Tu deklaracje nabrały kształtu
Z mec. Piotrem Łukaszem Andrzejewskim, senatorem PiS, pierwszym
konsultantem prawnym związkowych sygnatariuszy "Porozumienia Katowickiego",
rozmawia Marcin Austyn
W jaki sposób stał się Pan doradcą prawnym związkowców działających w Hucie
Katowice?
– Międzyzakładowy Komitet Strajkowy Huty Katowice, gdzie gromadzili się
przedstawiciele około 30 zakładów pracy, głównie z terenu Śląska,
reprezentowali: doświadczony w działalności opozycyjnej Kazimierz Świtoń i
przewodniczący komitetu Andrzej Rozpłochowski. Byli to ludzie zdeterminowani w
osiąganiu celów, ale byli przywódcami bez odpowiedniego zaplecza prawnego w
starciu z dyrekcją huty. Dlatego przedstawiciele komitetu zwrócili się o pomoc w
przysłaniu doradców jako osób wspierających ich ruch. Wówczas mec. Władysław
Siła-Nowicki, który był orędownikiem mojej działalności politycznej i znał moje
zaangażowanie prawnicze, wysłał mnie z misją łącznikową do Huty Katowice. Udało
nam się zmylić służby, które kordonem otaczały zakład. Dostałem się do komitetu
strajkowego i zostałem – jako osoba wspierająca – jego konsultantem. Następnego
dnia wróciłem do Warszawy zaopatrzony w oficjalne poświadczenie swojej roli od
komitetu, a następnie udałem się do Dąbrowy Górniczej z mec. Wiesławem
Chrzanowskim. Do huty przyjeżdżali także m.in.: mec. Janusz Krzyżewski, Jan
Olszewski, Stefan Kurowski, Jan Łopuszański, którzy na zmianę pozostawali do
dyspozycji prowadzących negocjacje członków Międzyzakładowego Komitetu
Strajkowego, który następnie przekształcił się w Międzyzakładowy Komitet
Założycielski Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Huty Katowice. W jego
imieniu 16 września 1980 roku, w oparciu o zawarte porozumienia, złożyłem
pierwszy wniosek o rejestrację ogólnopolskiego związku.
Co wówczas sprawiało doradcom największy problem?
– Po zawarciu porozumień w Gdańsku, Szczecinie i Jastrzębiu wprawdzie mówiono o
powszechnym obowiązywaniu ich treści, ale nie mówiono o gwarancjach ich
realizacji. Sporny był też zakres wiążący tych porozumień. Stąd dalszym zadaniem
stało się zapisanie w sposób prawnie wiążący tych gwarancji i sposobu ich
realizacji. Wyegzekwowanie od władz państwowych treści wcześniejszych porozumień
wymagało doprecyzowania przyjętych w tym zakresie zobowiązań. Nieakceptowane
przez władze wolne związki zawodowe założył na Śląsku w 1978 roku Kazimierz
Świtoń. Podczas negocjacji, wedle sugestii władz w Gdańsku, słowo "wolne"
zostało zamienione na "niezależne". Nigdy jednak nie wskazano oficjalnie w
stanowisku władz terminów ani gwarancji dla zrealizowania podstawowego
pierwszego postulatu porozumień – powstania niezależnego od ówczesnego monopolu
władzy państwowej związku zawodowego. Było oczywiste, że zgoda na NSZZ miała
charakter przełomu politycznego. Dopiero jednak 11 września w Porozumieniu
Katowickim komisja rządowa podpisała szereg zobowiązań, które objęły nie tylko
zezwolenie na powstanie niezależnego związku, ale też na jednolitą jego
strukturę w całym kraju, oraz konstytuowały gwarancje bezpieczeństwa jego
działania i powstawania struktur. Trudność polegała zatem na doprecyzowaniu
treści porozumienia, tak aby było ono jednoznaczne do wyegzekwowania.
Dlaczego Porozumienie Katowickie pozostaje niejako w cieniu wydarzeń z
Gdańska czy Jastrzębia?
– To porozumienie nie zawierało nowych, przełomowych treści politycznych. Miało
charakter prawny, doprecyzowujący gwarancje bezpieczeństwa powstawania
ogólnopolskich struktur ruchu politycznego o charakterze związku zawodowego.
Przedstawiciele rządu po zdyskontowaniu politycznym trzech poprzednich
porozumień musieli ulec proponowanym przez międzyzakładowy komitet huty, wraz z
doradcami, wspólnie wypracowanym treściom.
Muszę przyznać, że odczuwało się po stronie władzy chęć zbycia nas ogólnikami
politycznymi, stykaliśmy się z przejawami dywersji, chciano, aby związany
dotychczasowymi porozumieniami ruch społeczny pozostał w zakresie werbalnych
deklaracji, których realizacja mogła być elastycznie modyfikowana w przyszłości.
Rozpoczął się jednak proces, który w Hucie Katowice zjednoczył ponad sto
zakładów pracy, łącznie z Hutą Lenina w Krakowie, finalizowany w kolejnych
porozumieniach, jak te z 26 września czy z grudnia 1980 roku. Cały czas
usiłowano też doprowadzić do rewindykowania monopolu władzy komunistycznej.
Tworzono ku temu odpowiedni zakres dezorganizacji życia gospodarczego,
prowadzono dezinformację, organizowano dywersję i straszono interwencją
rosyjską. Ten proces nasilał się aż do wprowadzenia stanu wojennego, który gen.
Wojciech Jaruzelski przyobiecał w Moskwie, po zaniechaniu bezpośredniej
interwencji wojsk Układu Warszawskiego w grudniu 1980 roku. Władze zarówno w
Polsce, jak i Moskwie w zasadzie do czasu Michaiła Gorbaczowa nie godziły się ze
stanem, w którym może istnieć niezależna siła społeczno-polityczna w postaci
NSZZ "Solidarność".
Dziękuję za rozmowę.
