Weto rozsierdziło Brukselę
Duńska komisarz ds. środowiska zapowiada ominięcie przez Unię
polskiego weta w sprawie limitów emisji dwutlenku węgla.
Zapowiedź ominięcia przez Unię polskiego weta w sprawie wyznaczenia dalszych
celów redukcji emisji CO2 po 2020 roku to kolejny – po pakcie fiskalnym –
przykład dyrygowania europejską wspólnotą przez Niemcy, Francję i Komisję
Europejską z pominięciem interesów mniejszych państw.
Podczas piątkowego posiedzenia ministrów środowiska UE w sprawie programu
redukcji emisji CO2 do 2050 r. Polska zawetowała końcowe ustalenia, uznając je
za szkodliwe dla naszej gospodarki oraz dla pogrążonej w kryzysie Unii. Kraje
Grupy Wyszehradzkiej: Czechy, Węgry i Słowacja, a także Bułgaria i Rumunia,
które podczas negocjacji wspierały stanowisko Polski, w końcowej fazie ustąpiły
pod naciskiem Zachodu i poparły kontrowersyjne propozycje Komisji Europejskiej.
Po polskim wecie duńska prezydencja przyjęła postawę konfrontacyjną, odmawiając
rozpatrzenia propozycji Czech, aby państwa wróciły do stołu rokowań i
rozpatrzyły kompromisowe wnioski Grupy Wyszehradzkiej. Kompromis proponowany
przez państwa naszego regionu miał polegać na tym, że "milowe kroki" w zakresie
redukcji CO2 byłyby traktowane jako orientacyjne poziomy, a nie sztywne
ustalenia, których przestrzeganie może być wymuszone przez KE na poszczególnych
państwach. Tej propozycji stanowczo sprzeciwiły się Niemcy, Francja i Wielka
Brytania, które chcą, aby redukcja była obligatoryjna. Po polskim wecie duńska
komisarz UE ds. klimatu Connie Hedegaard, łamiąc zasady wspólnotowości UE,
oświadczyła bez ogródek, że Unia ominie polskie weto i będzie robić swoje.
Cele redukcyjne
– Nigdy nie zaakceptujemy sytuacji, by jeden kraj zablokował resztę świata w
postępach. To samo dotyczy Europy – jeden kraj nie może blokować 26 krajów –
oświadczyła Hedegaard.
– Możemy podejmować tylko takie zobowiązania, które będziemy w stanie
zrealizować. Różne państwa mają różne poziomy wrażliwości i to powinno być
uszanowane – powiedział po zawetowaniu propozycji minister Marcin Korolec, szef
resortu środowiska.
Według ministra ds. europejskich Mikołaja Dowgielewicza, kryzys i trudności
krajów południowej Europy z odzyskaniem konkurencyjności nie sprzyjają planom
redukowania emisji.
– Dyskutowanie w tej chwili o nowych celach redukcyjnych jest po prostu
zupełnie oderwane od rzeczywistości – podkreślił minister Dowgielewicz. Jego
zdaniem, Unia strzela sobie "samobója". Komisja Europejska, a w ślad za nią
duńska prezydencja forsowały podczas negocjacji ustalenie dla wszystkich krajów
UE sztywnych poziomów redukcji emisji do 2050 r., czyli przyjęcie tzw. kroków
milowych. Zakładały one redukcję emisji w 2030 r. o 40 proc., w 2040 r. o 60
proc., a w 2050 r. o 80 procent. Dodatkowo niektóre kraje zachodnie chciały
zwiększyć z 20 do 25 proc. przyjęte wcześniej zobowiązania wynikające z
protokołu z Kioto, ale w trakcie negocjacji ustąpiły w tej sprawie. Polski
minister środowiska Marcin Korolec od początku stał na stanowisku, że Polska nie
chce wyznaczenia przez Unię nowych celów emisji CO2 po 2020 r., ponieważ uważa,
że należy z tym zaczekać do zakończenia globalnych negocjacji klimatycznych, co
może nastąpić w 2015 roku. Zgodnie z obowiązującym pakietem klimatycznym z 2008
r. Unia Europejska zobowiązała się ograniczyć emisję o 20 proc. do 2020 roku.
Ekoterroryzm
Polska już raz – w czerwcu 2011 r. – zawetowała unijne propozycje w sprawie
redukcji CO2. Kolejne weto ze strony Polski może spowodować, że sprawa redukcji
emisji ponownie stanie na szczycie UE. Greenpeace wezwał przywódców Niemiec,
Francji, Danii i Wielkiej Brytanii, aby ta sprawa została poruszona już na
najbliższym szczycie UE. Po zawetowaniu unijnych "kroków milowych" Polska stała
się obiektem ataków ze strony rozmaitych organizacji ekologicznych, takich jak
WWF, Greenpeace etc. Podczas ostatniego szczytu UE premier Donald Tusk podpisał
się pod ogólną rekomendacją w sprawie dalszej redukcji emisji CO2 i poparł
opracowanie do czerwca unijnej dyrektywy w sprawie efektywności ekonomicznej.
Redukcja emisji CO2 planowana przez Unię to zaledwie kropla w morzu światowej
emisji tego gazu, pozbawiona większego znaczenia w batalii przeciwko zmianom
klimatu. Tymczasem najwięksi emitenci gazów cieplarnianych, tacy jak Chiny i
Stany Zjednoczone, nie zgadzają się na redukcję emisji w obawie, że zablokuje to
rozwój gospodarczy.
Polska, z największymi w Europie złożami węgla kamiennego i brunatnego, jest
krajem, którego gospodarka w znacznie większym stopniu opiera się na energetyce
węglowej niż gospodarki innych krajów europejskich bazujące na energetyce
atomowej i gazie. Posiadanie własnych złóż węgla jest elementem naszej przewagi
konkurencyjnej. Forsowanie przez UE redukcji emisji, odejścia od energetyki
węglowej i handlu emisjami pozbawia polską gospodarkę konkurencyjności i zmusza
do poniesienia wielomiliardowych nakładów na inwestycje w energetyce, w tym
budowę elektrowni atomowych.
Małgorzata Goss
