Tryptyk kłamstw bajkopisarza
Mamy już Grossa tryptyk kłamstw. W "Sąsiadach" oskarżył Polaków o
wymordowanie w celu rabunkowym żydowskich mieszkańców wsi Jedwabne. W "Strachu"
opisał polski antysemityzm po wojnie, którego kulminacją miał być mord Żydów w
Kielcach, w książce "Złote żniwa", o której już głośno, oskarża Polaków o
czerpanie zysku z holocaustu. Inspiracją do najnowszej książki Jana T. Grossa
było opublikowane w "Gazecie Wyborczej" zdjęcie ludzi przekopujących ziemię w KL
Treblince, ponoć w poszukiwaniu pożydowskiego złota. Wniosek – Polacy wzbogacili
się na Żydach, ergo będą musieli teraz płacić odszkodowania. Szkoda, że
ekshumacja ofiar w Jedwabnem została przedwcześnie zakończona. Na emisję w
telewizji publicznej czeka tzw. półkownik, film Artura Janickiego dokumentujący
tę ekshumację i pokazujący zdjęcia złotych monet i kosztowności, jakie zostały
tam odkopane.
Największym sukcesem "bajkopisarza" Jana T. Grossa w Polsce jest "dobrowolne
przymuszenie" znanego krakowskiego wydawnictwa "Znak", od lat powiązanego ze
środowiskiem "Tygodnika Powszechnego" i "Więzi", do wydawania i promowania tych
jego pseudonaukowych prac. To zasłużone wydawnictwo, powszechnie uważane za
katolickie, wydaje książki nie tylko wielu znanych katolickich duchownych (w tym
m.in. ks. Mieczysława Malińskiego, o. Macieja Zięby, ks. Józefa Tischnera, ks.
Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego), ale samego nawet Papieża Jana Pawła II (np.
"Pamięć i Tożsamość"). Jednak już wkrótce wydawnictwo to, po raz kolejny (po
książce "Strach"), opublikuje antypolską i antykatolicką książkę Jana T. Grossa
pt. "Złote żniwa". Na kolejny sukces wydawniczy Grossa w Polsce pracuje już
wytrwale wielu dziennikarzy publicznych i prywatnych mediów, szczególnie ci,
którzy od dawna wiedzą, że bardziej opłaca się Polskę opluwać, niż walczyć w jej
obronie. To zresztą ci sami, którym od początku nie podobało się IPN, lustracja,
dekomunizacja, PiS oraz śp. prezydent Lech Kaczyński. Gross ma w Polsce wielu
oddanych przyjaciół, którzy za darmo i z przekonaniem zrobią wszystko, aby
upokorzyć Polaków, a przy tym samych siebie. Zapewne książkę poprzedzi wstęp
Henryka Woźniakowskiego, prezesa zarządu Społecznego Instytutu Wydawniczego
"Znak", sprowadzający się do poprawnego politycznie rozłożenia akcentów w stylu:
w książce jest wiele prawdy, nad którą trzeba się zadumać, ale są i "rozległe
sfery opisu i interpretacji" (to cytat z przedmowy do "Strachu"), nad którymi
może toczyć się debata i z którymi można polemizować.
"Bajkopisarz" to określenie red. Stanisława Michalkiewicza, które nie naraża na
wyrok sądowy za zniesławienie, a zawiera pewien element politowania dla wysiłku
twórcy bajek dla zakompleksionych i zastraszonych Polaków. Tym bardziej gdy
"bajkopisarz" nie tylko nie może, ale po prostu nie potrafi pisać książek
historycznych inaczej. Bo nie o to mu przecież chodzi. To człowiek interesu.
Profesor Feliks Koneczny w swojej fundamentalnej pracy "Cywilizacja żydowska", w
rozdziale XVI pt. "Brak historyzmu" pozwala sobie, a czyni to bardzo rzadko, na
pewną dygresję z lat swoich studiów na temat czegoś, co określa jako "zmysł
historyczny". "Z własnego wiem doświadczenia, jak studentowi żydowskiemu trudno
nabyć [zmysł historyczny – przyp. WR], trudno zrozumieć historyczność osób i
rzeczy; nie bardzo też rozumie, po co historię uprawia i wystarcza mu
kronikarstwo". Ta "historyczność osób i rzeczy" przejawia się w obiektywnej i
uczciwej trosce o zachowanie chronologiczności: dat, danych, liczb, nazwisk,
sprawdzonych faktów. To także stanowiąca podstawę "historyzmu" tradycja
przesiąknięta krytycyzmem, wręcz, jak pisze prof. Feliks Koneczny, "przesiana
krytycyzmem". Z kolei "kronikarstwo" to właśnie takie bajkopisarstwo pełne
zasłyszanych anegdot, fragmentów pamiętników niezidentyfikowanych osób,
tajemniczych zdjęć, w zalewie własnych antypolskich fobii. Gross przedstawiający
się jako historyk i socjolog nie zachowuje żadnej z metodologii obu tych
dziedzin, łączy je dowolnie i subiektywnie jak ten student historii, wspomniany
przez prof. Feliksa Konecznego.
W ciągu 21 lat III RP, na którą największy wpływ miały stare i nowe lumpenelity
(doskonałe określenie prof. Anny Pawełczyńskiej), przy kompletnej bierności
zdezorientowanych i zajętych walką o poprawę bytu Polaków, dokonuje się
systematyczna przemiana wizerunku obywatela znad Wisły i Bugu. Z ofiary II wojny
światowej stał się najpierw obojętnym świadkiem holocaustu, a teraz jest
uważany, na równi z hitlerowcami, za kata oraz hienę cmentarną. Chyba że na taki
wizerunek Polacy już sobie nie pozwolą.
Do bojkotu wydawnictwa "Znak" wzywają m.in. Anna i Andrzej Kołakowscy. "Nie
pozwólmy, aby nas poniżano i bezkarnie propagowano kłamstwa o naszym Narodzie" –
piszą. Zachęcają do pisania listów protestacyjnych pod adres: Społeczny Instytut
Wydawniczy Znak Sp. z o.o., ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków. Skoro spółka
"Znak" to równocześnie "Społeczny Instytut", to wydaje mi się, że pisanie
protestu społecznego jest jak najbardziej uzasadnione. Kołakowscy zwracają się
też do księgarzy katolickich o niezakupywanie publikacji Grossa oraz o listy
protestacyjne na wszystkie adresy poczty elektronicznej wydawnictwa "Znak".
Każdy, kto chce, może się do tego bojkotu przyłączyć. Skoro już wiemy, co i
dlaczego sprzedaje w Polsce i na świecie Gross, zostawmy ten towar w spokoju,
niech leży sobie na półce. Hucpa bez sukcesu finansowego przestaje nią być.
Wojciech Reszczyński
Autor jest komentatorem w Programie 3 Polskiego Radia SA.
