W Polsce wciąż obowiązuje polskie prawo
Z Wiesławem Johannem, sędzią Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku,
rozmawia Marcin Austyn
Prokuratura Federacji Rosyjskiej w majestacie prawa odwołuje zeznania
kontrolerów lotu z lotniska Siewiernyj. Spotkał się Pan wcześniej z podobnymi
przypadkami?
– Dla polskiego prawnika, który interesuje się postępowaniem sądowym w procesach
karnych, tego rodzaju zachowanie jest zdumiewające. Już studentów uczy się tego,
że wszystko to, co zostało zgromadzone w trakcie postępowania przygotowawczego,
jest materiałem, który podlega ocenie prokuratury, a następnie sądu. Dla mnie
jest rzeczą niebywałą, że w ogóle istnieje coś takiego, jak możliwość
odwoływania dowodu. Podkreślę raz jeszcze: wszystko to, co zostało zebrane w
trakcie postępowania przygotowawczego, podlega weryfikacji i nie można tego
materiału w sposób dowolny zmieniać czy wręcz traktować jako elementu
manipulacji. Nie znam procedury rosyjskiej, ale znam procedury karne krajów
europejskich, jak Francja czy Niemcy, i w tym świetle krok Rosjan jest dla mnie
zadziwiający. Owszem, zdarza się tak, że kiedy kilkakrotnie przesłuchuje się
świadka, ten składa różniące się zeznania, ale one wszystkie stanowią materiał
dowodowy i on w całości podlega weryfikacji przed sądem, który stara się
wyjaśnić, dlaczego relacje świadka uległy zmianie i która wersja zdarzeń jest
prawdziwa. Tu jednak najbardziej zdumiała mnie postawa polskiej prokuratury.
Przecież z ust przedstawiciela Naczelnej Prokuratury Wojskowej słyszeliśmy
zapewnienie, że te pierwotne zeznania nie będą brane pod uwagę w polskim
śledztwie! Jak to możliwe? Będziemy selekcjonować dowody według tego, co nam
Rosjanie powiedzą?
Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie powinna wiążąco traktować zarówno
pierwsze zeznania, jak i przesłane "poprawki"?
– Polski prokurator prowadzi postępowanie zgodnie z regułami polskiego kodeksu
postępowania karnego, a tu nie ma instytucji zapominania czy zamykania w szafie
dowodów. Każdy zebrany materiał, dokument, zeznanie jest poddawane weryfikacji.
Jeżeli prokuratorowi coś się nie podoba, to nie opiera swoich końcowych tez o
dany dowód, ale sąd ma wgląd w cały materiał i możliwość jego weryfikacji. Tu od
przypominania tego typu pomijanych dowodów są też pełnomocnicy pokrzywdzonych
czy obrońcy.
Wróćmy do dnia katastrofy. Pana zdaniem, ustna deklaracja prezydenta FR
Dmitrija Miedwiediewa o wspólnie prowadzonym śledztwie była prawnie wiążąca?
– Politycy mają prawo wygłaszania takich czy innych tez, które z punktu widzenia
aktualnej sytuacji politycznej będą dobrze przyjęte. Natomiast ani prezydent,
ani premier nie może samodzielnie dyktować reguł.
Taka deklaracja mogła być punktem wyjścia do wprowadzenia rozwiązań
umożliwiających partnerską współpracę?
– Oczywiście, że tak. Pamiętajmy jednak, że deklaracje polityków pozostają
deklaracjami, a decydują przepisy prawa.
Nie zrobiono drugiego kroku i znaleźliśmy się w formule pomocy prawnej. W
Pana opinii, w relacjach z Rosją spełnia ona swoje zadanie?
– W mojej praktyce wielokrotnie miałem do czynienia z tego rodzaju sytuacjami. W
demokratycznym świecie jest przyjęte, że państwa pomagają sobie nawzajem w
prowadzeniu postępowania karnego. Osobiście jednak nie liczyłbym na większą
pomoc ze strony rosyjskiej. My możemy wystąpić z wnioskiem, natomiast on może
zostać włożony do szuflady. Nie ma żadnej międzynarodowej sankcji, która w
sytuacji odmowy udzielenia pomocy prawnej przewidywałaby dla państwa
odmawiającego jakieś konsekwencje.
Jak zatem zdobywać dowody, które można pozyskać tylko na terenie FR?
– Polska prokuratura musi działać zgodnie z obowiązującymi przepisami, a te
precyzują, iż sposobem pozyskiwania dowodów z Rosji jest właśnie instytucja
międzynarodowej pomocy prawnej. Pozostaje pytanie, czy i jak będzie ta pomoc
udzielona. Proszę jednak zauważyć, że podstawowym dowodem w tego typu sprawach
jest wizja lokalna. Czy polscy prokuratorzy mieli taką szansę? Nie. I na tym
polega problem. Nie chcę tu wgłębiać się w szczegóły tego postępowania, ale mam
świadomość, że prokuratura wojskowa ma związane ręce. Wypadek nastąpił na
terenie FR i nie mamy praktycznie żadnych szans, by tam pojechać i zbadać każdy
najdrobniejszy szczegół miejsca katastrofy, a przesłuchanie świadka wymaga
sporządzenia stosownego wniosku, który nie wiadomo, czy w ogóle zostanie
zrealizowany. Do tego dochodzi skandaliczne traktowanie wraku samolotu.
Podstawowy dowód w sprawie traktowany jest jak "kupa złomu", przez miesiące
pozostawał niezabezpieczony, a nawet był niszczony przez sowieckich sołdatów.
Pamiętajmy, że samolot nie tylko jest własnością Polski, ale także jest
kawałkiem terytorium naszego państwa. Tu więc nie chodzi jedynie o prawo
własności.
Dziękuję za rozmowę.
