To był dopiero pierwszy skok

Poseł Janusz Piechociński uważa, że prezes Waldemar Pawlak powinien
wystąpić do Rady Naczelnej PSL z wnioskiem o przegłosowanie wotum zaufania. Jego
zdaniem, powinna to być naturalna konsekwencja słabego wyniku Pawlaka w wyborach
prezydenckich. Ale jeśli nawet dojdzie do rozliczenia, co nie jest wcale pewne,
to nastąpi to najwcześniej już po drugiej turze wyborów. Ludowcy są jednak
nieskorzy do zmiany przywództwa, bo jesienią będą wybory samorządowe, a za rok
parlamentarne. Nie widać też osoby, która mogłaby zastąpić obecnego
prezesa.

W PSL nikt nie jest zadowolony z rezultatu pierwszej
tury wyborów. Waldemar Pawlak zajął w nich piąte miejsce, ale uzyskał tylko 1,75
proc. głosów. A gdy kampania startowała, to w PSL liczono na rezultat w
granicach nawet 10 proc. i zajęcie przez Pawlaka trzeciego miejsca w wyborach.
Ale rzeczywisty wynik kandydata ludowców okazał się najgorszy w dotychczasowych
wyborach prezydenckich. – Wynik nie jest satysfakcjonujący – przyznaje poseł
Stanisław Kalemba. – To jest porażka, z tego się sukcesu nie zrobi – wtóruje mu
szef klubu poselskiego Stanisław Żelichowski. Jednak działacze PSL w większości
rozgrzeszają swojego lidera i jednocześnie wskazują na obiektywne przyczyny
porażki. – Waldemar Pawlak mało jeździł po kraju, bo cały czas wykonywał swoje
ministerialne obowiązki, ale nie wykorzystaliśmy wszystkich możliwości
PR-owskich – mówi Kalemba. Inni wskazują na to, że Pawlakowi nie sprzyjała
polaryzacja społeczeństwa między zwolenników Bronisława Komorowskiego i
Jarosława Kaczyńskiego, co powodowało, iż inni kandydaci na tym tracili.
Politycy PSL zgadzają się też z samym Pawlakiem, który stwierdził, że wybory
prezydenckie nie są domeną jego partii. Potwierdzeniem tego był równie słaby
wynik także Jarosława Kalinowskiego w 2005 roku (1,80 proc.). Choć w jeszcze
wcześniejszych wyborach kandydaci PSL osiągali dużo lepsze rezultaty. W 2000
roku Kalinowski dostał 5,95 proc. głosów, a pięć lat wcześniej sam Pawlak miał
wynik na poziomie 4,31 procent. Ale cały czas nikomu z PSL nie udało się nawet
zbliżyć do wyniku Romana Bartoszczego z 1990 roku, gdy w pierwszej turze zdobył
7,15 proc. głosów.

Rozliczyć prezesa
Jednak wśród ludowców
pojawiają się też głosy wzywające do rozliczenia prezesa za kampanię
prezydencką. – Żaden z celów stawianych przed kampanią Waldemara Pawlaka nie
został osiągnięty. Liczyliśmy na dużo lepszy rezultat – nie ma wątpliwości poseł
Janusz Piechociński. I podkreśla, że przecież Pawlak nie był jakimś nieznanym
nikomu kandydatem, stoi przecież na czele ruchu ludowego, a w polityce jest
obecny od 20 lat i dwukrotnie był premierem. Zdaniem Piechocińskiego,
kandydatowi PSL nie udało się narzucić swojej narracji podczas tej kampanii
wyborczej, co powinno polegać na akcentowaniu spraw społeczno-gospodarczych. I
za to odpowiada sam Pawlak, bo przecież wybory prezydenckie to czas kampanii
autorskiej kandydata, na co mniejszy wpływ ma partia i współpracownicy
wicepremiera.

Wotum nieufności
Dlatego Janusz Piechociński
postuluje, aby Waldemar Pawlak złożył wniosek o udzielenie mu wotum zaufania
przez Radę Naczelną. – Prezes powinien jasno powiedzieć, że stawia się do
dyspozycji Rady Naczelnej – podkreśla Piechociński. Ale jego zdaniem, do takiego
rozliczenia na pewno już nie dojdzie na najbliższym posiedzeniu RN w piątek.
Pojutrze ludowcy mają się zastanawiać nad tym, kogo poprzeć w drugiej turze. –
Kampanię trzeba ocenić na spokojnie, już po drugiej turze. I wtedy się
zastanowić, czy potrzebna jest zmiana lidera w perspektywie wyborów
samorządowych, które odbędą się jesienią, i przyszłorocznych wyborów
parlamentarnych. Wybory prezydenckie były dopiero pierwszym skokiem – wyjaśnia
poseł Piechociński.
Wydaje się jednak, że w RN, w której zasiada 120
działaczy, w większości terenowych, Pawlak ma zdecydowaną większość, i opozycja
nie będzie w stanie mu zrobić krzywdy. I dlatego prezes może sobie pozwolić na
bagatelizowanie wniosku Piechocińskiego, a nawet na drobne uszczypliwości i
złośliwości pod adresem swojego partyjnego kolegi. – Na Janusza nie można było
liczyć przed wyborami, ale można było liczyć po wyborach, nie można było liczyć
na pozytywne zaangażowanie, ale można liczyć na negatywne – powiedział Waldemar
Pawlak, komentując postulat złożenia wniosku o wotum zaufania.
Wśród ludowców
przeważa opinia, że teraz nie warto dokonywać zmian na szczytach partii, bo już
niedługo odbędą się wybory samorządowe. – W tej chwili najmniej jest nam
potrzebna rozróba; na spokojnie trzeba wyciągnąć wnioski z tego, co się stało –
podkreśla poseł Stanisław Żelichowski. – Wybory samorządowe są dla nas o wiele
ważniejsze niż głosowanie na prezydenta, bo tutaj mamy realną władzę w gminach,
powiatach i województwach – mówi „Naszemu Dziennikowi” inny z posłów. – I jeśli
jesienią dostaniemy sporo głosów, to Pawlak może być spokojny o swoje stanowiska
w partii i rządzie. Ale jeśli w wyborach samorządowych poniesiemy porażkę, to
głowy będą musiały polecieć i w pierwszej kolejności będzie to dotyczyło prezesa
partii – dodaje. Zdaniem parlamentarzysty, na razie nie widać też, aby w PSL
istniała znacząca antypawlakowa opozycja. – Janusz Piechociński nie ma ani
prezesowskich ambicji, ani takiego poparcia, aby przejąć władzę w partii. Inni
nasi liderzy, którzy mogliby teraz rzucić rękawicę Pawlakowi, zostali już dawno
spacyfikowani. I dlatego na razie nic się u nas nie zmieni – mówi poseł.
W
nutę samorządową uderza także Waldemar Pawlak. Jak z nieba spadł prezesowi
znakomity wynik w uzupełniających wyborach do Senatu starosty płockiego Michała
Boszki. Ludowiec w cuglach wygrał wybory w okręgu płocko-ciechnowskim, gdzie do
obsadzenia był mandat po senator Janinie Fetlińskiej (PiS), która zginęła w
katastrofie prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. – To pokazuje, że jest duże
zróżnicowanie, jeśli chodzi o głosowanie w wyborach prezydenckich i wyborach
senatorskich, a myślę, że tak samo będzie wyglądało to w wyborach samorządowych
– mówi Waldemar Pawlak.
Ponadto ludowcy na razie myślą przede wszystkim o
zwieraniu szeregów w obliczu potencjalnego zagrożenia ze strony PO i SLD. Co
prawda oficjalnie nikt w Platformie nie mówi o zmianie koalicyjnego partnera,
ale niewykluczone, że PSL może stać się teraz przedmiotem innej gry politycznej
Donalda Tuska, której celem będzie osłabienie koalicjanta w rządzie. To zaś też
sprzyja Pawlakowi, zaprawionemu przecież jak nikt inny w koalicyjnych bojach, a
rozbite PSL byłoby łatwiej podporządkować Platformie.

Krzysztof Losz

drukuj