TVP będzie telewizją rządową

Z Witoldem Kołodziejskim, przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, rozmawia Izabela Borańska

Co zmieni zawetowana przez prezydenta ustawa medialna, jeśli wejdzie w życie?

– Ta ustawa jest bardzo niebezpieczna. Dlatego że przede wszystkim całość kompetencji koncesyjnych przekazuje do Urzędu Komunikacji Elektronicznej, czyli do urzędu rządowego. Jakby nie był umocowany UKE, to jest jednak urząd rządowy i premier go wyznacza, a Sejm przyjmuje, zresztą nietrudno sobie wyobrazić przy dzisiejszej większości, jak to się odbywa. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, mimo że siedmioosobowa, nie ma praktycznie żadnych kompetencji przy tak silnej pozycji UKE. Tak więc rynek mediów reguluje UKE, a nie KRRiT. Jesteśmy przed ogłoszeniem na multipleksy cyfrowe, przed olbrzymimi zmianami na rynku medialnym w Polsce i to wszystko powoduje potwornie niestabilną sytuację, już nie mówiąc o tym, że wszelkie decyzje, które są podejmowane w KRRiT, są decyzjami kolegialnymi. Zawsze tak było i zawsze jest to jakiś gwarant pewnej stabilności. Jeśli chodzi o TVP, to niebezpieczne jest to, że stałaby się ona telewizja rządową.


PO mówi o „odpolitycznieniu” mediów publicznych.


– Platforma mówi o odpolitycznieniu mediów publicznych dlatego, że mają być konkursy i rekomendacje na stanowiska. Ale ja przypominam, że w przypadku rad nadzorczych mediów publicznych konkursy i rekomendacje są od dawna. To jest żadna gwarancja, stosując ten tok myślenia.

W tych konkursach organizowanych przez PO wygrywa kandydat PO, a jeśli tak się zdarza, jak to było w Gdańsku, że wygrywa inny kandydat, to się konkurs powtarza, żeby wygrał kandydat Platformy. Tak wygląda to odpolitycznienie według partii rządzącej. Konkurs jest czystą fikcją. Minister skarbu może odwoływać i rady nadzorcze, i zarządy, więc jeżeli coś się premierowi nie spodoba, to po prostu może poprzez ministra odwołać prezesa telewizji.

I to jest nie jedyny, ale główny cel PO i tej ustawy. Opanować telewizję publiczną, a po drugie opanować rynek mediów komercyjnych.


Ośrodki regionalne radia i telewizji publicznej mają zostać oddane samorządom. Krytycy tego rozwiązania chyba jednak demonizują ten problem…


– Skutki tego będą fatalne. To już jest zejście polityki na najniższe szczeble sterowania mediami. Wydaje mi się, że osoby, które to proponują, nie mają pojęcia, jak to powinno i jak może to funkcjonować.

A skutki? Na przykład każdy materiał dotyczący jakiegoś lokalnego wydarzenia będzie cenzurowany przez lokalne władze, materiały będą mogły być dyktowane i tworzone przez te lokalne władze. Dziś, żeby mieć wpływ na to, co dzieje się w ośrodku regionalnym, trzeba mieć najpierw wpływ na to, co dzieje się na Woronicza w zarządzie, potem na dyrektora ośrodka i dopiero na dziennikarza tworzącego materiał. A więc tych szczebli do przejścia jest dużo, ta bariera jest mniej lub bardziej skuteczna. A to proponowane oddanie samorządom regionalnych oddziałów jest likwidacją wszystkich tego typu etapów pośrednich i po prostu bezpośrednim sterowaniem politycznym. A poza tym przecież urzędy wojewódzkie nie mają pieniędzy na telewizję, nikt chyba nie zdaje sobie sprawy, ile to kosztuje.


Dziękuję za rozmowę.

drukuj