Viva la Vita
Irene Van der Wende (Holenderka) jako młoda dziewczyna zaszła w ciążę w
wyniku gwałtu, poczęte dziecko jednak zabiła. Zdecydowała się o tym opowiedzieć
dopiero po 25 latach.
Dziś jest obrończynią życia i założycielką ruchu "Przełamać ciszę" mającego
za zadanie wspierać kobiety w podobnej sytuacji. Irene na rzymski marsz
przyszła, niosąc tabliczkę z napisem: "Żałuję, że dokonałam aborcji". – Gdybym
tylko wiedziała, czym w istocie jest usunięcie ciąży, nigdy bym się na to nie
zdecydowała – wyznała w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". – Intuicyjnie czułam,
że robię źle, ale w tamtych czasach świadomość tego, czym jest aborcja, nie była
powszechna – tłumaczy. – Nie jest dla mnie żadnym argumentem to, że dziecko
pochodzi z gwałtu. To przecież nie jego wina. Czy masz prawo do życia tylko
wtedy, kiedy poczniesz się w pełnej miłości atmosferze? Jeśli twojemu poczęciu
towarzyszy przemoc, tym bardziej masz prawo do miłości – dodaje Irene. Jak
opowiada, uczestnicy marszu przyjęli ją z wielką miłością. – Zostałam wycałowana
za wszystkie czasy, ludzie podchodzili do mnie i dziękowali za moje świadectwo –
zwierza się wzruszona Holenderka. Co ciekawe, jedną z osób, które podeszły do
Irene, była działaczka ruchu feministycznego. – Ta dziewczyna znała mnie z
Facebooka. W czasie marszu podeszła do mnie i poprosiła o rozmowę – opowiada
Irene. – Zaczęła zadawać pytania, a ja odpowiadałam. Bez żadnej próby
przekonywania mówiłam po prostu o swoim doświadczeniu. – Dałaś mi do myślenia –
powiedziała do Irene dziewczyna na zakończenie rozmowy.
Zorganizowane dobro
Rzymski marsz ma za zadanie otworzyć oczy politykom, którzy – jak uważają
obrońcy życia – często nie mają nawet świadomości, że aborcja jest zabójstwem.
– Musimy zabrać głos w imieniu tych, którzy sami nie mogą tego zrobić –
zaapelował do uczestników marszu prof. Pino Noia, lekarz z Kliniki Gemelli,
prezes włoskiego Stowarzyszenia Ginekologów i Położników Katolickich. Profesor
przypomniał również słowa Ojca Świętego Benedykta XVI o tym, że nie można
próbować "ukrywać" człowieczeństwa za nazwami "blastocysta" czy "źle uformowany
zarodek". – To jest przecież dziecko! – podkreślił prof. Noia. Głos zabrała
także Gianna Emanuela Molla, córka świętej Gianny Berretty Molli. – Naszym
zadaniem jest kochać tak, jak nauczył nas nasz Pan, Jezus Chrystus – to znaczy
oddawać swoje życie za braci – przypomniała córka świętej. Włoscy obrońcy życia
poprzez Marsze dla Życia chcą wywrzeć nacisk na polityków stanowiących prawa.
Domagają się zniesienia tzw. Prawa nr 194 – które zabija. Według statystyk, na
mocy ustawy legalizującej aborcję w ciągu ostatnich 30 lat zabito 5,5 miliona
małych Włochów. – Czas wreszcie powiedzieć "dość" – tłumaczy Marisa Orecchia,
znana włoska obrończyni życia i mama siedmiorga dzieci. – Jesteśmy ciągle
szantażowani, każą nam myśleć "pozytywnie" i nie być "przeciwko" niczemu, tylko
ciągle "za" czymś. A tymczasem, powiedzmy to sobie otwarcie, jesteśmy przeciwko.
Basta! Mówimy "nie" temu, co Jan Paweł II w swojej encyklice "Evangelium vitae"
nazwał "strukturami grzechu" – podsumowuje Marisa. Ksiądz kardynał Stefan
Wyszyński, Prymas Polski, zachęcał, by na zło odpowiadać zorganizowanym dobrem.
Włoski Marsz dla Życia był jednym z dowodów na siłę tego "zorganizowanego dobra"
i potrzebę nieustannej pracy na jego rzecz – podkreśliła Olimpia Tarzia, włoska
działaczka ruchów pro-life. – Pracy jest dużo, ale zwycięstwo pewne, bo należy
ono nie do nas, ale do Tego, który już zwyciężył śmierć i całe zło tego świata.
– Wiemy, co jest naszym zadaniem, a teraz do roboty – zaapelowała Włoszka.
Polonia per la vita
– Organizatorzy marszu przyznają, że jesteśmy tu najliczniejszą grupą
obcokrajowców – mówi ks. Tomasz Kancelarczyk, organizator przyjazdu blisko 200
młodych ludzi ze Szczecina. – Dzisiejszy marsz jest bardzo ważny – podkreśla
kapłan. Oprócz młodzieży jest z nami także grupa seniorów – wskazuje ks.
Kancelarczyk. Dla osób starszych przyjazd autokarem do Rzymu wiązał się ze
sporym wysiłkiem. Nikt jednak nie narzeka, starsze panie uśmiechnięte od ucha do
ucha niosą kilkumetrowy transparent z wyimkami z encyklik bł. Jana Pawła II
poświęconych właśnie obronie życia. Ze Szczecina przyjechała głównie młodzież
zgromadzona w stowarzyszeniu Civitas Christiana i w Bractwie Małych Stóp.
Bractwo powstało, by troszczyć się przede wszystkim o prawa nienarodzonych
dzieci, a także, by modlić się w tej intencji.
– Jestem zmęczona, ale szczęśliwa – mówi kilkunastoletnia Paulina, członkini
Bractwa Małych Stóp. – Proszę zobaczyć, jakie świetne transparenty przygotowali
nasi koledzy i koleżanki. Szczecińska młodzież przywiozła ze sobą 48 flag z
emblematem znanego z Facebooka uniesionego w górę kciuka ("Lubię to") i napisami
"Kocham życie" w tyluż językach. Od "facebookowych" kciuków te na transparentach
różnią się tym, że wokół ich nadgarstków zapleciony został różaniec. Młodzi
ludzie wznoszą okrzyki "Polonia per la vita!", a także "Dio, Patria e Onore!" –
Bóg, Honor i Ojczyzna. – Jesteśmy tutaj po to, żeby dać świadectwo, że Polska
zawsze była i będzie wierna wartościom chrześcijańskim i zawsze będzie stać na
straży obrony życia, a sprzeciwiać się relatywizmowi – podkreśla Joanna
Rutkowska ze Szczecina. Świadectwo polskiej młodzieży jest ważne także dla
Włochów. – Jako dziennikarz wiem, ile zła opisuje się i nagłaśnia codziennie w
mediach – opowiada Virgilio Pece z Brescii. – A to nie jest przecież prawda.
Życie, chociaż bywa trudne, jest także piękne i dzieje się w nim mnóstwo dobra,
nie zawsze jednak rzuca się ono w oczy i nie zawsze jest nagłaśniane – podkreśla
dziennikarz.
Jan Paweł II jest z nami
I rzeczywiście, humor dopisuje księżom i siostrom zakonnym niosącym
transparenty "Stop aborcji" czy "Życie jest piękne – aż do końca". Kapłani
wznoszą okrzyki na cześć Ojca Świętego: "Be-ne-det-to!", ale nie zapominają
także o wielkim obrońcy życia, bł. Janie Pawle II. "Juan Pablo II Te Quiere Todo
el Mundo!" ("Janie Pawle II, kocha Cię cały świat") – wołają po hiszpańsku.
Uczestnicy marszu śpiewają także hymny kolejnych Dni Młodzieży – dzieła
zainicjowanego przez bł. Jana Pawła II, które trwa do dziś i przynosi owoce. Na
rzymskich ulicach słychać było zatem pieśni: "Emmanuel" czy "Jesus Christ, you
are my life". Zabrzmiała oczywiście także ukochana przez Papieża "Barka".
Nasz błogosławiony Rodak stał się nieformalnym patronem rzymskiego Marszu dla
Życia. Bardzo wiele osób niosło flagi z prostym, ale mówiącym właściwie wszystko
napisem "Jan Paweł II, Papież". To imię zobowiązuje, jest ono jasną deklaracją
opowiedzenia się za określonym systemem wartości. Wszyscy nasi rozmówcy – od
księży i sióstr zakonnych, poprzez ludzi starszych po kilkunastoletnią młodzież,
podkreślali ogrom jego wkładu w walkę o obronę cywilizacji życia. Jak
podkreślali, słowa bł. Jana Pawła II, w których przestrzegał on przed
niebezpieczeństwami niesionymi przez cywilizację śmierci, okazały się prorocze.
Mimo że Jana Pawła II nie ma z nami już od siedmiu lat, moc jego wstawiennictwa
jest ogromna, a owoce jego pontyfikatu są widoczne. – Nigdy nie zapomnę Mszy św.
na Tor Vergata w czasie Światowych Dni Młodzieży w 2000 roku – opowiada Monica,
36-letnia Włoszka. – Ojciec Święty był już wtedy bardzo schorowany, z trudem się
poruszał i z trudem mówił, ale słuchaliśmy go jak urzeczeni – wspomina ze
wzruszeniem. – Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z wagi jego słów, nie bardzo
rozumiałam, co to znaczy, że mamy "być strażnikami poranka". Miałam wtedy trochę
pstro w głowie – śmieje się Monica. Dziś jednak zaczyna rozumieć lepiej słowa
Papieża. – Zaangażowałam się w swoim mieście w ewangelizację dzieci ulicy.
Podchodzimy do młodych ludzi siedzących na murkach i pijących piwo i pytamy ich,
czy nie chcieliby odwiedzić Pana Jezusa w pobliskim kościele, gdzie organizujemy
adorację Najświętszego Sakramentu. Większość na początku odmawia, ale to
nieważne. Ich serca zostają dotknięte – podsumowuje Włoszka.
Agnieszka Żurek, Rzym
