Wariant inwigilacji
Z dr Hanną Karp, medioznawcą z Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i
Medialnej, rozmawia Paulina Jarosińska
Kilka dni temu rosyjskie służby celne nie chciały wpuścić na teren Rosji
dziennikarza brytyjskiej gazety "The Guardian". Reakcja MSZ Wielkiej Brytanii
była błyskawiczna – szef brytyjskiego resortu spraw zagranicznych osobiście
zadzwonił w celu interwencji do ministra Siergieja Ławrowa. Zestawmy to z
reakcją polskiego MSZ na fakt zatrzymania dziennikarzy "Naszego Dziennika". Otóż
na wypowiedź było stać zaledwie rzecznika MSZ, który dodatkowo błędnie
informował opinię publiczną, że dziennikarzy wypuszczono w chwili, kiedy byli
jeszcze przesłuchiwani.
– Zachowanie rosyjskich służb wobec dziennikarzy "Naszego Dziennika" jest wysoce
niepokojące. Polskie władze udały, że nic się nie stało. Oficjalnie deklarowano
pomoc dziennikarzom, ale w istocie reakcji nie było żadnej. Polski rząd jakby
zawiesił swoje funkcje, wydaje się, jakby był wręcz nieobecny. Jednak redakcja
"Naszego Dziennika" nie ma zamiaru się poddawać, dziennikarze i reporterzy nie
przestaną prowadzić własnego śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej.
Choć praca reporterów "Naszego Dziennika" tak bardzo drażni rosyjskie służby, to
wyjazdy służbowe do Rosji będą dalej się odbywać. Widać jednak, że redakcja jest
ewidentnie zastraszana – pada wręcz przekaz: nie zajmujcie się Smoleńskiem. Mamy
do czynienia z zamachem na wolność słowa w Polsce. Dziennikarze "Naszego
Dziennika" nie mogą wykonywać swoich czynności służbowych. Wszystko to odbywa
się za aprobatą polskich mediów – bo tym w istocie jest ta kompromitująca cisza
polskich dziennikarzy.
Jak by ją Pani zdefiniowała?
– Obserwujemy brak zawodowej solidarności. Szerokie środowiska dziennikarskie
nabrały wody w usta i udają, że nic nie widzą i nie słyszą. Kiedy w październiku
ub.r. FSB zatrzymało w podobny sposób dziennikarzy TVP i TVN 24, gdy usiłowali
filmować wrak samolotu, ujęli się za nimi polscy parlamentarzyści, były ogólne
protesty. Obwołano nawet dzień zatrzymania dziennikarzy "czarnym piątkiem". Była
też natychmiastowa reakcja MSZ. Tym razem jest jakby czarna dziura. To
niebywałe. Nawet w czasach komunizmu środowiska dziennikarskie wykazywały się
większą solidarnością.
Wracając do interwencji ministra spraw zagranicznych w sprawie korespondenta
"The Guardian", można postawić tezę, że nasz rząd nie interesuje się swoimi
dziennikarzami, którzy są przecież obywatelami państwa, tylko dlatego że pracują
w "Naszym Dzienniku"…
– Świat dziennikarski w Polsce daje się tak samo zastraszać jak dziennikarze w
Rosji, pisała o tym jeszcze przed swoją śmiercią Anna Politkowska. Można
domniemywać, że Piotr Falkowski i Marek Borawski byli inwigilowani na terenie
Rosji i wcale nie wiadomo, czy nie są inwigilowani także obecnie, po powrocie do
kraju. Państwo polskie zapomina o swoich obywatelach. Przyzwala na to, aby w
sposób niezgodny z prawem zatrzymywano dziennikarzy i rekwirowano im sprzęt
służbowy. Milczą o tym także środowiska europejskich obrońców praw człowieka.
Tak więc są równi i równiejsi.
Dziękuję za rozmowę.
