W ostatnim stadium
Wprawdzie w Hiszpanii jest król, ale powiedzmy sobie szczerze: jaki tam z
niego król? Dzisiejsi królowie to tylko atrapa królów, rodzaj dekoracji, za
kulisami której działają bandy gangsterów, nazywających swoje gangi partiami
politycznymi. W jaskiniach zbójców, jakimi stały się współczesne parlamenty,
gangi te ustalają między sobą, w jaki sposób i w jakiej skali będą grabiły
obywateli i w ten sposób żyły sobie na ich koszt długo i szczęśliwie.
W naszym nieszczęśliwym kraju nie ma nawet takiego króla, jak w Hiszpanii, co
oczywiście nie poprawia sytuacji, ale ją jeszcze pogarsza. U nas mamy ustrój
republikański, co oznacza, że ubzduraliśmy sobie, iż sami będziemy swoimi
królami. Jest to oczywiście fizycznie niemożliwe, toteż nasi panowie gangsterzy
robią nam wodę z mózgu, proponując "udział we władzy". Ten "udział we władzy" to
szatańska namiastka praworządności, to znaczy – sytuacji, gdy prawa ustanawiane
w państwie mają za podstawę prawa naturalne. Cóż to bowiem za sytuacja, w której
wszyscy mają "udział we władzy"? To sytuacja, w której każdy rządzi. Rządzi –
ale przecież nie sobą, to chyba oczywiste. Rządzi, a właściwie próbuje rządzić,
innymi. Ale kiedy miliony ludzi próbują rządzić innymi, zakres ludzkiej wolności
gwałtownie się kurczy – bo nic tak nie zżera ludzkiej wolności, jak pragnienie
rządzenia innymi. W takiej sytuacji nie ma mowy o tym, by podstawą praw
pozytywnych, a więc praw ustanawianych przez państwo, były prawa naturalne.
Przeciwnie, podstawą prawa pozytywnego są kaprysy większości – tym bardziej
dziwaczne, im bardziej ta większość została zdemoralizowana. Dlatego okupujące
dzisiejsze państwa gangi dokonują cudów pomysłowości, by poddane ich okupacji
narody zdemoralizować, a pozbawiwszy w ten sposób zdrowego rozsądku, doprowadzić
do stanu psychicznej bezbronności. Bo narody doprowadzone do stanu bezbronności
można bezkarnie nie tylko ograbić, ale nawet zniszczyć. Dlatego rządzące
współczesnymi państwami gangi przywiązują taką wagę do państwowego monopolu
edukacyjnego, do kontrolowania mediów, zwłaszcza elektronicznych, oraz przemysłu
rozrywkowego. Przy pomocy tych trzech narzędzi w krótkim czasie doprowadzają
całe narody, a zwłaszcza mniej odporną młodzież, do kompletnego
onieprzytomnienia. Jakże inaczej można wytłumaczyć sytuację, w której dumny
naród hiszpański, co to kiedyś stworzył imperium, nad którym nigdy nie
zachodziło słońce, przez całe osiem lat dawał się wodzić za nos manipulantowi i
oprzytomniał dopiero, gdy ten doprowadził go na skraj przepaści? To znaczy
jeszcze nie całkiem oprzytomniał, bo na partię Zapatero głosowało co prawda już
nie ponad 43 procent, jak w roku 2008, a tylko 29 – przy frekwencji 71,8 proc. –
ale przecież nadal 30 procent mimo wszystko jeszcze nie oprzytomniało. Bardzo
zatem możliwe, że w przypadku osób mniej odpornych psychicznie taka długoletnia
demoralizacja powoduje nieodwracalne skutki w postaci całkowitej utraty poczucia
rzeczywistości. "Kto w szpony dostał się hipostaz, rzeczywistości już nie
sprosta" – przestrzega Janusz Szpotański w "Towarzyszu Szmaciaku". Warto tę
przestrogę wziąć sobie do serca również u nas, kiedy to premier Tusk w swoim
exposé zapowiedział przykręcenie śruby przede wszystkim na odcinku ekonomicznym,
to znaczy – rabunek mienia obywateli i zadłużanie młodego pokolenia w tempie
iście stachanowskim. Rzeczywiście, jest możliwe, że snobujący się na
nowoczesnych ludzie o słabych głowach dadzą się na to nabrać i kto wie, czy nie
pociągną na skraj przepaści pozostałej części społeczeństwa. Nic bowiem w
przyrodzie nie uchodzi bezkarnie, a już zwłaszcza głupota, za którą narody muszą
zapłacić, jak nie w obecnym, to w kolejnych pokoleniach.
Stanisław Michalkiewicz
