Niesiołowski znieważył dziennikarkę

Posłowie PiS złożyli doniesienie do warszawskiej prokuratury ws.
zachowania posła PO Stefana Niesiołowskiego wobec dziennikarki Ewy Stankiewicz.
Jak stwierdził przed siedzibą prokuratury poseł PiS Marcin Mastalerek Stefan
Niesiołowski dopuścił się groźby karalnej i uniemożliwił wykonywanie obowiązków
dziennikarskich, a także naruszył jej nietykalność cielesną.

Szef Rafał Grupiński przewodniczący Klubu Parlametranego PO poinformował
dziś, że poseł nie poniesie żadnych konsekwencji. O tego momentu jak powiedział
na konferencji prasowej poseł Adam Hofman z PIS stało się to sprawą PO i
premiera Donalda Tuska.

Posłowie PIS chcą także odwołania polityka z funkcji Przewodniczącego
Sejmowej Komisji Obrony Narodowej. Poseł Mariusz Antoni Kamiński stwierdził, że
na sali sejmowej padają ostre słowa, ale nigdy nie było takiej sytuacji, że
polityk atakuje dziennikarza.

Apel do władz PO i Prezydium Sejmu o wyciągnięcie wszystkich możliwych
dyscyplinarnych konsekwencji wobec posła PO Stefana Niesiołowskiego wystosowało
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Wiktor Świetlik kierownik Centrum mówi,
że nie jest to pierwszy apel wobec posła Stefana Niesiołowskiego. Pierwsza
inicjatywa dotyczyła dziennikarza Pawła Lisickiego z Rzeczpospolitej. Do tej
pory od pół roku nie uzyskano odpowiedzi od już b. marszałka sejmu Grzegorza
Schetyny a także Ewy Kopacz.

Przypomnijmy podczas blokady Sejmu przez związkowców z Solidarności Ewa
Stankiewicz zadała kilka pytań politykowi PO. Ten jednak odmówił komentarza a
dziennikarka usłyszała obelgi. Dodatkowo poseł chwycił kamerę grożąc że ja
rozbije.  O godz. 12:30 w sejmie planowana jest na ten temat konferencja
prasowa posłów PiSu Stefan Niesiołowski z PO zapewnił, że zrzeknie się
immunitetu, jeśli do prokuratury trafi doniesienie ws. zaatakowania przez niego
dziennikarki Ewy Stankiewicz. Złożenie takiego wniosku zapowiedzieli posłowie
PiS. Dziennikarka pytała polityka podczas piątkowej blokady sejmu przez
związkowców dlaczego nie został wypuszczony z terenu parlamentu. Ten jednak
obrażał dziennikarkę i szarpał kamerę. Poseł PO zapewnia, że nie dotknął Ewy
Stankiewicz, a jedynie odsunął od swojej twarzy jej kamerę.

Poseł Stefan Niesiołowski stanowi realne zagrożenie dla realnych ludzi
powiedział poseł Joachim Brudziński szef komitetu wykonawczego PiS. Poseł dodał,
że paradoksem jest to, że media głównego nurtu bronią dziś byłego wicemarszałka.

Red. Wojciech Reszczyński dziennikarz radiowy i telewizyjny, członek Zarządu
Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stwierdził, że poseł
zachował się jak pospolity bandzior.

Dziennikarz dodał, że Poseł Stefan Niesiołowski ma tytuł profesora. Dodatkowo
jest w wykładowcą. W Sejmie jednak nie słynie z pracowitości. Od początku
kadencji przemawiał na mównicy sejmowej jedynie trzy razy. Nie zgłosił także
żadnego projektu ani interpelacji poselskiej.


RIRM
 

***

Apel dziennikarzy w sprawie Niesiołowskiego


Nasz Dziennik, 2012-05-14

Zaatakowanie przez prominentnego posła Platformy Obywatelskiej Stefana
Niesiołowskiego dziennikarki Ewy Stankiewicz jest nie tylko ponurym memento
"obyczajów" panujących w polskiej polityce. Jest czymś więcej niż aktem czystego
chamstwa, brutalnej agresji wymierzonej w kobietę. Jest też zakwestionowaniem
podstawowych zasad demokracji. Po tym wydarzeniu Stefan Niesiołowski, poseł
Sejmu RP, natychmiast został zaproszony do wywiadów, a w jednym z nich nie tylko
nie przeprosił za swoje zachowanie, ale zaatakował nielubianych dziennikarzy.

"Brzydzę się ich. Niech sobie piszą, co chcą. Nie zmuszą mnie do tego. Jakbym
dotknął ich dłoni, tobym od razu poszedł umyć ręce" – to są słowa
niedopuszczalne nie tylko wobec dziennikarzy, ale w ogóle wobec drugiego
człowieka.

Dziennikarz pełni w demokracji szczególną i fundamentalną rolę. Jest medium,
dzięki któremu wspólnota jest w stanie kontrolować i nadzorować działania
polityków. Dlatego atak polityka na dziennikarza jest zawsze atakiem wymierzonym
w społeczeństwo i demokrację. Dlatego, niezależnie od naszych sympatii
politycznych, niezależnie od mediów, w których pracujemy, i które często są ze
sobą skonfliktowane, my niżej podpisani wspólnie oczekujemy od premiera
wyciągnięcia konsekwencji wobec zachowania Stefana Niesiołowskiego. Apelujemy
też do naszego własnego środowiska o "bojkot Niesiołowskiego". Osoba, która w
sposób tak jawny jak Stefan Niesiołowski godzi w fundamentalne zasady
demokracji, nie powinna w jakikolwiek sposób uczestniczyć w polskim życiu
publicznym oraz występować w mediach. Istnieją sytuacje, gdy, niezależnie od
różnic, jakie są między nami, musimy wspólnie stanąć w obronie podstawowych
standardów cywilizowanego kraju. Ta jest jedną z nich.

Pod apelem podpisało się do tej pory ponad 220 dziennikarzy, cały czas
zbierane są kolejne podpisy.

***


Bezkarni i butni


Nasz Dziennik, 2012-05-14

Popis niewyobrażalnego chamstwa i buty – w ten sposób można
scharakteryzować zachowanie Stefana Niesiołowskiego, atakującego przed Sejmem
dziennikarzy. Ale jest drugie, poważniejsze dno tej sprawy. Mamy do czynienia z
jawną i prowokacyjną demonstracją poczucia całkowitej bezkarności obozu władzy,
którego reprezentant na pytania związkowców: "Jak pan głosował?", odburkuje:
"Nie pana sprawa".

Stefan Niesiołowski z furią atakuje kamerę i osobiście dziennikarkę Ewę
Stankiewicz. Szef sejmowej komisji obrony wygląda na zupełnie niezrównoważonego,
krzyczy, że nie ma prawa go filmować. Wszystko dzieje się na terenie Sejmu, w
miejscu publicznym, a Niesiołowski grozi zniszczeniem kamery, choć jest osobą
publiczną. Znaną głównie ze swojego chamstwa.

Wniosek do prokuratury w sprawie napaści Niesiołowskiego zapowiada Prawo i
Sprawiedliwość. W piątek doszło do rękoczynu. Świadkowie, posłowie Platformy
Obywatelskiej, udają, że niczego nie widzieli, i odwracają się plecami. Ich
zdaniem, dziennikarka sama się o to prosiła, bo "prowokowała". To już chyba
oficjalna narracja reżimowych polityków. – W sposób oczywisty ktoś go postanowił
sprowokować i to się udało. To jest przykre, bo zagrał to, co sobie autorka
wymyśliła – próbował uzasadniać furiactwo Niesiołowskiego Tomasz Nałęcz. "Nasz
Dziennik" poprosił więc o wyjaśnienie, w jaki sposób Stankiewicz miała dopuścić
się owej prowokacji. Prezydencki doradca uważa, że dziennikarka powinna znać
charakter i impulsywność Stefana Niesiołowskiego. I wiedzieć, że jeżeli "ktoś w
ten sposób będzie filmował Stefana Niesiołowskiego, wbrew jego woli, to wywoła
to gwałtowną reakcję". – Być może pani Stankiewicz jest osobą naiwną. Każdy
dziennikarz spotkałby się z gwałtowną reakcją. Stefan Niesiołowski był filmowany
z odległości kilkudziesięciu centymetrów, z nietypowo bliskiej odległości –
oznajmia w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Tomasz Nałęcz. – Oczywiście odległość
jest zupełnie standardowa, a zbliżenia kamery czyni obiektyw kamery. Niech mi w
takim razie pan Nałęcz powie, z jakiej odległości można filmować posła
Niesiołowskiego i polityków. Zazwyczaj rozmowy przeprowadzam z odległości około
2 metrów. Takich rozmów przeprowadziłam setki – tłumaczy Stankiewicz. – Musimy
stawiać sprawę jasno. Każdy ma prawo do zadawania pytań politykom. Mamy takie
prawo i nikt nie może nam go odbierać – podkreśla. Ma rację, bo poseł
Niesiołowski odmawia rozmowy również z "Naszym Dziennikiem". Chcieliśmy się
dowiedzieć, czy nie jest mu po prostu głupio z powodu jego piątkowej reakcji.
Okazuje się, że w niedzielę rano jest tak samo rozwścieczony jak w piątek. Gdy
poseł słyszy, że prosi go o komentarz dziennikarz "Naszego Dziennika", ucina
szybko rozmowę pogardliwym tonem: – Nie rozmawiam z "Naszym Dziennikiem", proszę
sobie z Rydzykiem rozmawiać. W piątek w Sejmie ważyły się losy ustawy
emerytalnej. W ekspresowym tempie decydowano o podwyższeniu wieku emerytalnego i
zrównaniu go dla kobiet i mężczyzn. Ewa Stankiewicz dokumentowała to, co działo
się przed gmachem budynku. Od kilku dni funkcjonowało tam miasteczko
zorganizowane przez NSZZ "Solidarność".

Wobec niewpuszczenia delegacji związkowców na galerię sejmową podczas
głosowań postanowili oni zablokować wyjścia z parlamentu. Skuci łańcuchami
blokowali właściwie wszystkie wyjścia. Z powodu przegłosowania ustawy
emerytalnej związkowcy postanowili nie wypuścić posłów z Sejmu. Stankiewicz,
filmując, zauważyła, że posłowi Niesiołowskiemu nie udało się wyjść, choć
próbował z różnych stron. W końcu z kamerą podeszła do Niesiołowskiego.

– Panie pośle, przeprasza… – dziennikarka nie może skończyć pytania,
przerywa je od razu rozdrażniony Niesiołowski. – A skąd pani jest? – pyta
purpurowy na twarzy, wyraźnie rozwścieczony szef sejmowej Komisji Obrony
Narodowej. Gdy Stankiewicz się przedstawiła, Niesiołowski ucina, że nie chce z
nią rozmawiać. Na pytanie, dlaczego, rzuca: – Niech do Pospieszalskiego pani
idzie. Jest pani od tego filmu "Solidarni", tego PiS-owskiego paskudztwa? Nie
chcę z panią rozmawiać, niech pani idzie do PiS-u.

Dziennikarka nie daje za wygraną, tym bardziej że słyszy ewidentnie
prowokacyjne i obraźliwe słowa pod swoim adresem. – Proszę odwrócić to, bo pani
zaraz rozbiję kamerę, jak pani będzie mnie filmować bez mojej zgody – grozi. Ewa
Stankiewicz w dalszym ciągu próbuje dowiedzieć się, czy Niesiołowski wie,
dlaczego nie może wyjść z Sejmu. – Czy pani jest głucha? Niech pani idzie do
Sejmu do tych swoich PiS-owskich lizusów. Proszę nie rozmawiać ze mną, bo pani
rozbiję kamerę – mówi Niesiołowski. Jak się okazuje, nie są to czcze groźby.
Polityk Platformy Obywatelskiej jest wyraźnie niezrównoważony, nerwowo chodzi w
tę i z powrotem, a w pewnym momencie atakuje kamerzystę, co widać na filmie.
Grozi w dalszym ciągu.

– Roztrzaskam pani kamerę, ostrzegam – nie ustępuje Niesiołowski. Stankiewicz
oponuje, mówiąc, że ma prawo do filmowania, bo to jest miejsce publiczne. – Nie
mam ochoty, żeby mnie pani filmowała. Won stąd, do PiS-u! – ryczy
parlamentarzysta. Jest tak rozjuszony, że gdyby nie obecność kamery,
prawdopodobnie uderzyłby dziennikarkę. – Zaatakował mnie dwukrotnie. Najpierw
próbował wyłamać mikrofon w kamerze, a potem zaatakował bezpośrednio mnie.
Został wtedy jednak odciągnięty przez swoich kolegów – relacjonuje Ewa
Stankiewicz. Co ciekawe, całemu zajściu przyglądają się koledzy Niesiołowskiego
z Klubu Parlamentarnego Platformy Obywatelskiej. Wyglądają jak gapie z dyskoteki
obserwujący awanturę podpitego mężczyzny z jakąś kobietą. Całkowicie obojętni
rzucają tylko do niego: "Daj spokój". To Paweł Suski, Lucjan Pietrzyk, Dorota
Niedziela i Henryk Siedlaczek. Niedziela mówi nawet, że Niesiołowski chciał
tylko "odsunąć kamerę".

Na innym filmie umieszczonym w sieci widać, jak poseł Niesiołowski próbuje
wydostać się poprzez budynek wydawnictwa Czytelnik. Jednak i tam zostaje
zablokowany. W pewnej chwili pada pytanie: "Jak pan głosował?". "Za ustawą" –
mówi Niesiołowski. Na kolejne pytanie odpowiada: "Nie pana sprawa. Odejdźcie".

Mafijna omerta

– To była scena jak ze środowiska mafijnego typu frajer kontra kumple.
Wiedziałam, że ludzie są zamknięci we własnym gronie, towarzyskim, politycznym,
ale nie przypuszczałam, że jest to rodzaj solidarności mafijnej. Gdy widzieli
przemoc z jego strony, to odciągali go nie dlatego, że on mi coś zrobi, ale że
się jeszcze bardziej skompromituje – dodaje reporterka. Według niej, gdy już po
wyłączeniu kamery zwracała się do dwóch innych posłów PO, którzy również
przypatrywali się całej sytuacji, o zaświadczenie, że miała ona miejsce,
odmówili jej, udając, że nic nie widzieli. – Uśmiechali się do mnie
porozumiewawczo, mówiąc, że nic nie widzieli – relacjonuje Stankiewicz.

– Nie wiedzieli, jak się w tej sytuacji zachować, bo na dobrą sprawę
musieliby się z nim bić. A tak się składa, że nikt nie jest skory, by się
próbować z kimś, kto sprawia wrażenie niepoczytalnego – komentuje poseł Zbigniew
Girzyński (PiS). W jego ocenie, takie zachowanie posłów wynika z ich
oportunizmu.

– On jest w hierarchii wyżej od nich. Jest to facet, który jest w partii
czołową postacią, więc reagują na takiej zasadzie, że boją się podpaść swojemu
szefowi i wolą nie widzieć zachowania człowieka, który sprawia wrażenie
niepoczytalnego. To tak jak sąsiedzi z bloku nie widzą, że jeden z mieszkańców
bije rodzinę. Po prostu udają, że nie widzą. Tak samo zachowali się posłowie
Platformy – podkreśla Girzyński. Ale głowę w piasek schowali nie tylko kumple
Niesiołowskiego. Ani poseł Paweł Olszewski, ani Małgorzata Kidawa-Błońska nie
chcieli komentować zachowania swoich partyjnych kolegów. Nie mieli czasu, a
posłanka oświadczyła, że nie widziała filmu z nagraniem zajścia na terenie
Sejmu.

TVPudaje, że nie widzi

Zdaniem Ewy Stankiewicz, na miejscu zdarzenia był też operator z TVP, który
filmował protest "Solidarności". Jednak gdy Niesiołowski rzucił się w kierunku
Stankiewicz, operator opuścił kamerę i przestał filmować. – Była to
prawdopodobnie kamera TVP Info i niestety w momencie, gdy miało miejsce całe
zajście, przestał filmować – relacjonuje dziennikarka.
Po tych wydarzeniach dziennikarze wystosowali otwarty protest w tej sprawie i
zaapelowali o bojkot reportera publicznej telewizji. Tuż po napaści na
Stankiewicz Stefan Niesiołowski, poseł Sejmu RP, natychmiast został zaproszony
do wywiadów. W jednym z nich nie tylko nie przeprosił za swoje zachowanie, ale
zaatakował nielubianych dziennikarzy. ""Brzydzę się ich. Niech sobie piszą, co
chcą. Nie zmuszą mnie do tego. Jakbym dotknął ich dłoni, tobym od razu poszedł
umyć ręce" – to są słowa niedopuszczalne nie tylko wobec dziennikarzy, ale w
ogóle wobec drugiego człowieka" – czytamy w oświadczeniu dziennikarzy. Dlatego
"wspólnie oczekujemy od premiera wyciągnięcia konsekwencji wobec zachowania
Stefana Niesiołowskiego i apelujemy też do naszego środowiska dziennikarskiego o
bojkot. Osoba, która w sposób tak jawny jak Stefan Niesiołowski godzi w
fundamentalne zasady demokracji, nie powinna w jakikolwiek sposób uczestniczyć w
polskim życiu publicznych oraz występować w mediach" – napisano. Napaść byłego
marszałka Sejmu na dziennikarkę skrytykowało również prezydium obradującego w
sobotę Kongresu Mediów Niezależnych. Reprezentanci mediów i dziennikarze
ocenili, że zachowanie takie jest aktem braku szacunku dla obywatela i
zawłaszczeniem przestrzeni publicznej. "Nie licuje z godnością parlamentarzysty
i jest świadectwem aroganckiego podejścia władzy do mediów i obywateli. Domagamy
się pociągnięcia Stefana Niesiołowskiego do odpowiedzialności politycznej i
prawnej, równocześnie przekazując wyrazy solidarności Ewie Stankiewicz" –
podkreślono w uchwale.

Maciej Walaszczyk

 

 

***

Z siekierą na ludzi


Nasz Dziennik, 2012-05-14

Z Tomaszem Nałęczem, ministrem w Kancelarii Prezydenta, rozmawia
Maciej Walaszczyk
.

Dlaczego uważa Pan, że Ewa Stankiewicz sprowokowała Stefana
Niesiołowskiego?

– Znam tylko ten incydent z filmików, które oglądam w internecie. To moje jedyne
źródło wiedzy, podobnie jak tysięcy Polaków, którzy oglądają te filmy. Dla mnie
nie ulegało wątpliwości, choć nie znam pani Ewy Stankiewicz, ale zakładam, że
reprezentuje normalny poziom dziennikarstwa, że znany jest jej charakter i
impulsywność Stefana Niesiołowskiego. Jeśli ktoś będzie próbował filmować go
wbrew jego woli, to wywoła to jego gwałtowną reakcję. Być może pani Stankiewicz
jest osobą naiwną, ale ja wiem o Stefanie Niesiołowski to, co wie każdy
obserwator sceny politycznej, i każdy dziennikarz tak próbujący filmować Stefana
Niesiołowskiego spotkałby się z dość gwałtowną reakcją.

To znaczy, że na terenie Sejmu nie można filmować polityków? Szczególnie
przy tak ważnym wydarzeniu?

– Oczywiście, że można. Tylko rozumiem, że był on filmowany z odległości
kilkudziesięciu centymetrów.

Właśnie nie był. Filmowano go z odległości znacznie większej, kilku
metrów, przecież to widać.

– Z tego, co widziałem, odniosłem wrażenie, że był filmowany z nietypowo
bliskiej odległości.

W kadrze poza nim widać przecież kilka osób. Nikt mu nie przystawia do
oka kamery. W pewnym momencie musi podejść do operatora i próbuje kamerę
zniszczyć. Otwarcie grozi, że tak zrobi.

– Nie chcę się zamienić w jakiegoś poważnego komentatora tego wydarzenia. Znam
je z mediów i internetu, gdzie było bardziej obszerne. Dla mnie nie ulega
wątpliwości, że jeśli Stefan Niesiołowski będzie tak filmowany, to doprowadzi to
do jego gwałtownej reakcji. Autorka tego kadrowania też powinna to wiedzieć.
Zbyt długo uczestniczę w życiu publicznym, by wierzyć, że tego nie wiedziała. To
nie było tak, że pan Niesiołowski odniósł się brutalnie do licealistki, która po
raz pierwszy trzyma kamerę na zajęciach warsztatowych.

Jestem zaskoczony Pana wyjaśnieniami. Nie powinienem chyba zakładać, że
jeśli podchodzę do posła w Sejmie z dyktafonem, ten wyrwie mi go, zniszczy, a
może pobije.

– Mówimy o człowieku dosyć impulsywnych zachowań.

To znaczy, że mamy go traktować niepoważnie? Był całą kadencję
marszałkiem Sejmu, teraz jest przewodniczącym Komisji Obrony Narodowej.

– Nie niepoważnie. Odniosłem wrażenie, że ta dziennikarka swoim zachowaniem
chciała go sprowokować, co jej się absolutnie udało. Nie usprawiedliwiam Stefana
Niesiołowskiego. Nie powinien dać się sprowokować. Dał się wmanewrować w
sytuację, która postawiła go w negatywnym świetle. Takich zachowań tolerować nie
wolno.

Dziękuję za rozmowę.

 



 

drukuj