Seremet stawia na śledczych
Z posłem Zbigniewem Wassermannem (PiS), pełniącym obowiązki
prokuratorem krajowym w latach 2000-2001, rozmawia Zenon Baranowski
Marek Jamrogowicz, Marzena Kowalska i Robert Hernand to zastępcy
prokuratora Andrzeja Seremeta. Jaką rolę odegrają w kierowaniu nową prokuraturą
generalną?
– Należało się spodziewać, że pan prokurator Seremet
zechce mieć dobrych specjalistów od tego, co jest najtrudniejsze w prokuraturze,
bo wymieniani jako potencjalni zastępcy Marzena Kowalska i Marek Jamrogowicz są
to śledczy prokuratorzy, tzw. pezetowcy, czyli zajmujący się przestępczością
zorganizowaną, przestępczością gospodarczą. Trzeba podkreślić, że są to
prokuratorzy o osiągnięciach niekwestionowanych przez środowisko, mający duże
doświadczenie. Widać, że Seremet chce utrzymać określony stan profesjonalizmu
prokuratorskiego i wnieść świeżość spojrzenia z pozycji tej niezawisłości, która
nigdy przecież do prokuratury nie wejdzie, ale która może tę prokuraturę
ochronić. Ochronić przed podległością i uległością od wewnątrz, a na pewno
uchronić ją od nacisków zewnętrznych. To bardzo ważne, żeby on taką rolę chciał
spełniać.
Robertowi Hernandowi przypina się łatkę prokuratora od
Ziobry…
– Nie jest to nieuzasadnione, ponieważ są to prokuratorzy,
którzy pełnili swoje funkcje przed urzędowaniem ministra Zbigniewa Ziobry i po
nim. Są to prokuratorzy nie tylko doświadczeni, to znaczy tacy, którzy mają
ponad 20 lat pracy, ale mają też doświadczenia w kierowaniu większymi zespołami
ludzi, ponieważ przeszli szczeble kariery od prokuratorów rejonowych, poprzez
okręgowych i apelacyjnych.
Seremet zapowiedział, że nie będzie radykalnych zmian kadrowych i
zechce utrzymać 60 z 70 prokuratorów z dawnej Prokuratury
Krajowej…
– Wynika z tego, że prokurator Seremet nie działa na
zamówienie. Po prostu wie, czym dysponuje, i chce się na pewno przyjrzeć tej
kadrze.
Tak deklarował…
– I bardzo dobrze, że nie wykonuje
tutaj żadnych gwałtownych ruchów. Rzeczywiście liczba prokuratorów wskazuje, że
to jest zmiana niejako naturalna. Niektórzy prokuratorzy są w pewnym wieku,
niektórzy mogą nie chcieć z nim współpracować. Na przykład grupa prokuratora
Zalewskiego, który się nieco dziwnie zachowuje w całej tej sprawie.
Ryszard Czarnecki, przytacza kazus węgierski, gdzie prokuratorzy, po
analogicznej reformie, „ostro” ścigają tamtejszych deputowanych.
–
Podczas prac w parlamencie mówiliśmy, że ta ustawa jest zła. Przede wszystkim,
że prokuratura nie jest przygotowana do przejęcia wyłączności polegającej na
braku zewnętrznego oglądu tego, co się w niej dzieje. Za dużo w niej błędów, a
za mało odpowiedzialności. Niewiele jest też eliminowania tego, co w
prokuraturze jest złe od środka, i to niesie zagrożenia. Jeżeli na to nałoży się
jeszcze zwiększona niezależność wynikająca z kadencyjności prokuratorów… to
jest niebezpieczne. Taki prokurator będzie ze swoim przełożonym inaczej
rozmawiał.
Dziękuję za rozmowę.
