Trzymamy premiera za słowo
Z Janem Dziubińskim, prezydentem Tarnobrzega, rozmawia Mariusz
Kamieniecki
Jak wygląda sytuacja powodziowa w Tarnobrzegu?
– Przerwanie wału miało miejsce w Sandomierzu, a w konsekwencji zalany został
prawobrzeżny Sandomierz, część Tarnobrzega, a dzisiaj już nawet część
gminy Gorzyce. W Tarnobrzegu dramat przeżywa kilka tysięcy ludzi głównie z
osiedli: Wielowieś, Sobów i Sielec, którym woda zniszczyła dobytek. Sytuacja
jest dynamiczna i cały czas staramy się bronić przed zalaniem każdego metra
terenu. W momencie, kiedy nastąpiło przerwanie wału w Sandomierzu, rozpoczęliśmy
ewakuację. Ewakuowaliśmy już ponad półtora tysiąca osób i pewnie tyle
samo trzeba będzie jeszcze ewakuować. Teraz te osoby mają zapewnioną opiekę.
Część ewakuowaliśmy do rodzin czy znajomych, a część korzysta z
pomieszczeń internatu lub hotelu. Wszyscy mają zapewnione podstawowe warunki
mieszkaniowe i wyżywienie.
Czy ktoś ostrzegał mieszkańców przed powodzią?
– Cały czas monitorowaliśmy sytuację, pracował sztab kryzysowy, trwały też
prace przy ochronie wałów. Informacje na bieżąco przekazywaliśmy mieszkańcom
zagrożonych osiedli. Myślę, że chyba wszyscy w Polsce zostaliśmy tą
sytuacja zaskoczeni, zwłaszcza aż tak obfitymi deszczami.
Tereny zalewowe w Sandomierzu i Tarnobrzegu odwiedzili premier i minister
spraw wewnętrznych. Co konkretnego wynika z tej wizyty?
– Mam nadzieję, że deklaracje, które premier Tusk złożył, nie były
jedynie pustymi słowami i doczekają się realizacji. Już dzisiaj możemy
skorzystać z pomocy w formie zaliczki na akcję powodziową. To kwota do stu
tysięcy złotych. Później, jak zazwyczaj w takich wypadkach, możemy liczyć
na kolejne kwoty po uprzednim wykazaniu kosztów. Podczas dyskusji w Tarnobrzegu
padła ze strony premiera Tuska deklaracja, że żadna osoba nie zostanie
pozostawiona sama sobie, że wszyscy, którzy udokumentują straty powodziowe,
otrzymają wsparcie.
Jest powódź, są obietnice. Potem, kiedy woda opada, często bywa, że
ludzie i samorządy zostają same. Nie obawia się Pan, że i tym razem może być
podobnie?
– Jestem samorządowcem z 16-letnim stażem i różne już rzeczy widziałem.
Bywało już i tak, że w momencie, kiedy jest tragedia, wszyscy przyjeżdżają,
współczują, przybierają niemalże pokutne miny, trzymają ludzi za ręce. Są
deklaracje i szum medialny. Kiedy jednak woda opada, ludzie zostają sami. Sami
muszą dźwigać trud odbudowy swojego dobytku. Człowiek jednak musi w coś
wierzyć, mieć nadzieję. Jak faktycznie będzie i na ile obietnice zostaną
dotrzymane, pokaże czas. Trzymamy premiera Tuska za słowo, bo sprawa jest zbyt
poważna i nie może tu być miejsca na żarty. Straty, choć na razie trudne do
oszacowania, będą z pewnością ogromne i samorząd oraz mieszkańcy terenów
zalewowych nie będą w stanie samodzielnie dźwigać tego ciężaru.
Jak samorząd może pomóc mieszkańcom?
– Bez względu na to, jak zachowa się rząd, czy pomoc przyjdzie, czy nie, będziemy
starali się pomóc mieszkańcom. Jako prezydent zrobię wszystko, by skutki
powodzi były możliwie jak najmniej odczuwalne. Natomiast jeżeli przyjdzie
pomoc z zewnątrz, to będziemy bardzo wdzięczni.
Dziękuję za rozmowę.
