Tusk odpowie za Bondaryka
Posłowie z sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka nie otrzymali
żadnych wyjaśnień w sprawie inwigilacji pary prezydenckiej przez Agencję
Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Powód? Żaden z przedstawicieli tych służb nie
raczył się stawić na posiedzeniu. Posłowie opozycji zapowiedzieli, że nie
ustąpią i jeśli Krzysztof Bondaryk, szef ABW, nie zamierza przybyć, wezwą osobę
bezpośrednio nadzorującą jego pracę – premiera Donalda Tuska.
Posiedzenie sejmowej komisji zostało zorganizowane w związku z tzw. wewnętrznym
śledztwem przeprowadzonym przez ABW, dotyczącym ujawnienia przez media raportu
na temat okoliczności oddania strzałów w pobliżu kolumny samochodów z
prezydentem Lechem Kaczyńskim w Gruzji w 2008 roku. Zdaniem posłów opozycji, ABW
przekroczyła wówczas swoje uprawnienia, doprowadzając do prób inwigilacji pary
prezydenckiej – Lecha i Marii Kaczyńskich. Agencja starała się w prokuraturze o
możliwość sprawdzenia billingów telefonicznych z wybranych telefonów. Dwa z
nich, jak się później okazało, należały do pary prezydenckiej.
Obecnie śledztwo w sprawie ujawnienia raportu ABW prowadzi płocka prokuratura
okręgowa. Marzena Kowalska, zastępca prokuratora generalnego, poinformowała na
spotkaniu, że kiedy prokurator uzyskał informacje z Kancelarii Prezydenta o
tożsamości właścicieli telefonów, "nie podejmował w odniesieniu do tych numerów
żadnych dalszych czynności", choć o możliwość zbadania ich billingów wnioskowała
do niego ABW. – Nie ustalał kręgu osób, z którymi kontaktowali się użytkownicy
tych numerów – zaznaczyła Kowalska.
Posłowie opozycji wyrażali na spotkaniu m.in. zastrzeżenia, że materiał zebrany
w wyniku tzw. wewnętrznego śledztwa ABW zostanie dołączony do postępowania
prokuratorskiego w charakterze dowodu. – Wnioski mogą być takie, że sposób
prowadzenia postępowania przez Agencję może mieć wpływ na ustalenia prokuratury
– argumentował poseł Jarosław Zieliński (PiS). Sławomir Górnicki, zastępca
dyrektora departamentu postępowania przygotowawczego w Prokuraturze Generalnej,
podkreślił, że sam materiał zgromadzony przez ABW nie może stanowić dowodu. – To
informacja o źródłach dowodowych, sygnalizacja o pewnych ustaleniach, które
muszą być przetworzone procesowo – wskazał Górnicki.
Poseł Arkadiusz Mularczyk (PiS), wiceprzewodniczący komisji, zwrócił uwagę, że
na posiedzenie zaproszono również ABW. – Przypomnę, że w tej kadencji Sejmu
niejednokrotnie gościliśmy pracowników Agencji na posiedzeniach komisji.
Otrzymaliśmy pismo od wiceszefa ABW, w którym płk Paweł Białek pisze, czy raczej
zwraca uwagę parlamentarzystom, iż organem właściwym do spraw działalności służb
specjalnych jest Komisja ds. Służb Specjalnych. W związku z tym pan Białek
uważa, iż obecność przedstawiciela ABW na posiedzeniu sejmowej Komisji
Sprawiedliwości i Praw Człowieka nie jest wskazana – powiedział Mularczyk. –
Pozwolę sobie nie zgodzić się z tym pismem. Nie może być tak, że panowie ze
służb specjalnych wybierają sobie rodzaj komisji – dodał poseł. Zaznaczył
jednocześnie, że aktualne posiedzenie komisji nie rozwiązuje problemu. – Jeżeli
Bondaryk się nie stawi, wezwiemy jego nadzorcę – premiera Tuska – oświadczył.
Jacek Dytkowski
