To mógł być splot nadzwyczajnych wydarzeń
Z posłem Januszem Zemke (LiD), przewodniczącym sejmowej Komisji Obrony Narodowej i wiceministrem MON w latach 2001-2005, rozmawia Wojciech Wybranowski
Jak ocenia Pan bezpieczeństwo lotu samolotem typu CASA?
– Podam taki przykład – ostatnio USA i Szwajcaria kupiły samoloty tego typu. Szwajcarię stać na to, by kupić sobie najlepsze samoloty na świecie. Więc skoro spośród kilku porównywalnych zdecydowała się kupić właśnie ten – to nie ma wątpliwości co do tego, że są to bardzo dobre, nowoczesne samoloty. Jedną z zalet tego samolotu jest to, że można bardzo szybko zmienić jego konfigurację wewnętrzną, maszyny te mogą więc pełnić funkcje pasażerskie, mogą być wykorzystywane przez skoczków, mogą brać transport i ładunki do 9 ton i pełnią również funkcje ewakuacyjne. Zmiana każdej konfiguracji to tylko kilkadziesiąt minut.
Skoro były tak nowoczesne, bezpieczne, to co, Pana zdaniem, mogło spowodować wypadek?
– Bardzo się boję mówić i spekulować. W życiu jest tak, że czasami zdarza się jakiś błąd, splot nieszczęśliwych wydarzeń, zupełnie nieprzewidywalnych, albo błąd w oprogramowaniu, (bowiem są to samoloty nafaszerowane nowoczesną elektroniką), a czasami jest to jedyny błąd w życiu, jaki popełnia człowiek. Przyczyny mogą być różne, ale chcę zaznaczyć, że pracując w MON, bardzo często latałem tymi samolotami, praktycznie spędziłem w nich kilkadziesiąt godzin, siedząc między pilotami. Piloci byli tymi samolotami zachwyceni, byli dumni, że je mamy. Lotnictwo to jest, niestety, każdego dnia pokonywanie przyrody, pokonywanie samego siebie i czasem człowiek tę rywalizację przegrywa.
Samoloty CASA zostaną teraz czasowo wycofane z lotów.
– Procedury są takie, że dowództwo Sił Powietrznych wstrzyma w tym momencie loty CASY przynajmniej do momentu, kiedy będzie wiadomo, czy katastrofę spowodował błąd techniczny, czy błąd człowieka, czy może jakieś anomalia pogodowe. Sytuacja jest bardzo skomplikowana, jeżeli chodzi o misje zagraniczne, bo te samoloty są w ciągłym ruchu, przewożą ludzi, dostarczają części, zabierają rannych. Moim zdaniem, jest jedno logiczne wyjście – zwrócić się w tym momencie z prośbą o pomoc do lotnictwa Stanów Zjednoczonych. Wielokrotnie wcześniej w takich trudnych sytuacjach Amerykanie nam pomagali.
To nie był błąd, że na pokładzie jednego samolotu znajdowali się dowódcy polskich sił lotniczych i ich zastępcy? Najważniejsi oficerowie…
– To nie był błąd. To jest normalna rzecz, że piloci latają często razem. Jest tylko jeden wyjątek, kiedy dwie osoby nie powinny lecieć razem, ale to przypadek dotyczący najważniejszych dwóch osób w państwie: prezydenta i premiera. Jest przyjęta taka zasada postępowania, by prezydent i premier latali osobnymi samolotami. W przypadku tych lotników to nie był błąd, bo przecież równie dobrze taka grupa mogła wracać razem autobusem i mogli też zginąć wszyscy w autobusie albo mógł się wykoleić pociąg.
Ale w przypadku zamachu terrorystycznego taka grupa wysokich oficerów to doskonały cel…
– To nie był błąd! Przecież równie dobrze może być kilka zamachów w tym samym czasie! Nie, nie, to nie był błąd! Mieliśmy do czynienia z pilotami, dowódcami, dla nich poruszanie się samolotem transportowym wojskowym to pewien standard poruszania się.
Do ostatniej chwili wieża utrzymywała kontakt z samolotem…
– To jest kolejny sygnał, że doszło do jakiegoś gwałtownego zdarzenia. W przypadku usterki technicznej raczej zazwyczaj nie jest tak, że mamy do czynienia ze skutkami natychmiastowymi. Mogliśmy więc mieć do czynienia z jakimś zdarzeniem gwałtownym, z jednej strony pilot nie zdążył już niczego zasygnalizować wieży, z drugiej nie miał już czasu na jakikolwiek manewr.
Ma Pan jakieś przypuszczenia, co mogło spowodować katastrofę?
– Jestem bardzo ostrożny z tego typu ocenami. Przeżywałem, jak byłem w ministerstwie czy jako poseł w komisji obrony, różne katastrofy w lotnictwie. Przypominam, że nie tak dawno mieliśmy katastrofę lotniczą na pokazach w Radomiu, nie tak dawno w Iraku, gdzie zginęło kilku żołnierzy. W lotnictwie zdarzają się, niestety, wypadki, więc byłbym bardzo ostrożny z mówieniem o przyczynach. Jak się później w świecie czyta różne analizy katastrof… Podam taki przykład. Była taka straszna katastrofa w Rosji nad Irkuckiem, zginęło wielu ludzi, później, po dokładnych badaniach, okazało się, że do kabiny pilotów wszedł syn pilota i dotknął jakiegoś urządzenia. System przewidywał tysiące różnych wariantów, tylko nie to, że w kabinie może znaleźć się dziecko, które coś tam uruchomi, no i doszło do katastrofy.
Dziękuję za rozmowę.
