To nasze wotum wdzięczności

– Chciałabym podziękować za moją rodzinę – męża, dzieci. Tak się
zdarzyło, że gdy dokonano zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, życie mojego męża
było zagrożone, a mnie chciano wtedy pozbawić pracy za moje przekonania
religijne – mówi pani Lidia Chamier Cieminska, nie kryjąc wzruszenia. – To
nasze wotum wdzięczności – dodaje jej mąż Leszek Chamier Cieminski. Właśnie
dlatego przyjechali z Chojnic na uroczystości beatyfikacyjne.

– 31 sierpnia 1984 r., czyli prawie dwa miesiące przed śmiercią ks. Jerzego
Popiełuszki, zostałem wraz z bratem i moim nauczycielem pobity przez SB. Gdy
po kilku godzinach trafiłem na plebanię, skąd księża odprowadzili mnie do
domu, milicyjne "suki" jeszcze krążyły po mieście, by mnie
przechwycić – opowiada Leszek Chamier Cieminski. Następnego dnia esbecy z
samego rana wkroczyli do jego mieszkania, został aresztowany przez tego samego
funkcjonariusza, który go pobił.
– Trafiłem na milicję, a wkrótce potem na kolegium, gdzie skazano mnie na 18
tysięcy złotych grzywny z zamianą na 60 dni aresztu – wspomina pan Leszek. Za
co? Jak mówi, wystarczyła jego aktywność religijna. – Najpierw byłem zaangażowany
w duszpasterstwo akademickie w Olsztynie. Właśnie o to pytano mnie podczas śledztwa.
Poza tym podczas stanu wojennego brałem udział w różnych akcjach
charytatywnych czy organizowaniu tygodni kultury chrześcijańskiej – dodaje.
Stąd też – jak mówi – gdy prawie dwa miesiące później usłyszał o
zamordowaniu przez bezpiekę ks. Jerzego, pomyślał sobie, że i tak nie
najgorzej wyszedł z sierpniowych opresji. – Przeżyłem, jestem zdrowy, założyłem
rodzinę. Mam czworo dzieci. Dlatego przyjechaliśmy do Warszawy, by podziękować
Bogu – wyjaśnia Leszek Chamier Cieminski, pierwszy burmistrz Chojnic po
odzyskaniu przez Polskę niepodległości.
Pani Barbara zaznacza, że pragnęła uczestniczyć w uroczystościach
beatyfikacyjnych, kierując się nie tylko wdzięcznością. – Pamiętam chwilę,
gdy dowiedzieliśmy się, że ks. Jerzy został porwany, a potem zamordowany.
Nie uczestniczyłam wtedy w uroczystościach pogrzebowych. Przyjechałam więc,
by przynajmniej teraz złożyć Mu hołd – zaznacza. Pani Chamier Cieminska
dodaje, że chciała też być w tym ważnym dla Polski miejscu szczególnie
teraz, gdy tak jak w 1984 r. przeżywamy trudny czas. – Dziś oczekujemy prawdy
w sprawie katastrofy katyńskiej, znowu jest w nas lęk i niepokój – co dzieje
się z Polską. I pewnie tak jak wtedy zostaje modlitwa i zawierzenie do końca
Najwyższemu – podkreśla mieszkanka Chojnic.
Pani Barbara zabrała na uroczystości dwoje z czworga dzieci i mamę. 18-letni
Wojtek zaznacza, że wybrał uroczystości beatyfikacyjne z kilku powodów. –
Rodzice od dziecka wpajali we mnie wartości patriotyczne. Zabierali nas często
do grobu ks. Jerzego w Warszawie. Opowiadali też, jakie wartości przekazywał
i jak wiele znaczył dla ludzi w czasach PRL – podkreśla. Wojtek wierzy, że w
dniu swojej wielkiej chwały Ksiądz Jerzy może uprosić dla Polaków wiele łask.
Ważny jest dla niego wymiar patriotyczny uroczystości. – Niedawno byliśmy na
uroczystościach pogrzebowych śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wcześniej
staliśmy w kolejce przed Pałacem Prezydenckim. Cieszę się, że mogę brać
udział w tych historycznych wydarzeniach – podkreśla młody chojniczanin.
Zaś jego 11-letnia siostra Aleksandra mówi wprost: – Beatyfikacja jest dla
mnie dużym przeżyciem. Wielkie wrażenie wywarł na mnie film o ks. Jerzym, który
oglądałam w kinie, i dzięki temu zrozumiałam Jego historię, choć rodzice
już od dawna opowiadali mi o ks. Popiełuszce – tłumaczy. Przyznaje jednak, że
ważne jest dla niej także… wspólne rodzinne pielgrzymowanie.
Pani Danuta Martyniak, babcia Aleksandry i Wojtka, również cieszy się ze wspólnego
pielgrzymowania, tym bardziej że – jak mówi – w ten sposób łatwiej jest brać
udział w takich wydarzeniach starszym osobom. Nie chciała opuścić okazji do
przeżycia wielkiego wydarzenia religijnego, które przypomina jej wcześniejsze
pielgrzymki do Polski Ojca Świętego Jana Pawła II.

Mariusz Bober

drukuj