Zapraszam do Sandomierza

Z Jerzym Borowskim, burmistrzem Sandomierza, rozmawia Mariusz
Kamieniecki

Jakie straty poniósł Sandomierz w wyniku
tegorocznej powodzi?

– Straty w infrastrukturze miejskiej, a więc
w wodociągach, drogach, dwóch szkołach i licznych budynkach – to suma
rzędu pół miliarda złotych. Nie są tu jednak wliczone szkody, jakie
poniosły duże i małe przedsiębiorstwa, a one też będą wysokie. Do tego
dochodzą również straty poszczególnych ludzi. Sądzę, że koszty strat
będą jeszcze wyższe, bo – biorąc pod uwagę pierwszą i drugą falę
powodziową – budynki stały w wodzie ponad miesiąc. Trudno powiedzieć, co
z nimi będzie.

Sandomierz to głównie zabytkowe miasto. Jak
powódź wpłynęła na ruch turystyczny?

– Bardzo negatywnie. Jednak
to nie za sprawą samej powodzi, ale głównie za sprawą mediów, a
zwłaszcza telewizji, która w swoim rozpędzie informowała, że Sandomierz
jest „utopiony”. Tymczasem zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem
zatopiona została tylko część prawobrzeżna, część przemysłowa z Hutą
Szkła i osiedlami domów jednorodzinnych, natomiast Stare Miasto, które
jest położone na wzgórzu, było niezagrożone, nie zostało zalane i ma się
bardzo dobrze. Za obrazem, który rzeczywiście pokazywał zalane domy
jednorodzinne, powinna pójść jeszcze informacja, że Stare Miasto nie
jest zagrożone, ale tego zabrakło. To był błąd, za który płacimy.

W
jaki sposób?

– Ruch turystyczny zmalał, i to znacząco. Spośród
około 400 wycieczek zapowiedzianych w maju Sandomierz odwiedziło
zaledwie kilkadziesiąt. A to – jeszcze raz powtórzę – przez media. Gdyby
informowały rzetelnie, że Stare Miasto funkcjonuje normalnie, to byłoby
wszystko w porządku. Natomiast skoro w świat poszła informacja, że
Sandomierz jest zalany i że nie da się tam w żaden sposób dojechać, to
przyniosło fatalny skutek. Dotyczyło to turystów zarówno z Polski, jak i
zagranicy. Teraz sytuacja zaczyna się poprawiać i coraz więcej turystów
pojawia się w naszym mieście. Do Sandomierza śmiało można było i wciąż
można dojechać: z Krakowa, z Warszawy czy chociażby z Kielc. Utrudniony
jedynie jest ruch ze Stalowej Woli i Tarnobrzega.

Kto
najbardziej ucierpiał?

– Obok mieszkańców – którym w wyniku
powodzi zatopionych zostało około 800 domów i ponad 2,4 tysiąca osób
jest bez dachu na głową – sporo ucierpieli także handlowcy. Spadły
również obroty hoteli i restauracji, z których żyje spora część
mieszkańców naszego Sandomierza, w tym również samo miasto. Mam
nadzieję, że teraz sytuacja się poprawi i wszystko wróci do normy.

Turyści
też mogą pomóc w odbu
dowie zniszczeń?

– Pośrednio mogą to zrobić. Chociażby poprzez
dodawanie otuchy naszym mieszkańcom z zalanych terenów, którzy nie dość
że przeżywają własne dramaty, to jeszcze przechodząc przez starówkę,
załamują ręce, że przy okazji powodzi miasto wymarło. To jest wielkie
nieszczęście i problem. Pojawienie się turystów to bardzo pozytywny
symptom, dzięki temu szybciej wrócimy do klimatu normalnego życia.

Co
chciałby Pan powiedzieć tu
rystom, którzy wahają się, czy przyjechać do Sandomierza?


Proszę, nie rezygnujcie ze swych planów, przyjeżdżajcie do Sandomierza i
niczego się nie obawiajcie. Każdy wasz przyjazd dodaje nam otuchy i
daje szansę na lepszą przyszłość.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj