
pierwsze czytanie tego projektu. W trakcie debaty wszystkie kluby poselskie
opowiedziały się za jego dalszym procedowaniem. Projekty obywatelskie nie
podlegają zasadzie dyskontynuacji, więc pracami nad nim zajmie się już kolejny
Sejm.
Paulina Gajkowska
Kiedy już jest pewne, że minister edukacji nie zostanie w resorcie na drugą
kadencję, wymyśla nowy projekt dla sześciolatków
