Hiszpański scenariusz

Polska scena polityczna pozbawiona narodowej prawicy profilowana jest
coraz bardziej na lewo. Trzecim rozgrywającym, obok dwóch dużych partii
– Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości, staje się
obecnie Sojusz Lewicy Demokratycznej. Brak programu dla Polski lider
Sojuszu Grzegorz Napieralski chce zastąpić radykalnymi hasłami w
obszarze relacji z Kościołem, moralności, pamięci historycznej, wzorując
się na hiszpańskim rewolucjoniście José Luisie Rodriguezie Zapatero.
Spod maski uśmiechu młodego polityka wyziera dobrze znane drapieżne
oblicze nowej lewicy.

Czy dwucyfrowy wynik Grzegorza
Napieralskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich oznacza
rewitalizację lewicy – zastanawiają się politycy i politolodzy. Dwaj
zwycięscy kandydaci: Bronisław Komorowski i Jarosław Kaczyński, już w
pierwszych przemówieniach w niedzielę w ciepłych słowach zwrócili się do
lidera SLD, wskazując, że będą ubiegać się o przejęcie jego elektoratu.
W
odróżnieniu od zupełnie nijakiej, pozbawionej polotu kampanii
Bronisława Komorowskiego, który nie jest politykiem samodzielnym,
Grzegorz Napieralski zapracował na swój wynik wyborczy. Zaczynał ze
skromnym poparciem 2-3 proc., jako kandydat słabo rozpoznawalny,
marginalizowany przez starych wyjadaczy partyjnych. W kampanii postawił
na bezpośrednie kontakty z ludźmi, odwiedził 200 miejscowości, był
bardzo aktywny w internecie. Udane marketingowo posunięcia, a także brak
wyrazistej konkurencji po lewej stronie zapewniły mu dość niezły wynik,
chociaż lewica zgarniała już znacznie większą pulę w wyborach
prezydenckich czy parlamentarnych. Na pewno nie jest to jednak sukces,
jak chcieliby niektórzy – wiadomo, że w Polsce wciąż istnieje elektorat
lewicowy, który poszukuje dla siebie identyfikacji partyjnej. Niestety,
lewicową alternatywą jest wciąż – z różnych powodów – Sojusz Lewicy
Demokratycznej.

Polski Zapatero

Po serii afer
korupcyjnych z udziałem prominentnych działaczy SLD, kompletnym blamażu
rządów Leszka Millera i Marka Belki, próbie zbudowania dwupartyjnego
układu władzy w latach 2005-2007, los formacji SLD wydawał się
przesądzony. Słaby wynik w ostatnich wyborach parlamentarnych dopełnił
obrazu schodzenia ze sceny politycznej partii postpezetpeerowskiej. Żeby
wydobyć Sojusz z nicości, Grzegorz Napieralski (od 2008 r.
przewodniczący SLD) sięgnął po broń światopoglądową. W 2008 r. wojażował
do Hiszpanii do socjalistycznego premiera José Luisa Rodrigueza
Zapatero, by u tego fanatycznego przedstawiciela nowej lewicy szukać
inspiracji. Napieralski wiele razy podkreślał, że jego mentorem jest
przywódca hiszpańskich socjalistów, chwalił też „hiszpańską drogę”.
Przypomnijmy więc jej „osiągnięcia”.
Po objęciu władzy przez
Zapatero w 2004 r. Hiszpania została poddana wyjątkowo silnej presji
antykatolickiej. Mimo protestów społeczeństwa rząd przeforsował
wyrugowanie nauki religii ze szkół publicznych, ułatwił procedurę
rozwodów, zalegalizował związki homoseksualne wraz z prawem adopcji
dzieci, dopuścił aborcję na życzenie. Najnowszym pomysłem spod znaku
kulturowego neomarksizmu jest projekt Ustawy organicznej o wolności
sumienia i religijnej, który zmierza w kierunku całkowitego wyparcia
Kościoła z przestrzeni publicznej. Na jego miejsce – w sferę świeckiej
religii – mają wejść w swoisty sposób sakralizowane pojęcia państwa i
partii politycznej. Walec ideologicznego kulturkampfu hiszpańska lewica
przetacza po żywej tkance społeczeństwa w sytuacji ogromnego kryzysu
gospodarczego, w jaki wpędziły kraj rządy socjalistów. Mimo szalejącego
bezrobocia, zapaści finansowej rewolucja pożera kolejne ofiary…
Agresywny
laicyzm Zapatero i jego „sukcesy” znajdują od dawna uznanie młodego
lidera SLD. Przejął od swego mistrza wszystkie postulaty: wypowiedzenie
konkordatu, zniesienie nauki religii w szkołach, aborcja jako prawo
kobiety, refundacja procedury in vitro z budżetu państwa, legalizacja
układów homoseksualnych. To na pewno nie ostatnie słowo Napieralskiego w
tych kwestiach. Na razie jesteśmy oswajani z szokującymi postulatami,
po ich internalizacji przyjdą następne, np. legalizacja eutanazji,
adopcja dzieci przez pary homoseksualne.
Czy z tak agresywnie
antykatolicką retoryką Napieralski ma czego szukać w Polsce, poza
skrajnymi grupkami lewackimi? Pozornie nie, ale niech nas to nie
uspokaja. Warto odwołać się znów do scenariusza hiszpańskiego.
Sekularyzacyjny kierunek polityce państwa nadały rządy Partii Ludowej
José Marii Aznara – partii utożsamianej z prawicą. Za jej rządów
położono fundament pod wiele regulacji prawnych wprowadzonych po 2004 r.
przez partię socjalistyczną. To właśnie „konserwatyści” dopuścili do
legalizacji związków homoseksualnych na szczeblu regionalnym, pozwalali
na łamanie i tak liberalnej ustawy aborcyjnej, zgodzili się na pierwszą
adopcję dziecka przez parę homoseksualną. Sprawująca przez osiem lat
rządy Partia Ludowa nie zrobiła nic dla umocnienia katolickiej
tożsamości Hiszpanii, nie walczyła o postulaty katolickiego elektoratu.
Podobny scenariusz rozmywania konserwatywnego charakteru obserwowaliśmy w
ostatnich latach w Prawie i Sprawiedliwości. Dlatego gwałtowne
przyspieszenie procesów modernizacyjnych w Polsce, głównie w sferze
światopoglądowej, może sprzyjać radykalnym pomysłom Napieralskiego,
zwłaszcza że następuje ewolucja układu politycznego.

Trzecia
siła?

Polska scena polityczna pozbawiona narodowej prawicy
profilowana jest coraz bardziej na lewo. Trzecim rozgrywającym, obok
dwóch dużych partii: PO i PiS, staje się obecnie – mimo wciąż dość
mizernego poparcia – SLD. Próba stworzenia systemu dwupartyjnego okazała
się nieskuteczna – widoczne to już było zresztą w wyborach 2007 r., gdy
do Sejmu obok Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości
weszły Polskie Stronnictwo Ludowe i właśnie SLD.
Bardziej
dalekosiężne skutki zarysowującego się układu politycznego z aktywnym
udziałem lewicy dostrzega prof. Mieczysław Ryba. – W zbliżających się
wyborach parlamentarnych najprawdopodobniej to SLD będzie głównym
rozgrywającym, jeżeli chodzi o konstruowanie rządu. A to oznacza potężny
problem dla państwa. Sojusz będzie stawiać bardzo twarde warunki z
uwagi na swoją dobrą pozycję, co na pewno przesunie przyszły gabinet
jeszcze bardziej na lewo – zauważa wykładowca z WSKSiM.
Wzrost
potencjału koalicyjnego SLD nie jest dobrą wiadomością dla Prawa i
Sprawiedliwości. Współpraca obu partii, zwłaszcza w mediach publicznych,
była wprawdzie faktem, ale co innego nieoficjalny sojusz, a co innego
formalny układ. Takiej koalicji nigdy nie zaakceptują wyborcy PiS, a to
może oznaczać zablokowanie w dużym stopniu powrotu do władzy Prawa i
Sprawiedliwości, które nie ma potencjalnego koalicjanta przy obecnym
kształcie sceny politycznej. – Tylko zdobycie ponad 50 proc. poparcia
przez PiS w wyborach parlamentarnych mogłoby temu zapobiec. To kolejny
dowód, że rządy w Polsce zmierzają na lewo i bardzo trudno będzie wrócić
prawicy do władzy – ocenia prof. Ryba.
Czy Napieralski będzie
głównym rozgrywającym w polskiej polityce? Na pewno pomocy udzieli mu
europejska nowa lewica, a za tym pójdzie hojne wsparcie finansowe z kół
międzynarodowych dla projektów radykalnie laicyzujących Polskę. Ten
scenariusz jest realny i bardzo groźny. Dlatego każdy, kto przed drugą
turą zdecyduje się podjąć rozmowy z Napieralskim o przekazanie poparcia,
znajdzie się w sytuacji petenta proszącego o łaskę, co wzmocni lidera
SLD i pozwoli mu dyktować warunki. Jeżeli miałby utrzymać się rosnący
trend poparcia dla lewicy, to wiele wskazuje na to, że języczkiem u wagi
stanie się właśnie Sojusz, a to będzie przesuwać scenę polityczną coraz
bardziej na lewo. SLD na tym zyska, ale Polska na pewno straci.

Małgorzata
Rutkowska

drukuj