Upokarzające ankiety dla powodzian
Rząd spycha na samorządy zadania, które konfliktują je z mieszkańcami.
Najlepiej pokazuje to sytuacja związana z wypłatami zasiłków celowych dla
powodzian, kiedy brak dostatecznych przepisów wywoływał konflikty między
pracownikami miejskich czy gminnych ośrodków pomocy społecznej a powodzianami.
Ludzie, chcąc uniknąć upokorzeń, rezygnują z pieniędzy.
Po majowej i czerwcowej powodzi, kiedy tysiące polskich rodzin straciło dach nad
głową, premier ogłosił wszem wobec wypłaty zasiłków celowych dla poszkodowanych
do sześciu tysięcy złotych. Bez względu na kryterium dochodowe, jako zasiłek
celowy wypłacany przez pomoc społeczną z tytułu zdarzenia losowego. Zasady jego
przyznawania miały być uproszczone. Jak się jednak okazało, i tym razem
biurokratyczna machina rządu dała o sobie znać – żeby otrzymać pieniądze, oprócz
wniosku trzeba było wypełnić skomplikowane i nudne formularze przedkładane przez
pracowników pomocy społecznej. Wśród pytań znajdowały się m.in. takie, które
dotyczyły sfery osobistej, w rodzaju: Czy spożywa Pan/Pani alkohol; Czy stosuje
przemoc w rodzinie; Jakie są Pana/Pani dochody, stan konta, marka samochodu itp.
Wielu powodzian jest zbulwersowanych takimi pytaniami, które ich zdaniem nie
dość, że są nie na miejscu, to wielu z nich obrażają. Do takich –
nieodosobnionych zresztą – sytuacji doszło na terenie gm. Skawina w Małopolsce,
gdzie jeden z mieszkańców Woli Radziszowskiej poczuł się tym faktem bardzo
poruszony. Jak usłyszeliśmy w Urzędzie Gminy w Skawinie, w tym postępowaniu
pracownika Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej, o ile rzeczywiście do
niego doszło, nie ma nic gorszącego, takie są bowiem przepisy prawa. Ponadto
takie sytuacje mogły występować podczas udzielania pomocy finansowej jedynie w
pierwszych dwóch tygodniach po majowej i czerwcowej powodzi, kiedy nie bardzo
było wiadomo, na jakich przepisach należy się oprzeć, wypłacając świadczenia.
Informacje, które na początku docierały do wielu urzędów, pochodziły z mediów. –
Skoro brak jasnych wytycznych w sprawie postępowania o przyznawaniu pomocy do 6
tys. zł, działaliśmy sensu stricte zgodnie z ustawą o pomocy społecznej. Dopiero
na początku czerwca otrzymaliśmy wytyczne, że mamy przeprowadzać rozmowy
wyłącznie w oparciu o IV część wywiadu środowiskowego. Wcześniej postępowaliśmy
tak, jak mówią przepisy i nic ponadto – wyjaśnia w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" Ewa Strzałka, sekretarz Urzędu Gminy Skawina. W tej sytuacji
pracownicy MOPS niezwłocznie ruszyli w teren. Przeprowadzali przy tym wywiady
środowiskowe zgodnie z procedurą określoną w ustawie. – Mogły paść pytania m.in.
o alkoholizm bądź o to, czy w rodzinie występuje przemoc, ale tylko w tym
pierwszym okresie – wyjaśnia Strzałka. – Jeżeli zdarzyły się sytuacje, gdzie
osobom zadawano te bardzo niezręczne pytania, to chcę przeprosić. Proszę też o
wyrozumiałość, bo przepisy są takie, a nie inne, i to nie my jako gmina je
ustalamy – dodaje sekretarz urzędu.
Bo takie są procedury
Odnosząc się do sytuacji, w której ankietowany poczuł się dotknięty pytaniami,
tłumaczy, że procedury postępowania, jakimi posługiwano się dotychczas, są
niezgodne z ustawą o pomocy społecznej. Sytuacja zmieni się wraz z nowymi
przepisami i specustawą powodziową, która ma wejść w życie. – Uprości to wiele
rzeczy i – co istotne – procedury te zostaną zapisane w formie konkretnego
przepisu prawa. Odnoszę wrażenie, że będzie się to wiązało ze zmianami w ustawie
o pomocy społecznej – wyjaśnia.
Liczba osób, które ubiegają się w Bogatyni o zasiłek celowy jest spora. Żeby
otrzymać pieniądze, także i tu muszą być przy tym spełnione określone procedury.
Jak powiedział "Naszemu Dziennikowi" wiceburmistrz Jerzy Stachyra, do otrzymania
tego świadczenia, oprócz wypełnienia wniosku, niezbędny jest wywiad
środowiskowy. – Zależało nam na tym, żeby jak najsprawniej przeprowadzić całą
procedurę i żeby pieniądze jak najszybciej dotarły do poszkodowanych. Wywiad był
przeprowadzany w momencie składania wniosku, a równocześnie przedstawiciele
miejskiego ośrodka pomocy społecznej były w terenie celem weryfikacji ze stanem
faktycznym. W przypadku powodzian wypełniana jest tylko czwarta część wywiadu
środowiskowego, gdzie trzeba podać następujące dane: imię i nazwisko, ilość osób
w rodzinie. I w zasadzie to wszystko. Nie ma więc mowy o pytaniach, które
dotykałyby kogoś w sposób bezpośredni czy upokarzały – komentuje wiceburmistrz
Stachyra. Z tego, co ustalił "Nasz Dziennik", są to pytania natury ewidencyjnej.
Żaden z mieszkańców, którzy składali wnioski, nie skarżył się też na to, by
wywiad był uciążliwy czy upokarzający. – Staraliśmy się, żeby cały ten proces
był maksymalnie uproszczony, ale jednocześnie zgodny z obowiązującymi
przepisami, bez których nie można było wypłacić pieniędzy. Dzisiaj najważniejsza
jest pomoc, a nie utrudnianie ludziom i tak niełatwego życia i na pewno nikt nie
pozwoliłby sobie, żeby szargać ich godność. Staramy się robić, co w naszej mocy,
by podtrzymywać ich na duchu, a nie piętrzyć problemy – dodaje.
Dziurawa specustawa
Wiele wskazuje na to, że oprócz ludzkiej nadgorliwości i biurokratycznej
nadaktywności, która cechuje urzędy, winne są zawiłe przepisy. Przykładem może
być ustawa powodziowa, którą trzeba było w trybie pilnym zmieniać, by ludzie,
którzy wymagali natychmiastowego wsparcia i którym się ono należy, mogli
wreszcie otrzymać pomoc. Podobnie jak procedury, które w pierwszych dniach
wypłacania zasiłków nie były przejrzyste, tak dziurawa okazała się również sama
ustawa. Świadczy to tylko o zupełnym nieprzygotowaniu państwa do działania w
sytuacjach kryzysowych. W opinii Stanisława Ożoga, posła PiS, przykładem
nieporadności obecnych władz jest zwołane w trybie nagłym posiedzenie Sejmu. –
Gdyby przyjęto w czerwcu poprawki, jakie zgłaszało PiS, to zwoływanie wszystkich
posłów i towarzyszące temu panika oraz nerwowość byłyby zbyteczne, tak samo jak
niepotrzebne były wcale niemałe koszty z tym związane. Teraz w swojej kolejnej
PR-owskiej zagrywce rząd mógł pochwalić się przed społeczeństwem, że to była
jego inicjatywa. Nic bardziej mylnego – wyjaśnia poseł Ożóg. Odnosząc się do
kwestii wypłacania zasiłków celowych i związanych z tym niejasności, poseł PiS
przypomina, iż do podobnych sytuacji jak w gminie Skawina doszło już wcześniej,
chociażby na Podkarpaciu, gdzie na początku, kiedy przepisy były jeszcze mało
klarowne, wielu ludzi – nie godząc się na upokorzenia – rezygnowało z pieniędzy.
– Rząd poprzez swoją nieudolność zakpił sobie z ludzi dotkniętych dramatem
powodzi. Tak było w Sandomierzu, a przede wszystkim w Tarnobrzegu. Tym ludziom
należało pomóc, a nie dolewać oliwy do ognia – przypomina Stanisław Ożóg.
Kolejny wątek tej sprawy sprowadza się do tego, że winą za bierność i
zaniedbania rządu Donalda Tuska w wielu przypadkach obarczani są urzędnicy, w
tym wypadku gminni, bo to oni bezpośrednio stykają się z ludźmi, wykonując
zlecone im obowiązki. – Po raz kolejny rząd, nie radząc sobie z realizacją zadań
własnych, rządowych, spycha te zadania na barki samorządów. I to ten samorząd –
nie dość, że dotknięty katastrofą powodzi – musi sobie radzić z niedbalstwem
administracji rządowej, która zepchnęła całkowicie odpowiedzialność za
naprawianie skutków powodzi czy osuwisk na władze lokalne, bez zabezpieczenia
niezbędnych środków finansowych, co jest niezgodne z Konstytucją. Ustawa
Zasadnicza mówi bowiem, że nie wolno nakładać zadań na samorząd terytorialny bez
zabezpieczenia środków finansowych na ich realizację. Jest to także niezgodne z
Europejską Kartą Samorządu Terytorialnego ratyfikowaną przez polski rząd –
przypomina Ożóg. To wszystko sprawia, że samorządy i podległe im instytucje
pomocowe są skazane na pełnienie roli bezdusznej maszyny, która karci ludzi,
przeprowadzając postępowanie, do czego obliguje rządowa administracja.
Mariusz Kamieniecki
