Wódz

Wspomnienie o Anatolu Kaszczuku – w drugą rocznicę śmierci

Nadszedł lipiec, a było to niespełna rok od Porozumień Sierpniowych. Sytuacja polityczna z miesiąca na miesiąc stawała się coraz bardziej napięta. Rząd pozornie tolerował „Solidarność”, ale gazety skwapliwie przedrukowywały ostrzeżenia prasy sowieckiej o szerzącej się w Polsce anarchii. Po prowokacji w Bydgoszczy wybuchały inne w różnych częściach kraju, a zaopatrzenie sklepów, zwłaszcza w żywność, pogarszało się z tygodnia na tydzień. Wszystkie braki tłumaczono strajkami w zakładach pracy i w rolnictwie. Wiedzieliśmy, że rząd poduszczany przez „wielkiego brata” nie pogodził się z istnieniem niezależnych związków zawodowych i szuka pretekstu do ich delegalizacji.

O tym wszystkim z wielką troską rozmawialiśmy, siedząc na ganku domu w Szymonowie na Mazurach, grupa gości i gospodyni – pani Barbara Kloss. Pomiędzy dorosłymi kręciła się gromada dzieci. Ganek drewniany, malowany na biało i niebiesko był co prawda wystawiony na południe, ale ocieniony rzędem młodych gęstych lip dawał przyjemny chłód wspomagany innym chłodem, który ciągnął od wielkiej sieni prastarego domu pana Anatola. Do naszych niekończących się rozważań, co będzie – wejdą czy nie wejdą Sowieci, jak „Solidarność” ma reagować, co będzie z Polską i tym podobnych pytań – pani Barbara co jakiś czas wtrącała uwagę o potrzebie modlitwy za Ojczyznę połączonej z zawierzeniem woli Bożej polskich spraw – bez warunków wstępnych. My, czynnie włączeni w ten ruch, mieliśmy, przynajmniej ja sam, pewną trudność w przyjęciu biernej – jak się wydawało – postawy zawierzenia. Pani Barbara wielokrotnie podkreślała siłę modlitwy i jej skuteczność, gdy polega ona na zawierzeniu woli Boga.

O tej niezwykłej osobie, jaką była pani Barbara Kloss, napiszę innym razem, jeśli tego nie zrobią bardziej kompetentni. Tu chcę nadmienić, że była ona spiritus movens, prawdziwym motorem sprawczym i konsultantem wielu pomysłów i decyzji Anatola Kaszczuka.

A więc owego pierwszego dnia lipca siedziała wśród nas na swym wózku inwalidzkim drobna, krucha i wymizerowana, z głową na wiejski sposób owiązaną białą chustką, z rękoma zaciśniętymi na różańcu i oparciu wózka. Popatrywała z uśmiechem na dzieci, z których zwłaszcza te mniejsze garnęły się do niej, pokazując swoje skarby z wyprawy nad jezioro.

Tu chcę wyjaśnić, dlaczego zapamiętałem ten dobroczynny chłód ganku. Już siódmy tydzień w całym kraju nie było deszczu. Ani jednej kropli. Radio podawało hiobowe komunikaty o zapowiadanym nieurodzaju, ba, klęsce żywiołowej. W powietrzu wisiała złowroga cisza. Wszystko, co żyło, chowało się w cień – muchy, pszczoły, ptaki i ludzie. Drzewa zwijały liście, trawy więdły i robiły się szeleszczące, a kostrzewa cięła po stopach. Dla nas, ludzi miejskich, doświadczonych kartkami żywnościowymi i pustymi półkami w sklepach, wiara, że polska wieś nas wyżywi, stawała się mitem w obliczu tej suszy.

Ktoś zapytał, gdzie jest pan Anatol.


– Anatolek z Jasiem poszli sprawdzić pszenicę, czy bardzo zniszczona przez suszę.

Niebawem ukazał się Anatol. Ze spuszczoną głową szedł wolno, trzymając w ręku łopatę i wiadro z nacią ziemniaczaną, a za nim wlókł się równie smutny Jaś, jego główny, najczęściej jedyny współpracownik w gospodarstwie.

– Jeszcze tydzień bez deszczu i pszenica zasuszy się na amen. Ziemniaki – o takie! To mówiąc wyciągnął z wiadra zrudziałe łęty z malutkimi jak orzeszki ziemniakami. I ziemniaków też nie będzie, głód!

Zapadła zupełna cisza, byliśmy jak porażeni. Pani Barbara chwilę milczała, po czym usłyszeliśmy ciche słowa: – Anatolku, trzeba się modlić za Polskę.

Po dobrej chwili dodała: – I… o deszcz, bo nie będzie jedzenia. Jutro mamy wielkie święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny.

Siedzieliśmy w milczeniu. Po głowach snuły się nam wojska sowieckie, kartki na cukier, pałki zomowców i homilia Ojca Świętego z placu Zwycięstwa. Modlić się za Polskę. Ale jak?

Pani Barbara zaczęła z wolna zawracać wózek, tak że uważny zawsze Anatol bez słowa wyprowadził ją i zniknęli w mroku sieni.

Wiadomo nam było, zwłaszcza niektórym, że takie nagłe i milczące powroty pani Barbary wraz z Anatolem do jej pokoju kryją jakąś tajemnicę ich komunikowania się.

Istotnie, przy kolacji Anatol wystąpił z planem.

– Trzeba urządzić pielgrzymkę dookoła Polski.

Zaczęliśmy popatrywać po sobie, ale nikomu nie było do śmiechu, bo Anatol twarz miał ściągnięta i skupioną.

– Jak to, panie Anatolu?

– Wyjdziemy jutro po Mszy św. i obiedzie. To będzie prawdziwa pielgrzymka, tyle że wzdłuż granic naszego gospodarstwa. Będziemy prosić Królową Polski, aby przyjęła naszą pielgrzymkę jak pielgrzymkę wzdłuż granic Jej królestwa. Ja już tak nieraz szedłem, trwa to około dwóch godzin, będzie czas na cały Różaniec z rozważaniami, które każdy sam musi przygotować. Na koniec przed Najświętszym Sakramentem zmówimy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Weźmiemy świece i figurkę Matki Bożej Róży Duchownej, którą po każdej tajemnicy ktoś inny poniesie.

Zdania były krótkie, Anatol zachowywał się w tym momencie jak prawdziwy wódz. Widać w nim było przedwojennego oficera. Na koniec rozdał każdemu, nie wyłączając starszych dzieci, tematy tajemnic różańcowych z poleceniem przygotowania własnych rozważań. Dzieci poszły szybko spać, konsultując się szeptem w sprawie jutrzejszych zadań.

Następnego dnia w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny zebraliśmy się sporą grupą przed gankiem. Anatol nas ustawił i polecił opiece chłopców dwie starsze panie inwalidki, które uparły się też iść z nami. Sam kroczył za figurką, niosąc tajemniczo wyglądające palladium Legionu Maryi. Skierowaliśmy się w przepiękną, ocienioną lipami polną aleję, po każdej tajemnicy Różańca kropiąc święconą wodą pola, łąki i zagaje na lewo i prawo. Anatol, poczynając od Krakowa, wspominał władców i przepraszał za ich błędy i zaniechania. Potem był Śląsk, Pomorze, Gdańsk. Szybko się okazało, że dzieci i młodzież niezwykle głęboko ujmowały swoje rozmyślania. Zbliżaliśmy się do jeziora i lasu, a według Anatola obchodziliśmy Mazury, Litwę i Białoruś. To rozszerzenie granic Polski o obszar zajęty przez ZSRS wytłumaczyłem sobie przywiązaniem Anatola do jego stron rodzinnych. Kiedy wypadła kolej na czwartą i piątą Tajemnicę Bolesną, wymienił Kozielsk, skąd cudem był uratowany, i Katyń, gdzie zginęli jego koledzy. Już chciałem prosić o Wołyń i Podole, ale Anatol od siebie wymienił Lwów, wspominając śluby Jana Kazimierza, a następnie Kijów i Odessę. Na koniec obiecał, że nauczy nas specjalnej modlitwy pani Barbary. Powtarzaliśmy więc za naszym wodzem słowa tej błagalnej modlitwy, dobitnej i przejmującej, jak apel wojska po bitewnym trudzie.

Wszyscy się rozeszli po obszernym domu, a ja zostałem sam na ganku. Gdy Anatol tam zajrzał, zapytałem go: – Dlaczego wspominał pan ziemie utracone, nawet te od bardzo dawna już nienależące do Polski?

Anatol spojrzał na mnie badawczo.

– Wiem, że pan się interesuje historią i zauważyłem pańskie zdziwienie. Panie Dominiku, Jan Kazimierz oddał pod opiekę Matki Najświętszej ówczesne ziemie Rzeczypospolitej i Ona jest Królową na tych ziemiach. Jakie będą granice przyszłej Polski, tego my nie wiemy. Ona zdecyduje! My mamy obowiązek się modlić za mieszkańców ziem dawnej Rzeczypospolitej, aby byli wierni swojej Królowej. Dobranoc panu.

Zostawił mnie z kłębkiem różnych myśli. Zrobiło się ciemno, puszczyk przelatywał, nawołując. Skierowałem wzrok za jego pohukiwaniem i wtedy spostrzegłem, że gwiazd na niebie nie widać. Powiał lekki wiatr i spadły pierwsze krople deszczu. Pierwsze krople od półtora miesiąca.

Pielgrzymki wokół granic Polski odbywały się corocznie, prawie aż do śmierci Anatola. My, dorośli, i liczne dorastające dzieci dojrzewaliśmy w przekonaniu, że są bardzo ważne i mają głęboki sens.

Co się działo potem w Polsce, nie będę opowiadał. Sami wiecie.

Dominik Nowina Konopka

Modlitwa Barbary Kloss

Wszyscy rodacy, którzy w stanie łaski przelaliście krew za Ojczyznę i wiarę w walce z poganami i wrogami Krzyża, módlcie się za nami. Wszyscy w chwale niebieskiej rodacy i rodaczki, którzy modłami, łzami, cierpieniem, pracą i ofiarą chcieliście Królestwo Boże wybłagać dla Ojczyzny i świata całego, módlcie się za nami, módlcie się za Ojca Świętego.

drukuj