Wierny rozkazowi gen. Okulickiego
Przy ulicy Dereniowej 4 na warszawskim Ursynowie mieści się siedziba
Polskiego Radia Armii Krajowej „Jutrzenka”, prywatna rozgłośnia radiowa.
Jej twórcą jest dr Andrzej Cielecki ps. „Andrzejek II”, żołnierz Armii
Krajowej, uczestnik Powstania Warszawskiego.
Jest jednym z
tych „warszawskich dzieci”, które 1 sierpnia 1944 r. poszły w bój. Miał
wtedy zaledwie 16 lat. Za sobą kawałek życia w konspiracji harcerskiej. W
czasie Powstania Warszawskiego walczył w słynnym batalionie „Zośka”, w
oddziale „Broda 53”. Pierwsze dni: Wola – ul. Okopowa, „Gęsiówka”,
budynek Monopolu Tytoniowego. Radość i smak zwycięstwa, euforia
wolności. Biało-czerwona opaska z dumą noszona na ramieniu. I własna
broń. Tych dni nigdy nie zapomniał, tak jak uścisku dłoni komendanta
głównego AK gen. Tadeusza Bora-Komorowskiego. Potem epopeja walk na
Starym Mieście. Franciszkańska 12, szpital św. Jana Bożego przy ul.
Bonifraterskiej.
– Przez całe Powstanie Warszawskie byłem w stolicy.
Przeżyłem najcięższe walki na Starym Mieście. Przed ewakuacją dostałem
rozkaz przeprowadzenia ludzi kanałami. Część mojego oddziału przebiła
się ze Starówki do Śródmieścia z bronią w ręku, pozostali do końca mieli
bronić wejścia do kanału – podkreśla pan Andrzej. Widział dantejskie
sceny – Niemców dobijających rannych powstańców, mordujących ludność
cywilną, chorych. Ranny „Andrzejek II” po naprędce przeprowadzonej
operacji przedostał się kanałami do skrzyżowania ul. Wareckiej i Nowego
Światu. Udało mu się przeżyć Powstanie, ale do dziś nosi pamiątkę po
tamtym czasie – resztki odłamków w nogach i w głowie.
W 1949 r.
Andrzej Cielecki został aresztowany przez UB. W podziemiach Ministerstwa
Bezpieczeństwa Publicznego był bity metalowym prętem, zdzierano mu
paznokcie z rąk i nóg, stał w „studni” z kapiącą na głowę wodą.
Przesłuchiwała go osobiście Julia Brystygierowa. „Krwawa Luna” chciała
wyciągnąć od niego nazwiska kolegów z kompanii AK por. Jana Misiurewicza
„Topolnickiego” w Brygadzie Dywersyjnej „Broda – 53”, pod którego
rozkazami służył pan Andrzej. Mimo tortur nic nie powiedział.
Po
ukończeniu Politechniki Warszawskiej przez wiele lat pracował w
Instytucie Fizyki PAN. Przełomowy w jego życiu okazał się dzień
wprowadzenia stanu wojennego. Już 14 grudnia 1981 r. Andrzej Cielecki
skonstruował nadajnik radiowy, by za pomocą alfabetu Morse’a przekazać
światu informacje o wojnie reżimu komunistycznego z własnym Narodem.
Nadał z sukcesem kilkadziesiąt audycji, nie dając się namierzyć SB.
Kilka miesięcy później skonstruował kilkadziesiąt mikronadajników na
potrzeby Radia Solidarność o zasięgu nieprzekraczającym kilkuset metrów,
które nazwał „Zazula”. Umieszczone w szybach wentylacyjnych budynków
były niewykrywalne przez esbecję. Siecią mikronadajników pokrył całą
dzielnicę mieszkaniową Ursynów w Warszawie i wyemitował 40 audycji Radia
Solidarność, które opowiadały o sytuacji Polaków w czasie II wojny
światowej, przekazywały prawdę o Katyniu oraz o planach budowy Polski
sowieckiej. Każdy, kto miał odbiornik dostosowany do odpowiedniej fali,
mógł podłączyć do niego mikronadajnik i w ten sposób słuchać tajnych
audycji, które Andrzej Cielecki nadawał ze swojego mieszkania. W ten
sposób zaczęła się historia „Jutrzenki”, najdłużej istniejącej w Polsce
prywatnej rozgłośni radiowej. Jej pełna nazwa brzmi: Polskie Radio Armii
Krajowej „Jutrzenka” im. gen. Stefana Grota-Roweckiego.
Stałe
audycje zaczął nadawać w 1989 roku. Wtedy sprowadził ze Stanów
Zjednoczonych nadajnik o zasięgu 60 kilometrów. Zaczął starać się w
Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji o koncesję, którą otrzymał
dopiero w 2001 roku. Od tej pory nadaje na częstotliwości 99,5 MHz,
codziennie przez 12 godzin można słuchać programu
publicystyczno-informacyjnego o charakterze katolickim i narodowym.
„Jutrzenki” można słuchać w promieniu 60 kilometrów.
Mimo że od
zakończenia II wojny światowej minęło 65 lat, pan Andrzej Cielecki nadal
jest wierny rozkazowi ostatniego dowódcy Armii Krajowej gen. Leopolda
Okulickiego „Niedźwiadka”, który po rozwiązaniu AK nie zwolnił żołnierzy
ze służby, ale nakazał im trwać i wypełnić testament Polski Podziemnej.
– Dziś nie muszę działać w konspiracji, ale radio trwa nadal –
podkreśla pan Andrzej. Nie wyobraża sobie, by było inaczej, choć jego
marzeniem jest, by rozgłośnia dostała wreszcie własną siedzibę.
Piotr Czartoryski-Sziler
