Trafią na bruk?

Jutro olsztyński sąd wyda orzeczenie w sprawie wniosku o eksmisję
rodzin Moskalików i Głowackich z domu w Nartach koło Szczytna. Ich usunięcia
domaga się Agnes Trawny, która na mocy wyroku Sądu Najwyższego w 2005 r.
odzyskała budynek. Mimo wielu rozmów i propozycji obie rodziny nadal nie mają
zapewnionego mieszkania w razie ewentualnej eksmisji.

Sąd Okręgowy w Olsztynie rozpatrywał wczoraj odwołanie obu rodzin od wyroku
Sądu Rejonowego w Szczytnie nakazującego eksmisję z domu w Nartach.
Reprezentujący Moskalików i Głowackich radca prawny Jerzy Erlik podkreślił, że
nie można się zgodzić z postanowieniem sądu pierwszej instancji, ponieważ łamie
ono zasady współżycia społecznego. Dodał, że korzystanie ze swoich praw przez
właściciela nie może się odbywać kosztem obu rodzin. Wskazał, że do obecnej
sytuacji doszło właśnie na skutek działań Agnes Trawny. – Pani Trawny wyjechała
do Niemiec, pozostawiając gospodarstwo i nie porządkując spraw prawnych, a moi
klienci wprowadzili się do niego legalnie. Obiecano im, że nabędą nieruchomość
na własność, i dlatego remontowali dom – mówił Jerzy Erlik przed sądem. Mecenas
uważa, że w pierwszej kolejności to Agnes Trawny powinna ponieść konsekwencje
finansowe, a w dalszej kolejności Skarb Państwa i podatnicy. – Jesteśmy skazani
na bezdomność, włożyliśmy w ten dom pieniądze i zdrowie – płacząc, mówiła w
sądzie Władysława Głowacka. Poprosiła o sprawiedliwy wyrok, zaznaczając, że jej
rodzina została już skrzywdzona poprzednim wyrokiem.
W ubiegłym roku Trawny
złożyła wniosek o eksmisję. Przychylił się do niego Sąd Rejonowy w Szczytnie,
który w listopadzie orzekł, że rodziny Moskalików i Głowackich (łącznie 8 osób)
mają się wyprowadzić z domu w Nartach. Sąd uznał ponadto, że nie ma obowiązku
przyznania im lokali socjalnych. Mecenas Andrzej Jemielita, pełnomocnik Agnes
Trawny, wniósł wczoraj o oddalenie apelacji. – Rozumiem sytuację lokatorów, ale
rozumiem też sytuację właścicielki, która od czterech lat nie może skorzystać ze
swoich praw – argumentował. Dodał, że jego klientka i tak pozostawiła lokatorom
wystarczająco dużo czasu, by znaleźli sobie inne mieszkania. – Można było
uniknąć tego procesu, ale to jedyny sposób – w przekonaniu pani Trawny – by
odzyskać własność – ocenił Jemielita.
Rodziny nadal nie mają się gdzie
wyprowadzić, gdyby doszło do eksmisji. Urząd wojewódzki przedstawiał kilka
propozycji mieszkania, ale nie były one dla rodzin satysfakcjonujące. Gmina
Jedwabno rozważała również wykup od Trawny spornej nieruchomości, ale sprawa
utknęła. – Nic się nie zmieniło. To był tylko taki szum – ocenia działania władz
mecenas Erlik. Pytany o to, co się stanie, jeśli sąd odrzuci apelację,
podkreśla, że będzie to koniec sprawy. – Pani Trawny może przystąpić do
egzekucji – wskazuje.
Trawny pozostawiła swoje gospodarstwo i w 1977 r.
wyjechała na stałe do Niemiec. Ówczesny naczelnik gminy Jedwabno wydał decyzję o
przejściu tej nieruchomości na rzecz Skarbu Państwa. Jednak wskutek uchybień
formalnych Sąd Najwyższy nakazał zwrot gospodarstwa Niemce.

Zenon Baranowski

drukuj