Tajemnice powązkowskiej „Łączki”

Środowiska kombatanckie popierają działania zmierzające do odnalezienia
mogił żołnierzy pomordowanych w wyniku stalinowskich represji. Jednym z takich
domniemanych miejsc jest tzw. Łączka na warszawskich Powązkach. Rada Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa organizuje tam badania poszukiwawcze. Odbędą się
jesienią.

– Jak najbardziej popieramy te działania – mówi "Naszemu Dziennikowi" Tadeusz
Filipkowski, rzecznik Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej. – Popieramy
tę inicjatywę, to jest rzecz poza dyskusją – wtóruje mu Jerzy Bukowski z
Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych w Krakowie, które
skupia 20 organizacji, m.in. Polski Związek Więźniów Komunizmu, Instytut
Katyński w Polsce czy Związek Piłsudczyków.
– Jest pewnym paradoksem, że wiemy, gdzie leżą prochy zamordowanych w Katyniu,
Charkowie, natomiast nie wiemy, gdzie leżą prochy osób zamordowanych przez
rzekomo polską bezpiekę – podkreśla Filipkowski. – Chcielibyśmy pójść i zapalić
znicze na ich mogiłach – dodaje.
Również rodziny ofiar represji stalinowskich chcą odnaleźć groby bliskich. –
Jesteśmy w kontakcie z bliskimi majora "Łupaszki". Mówią, że przychodzą na
cmentarz, gdzie jest kamień, nazwisko, ale ciągle nie wiedzą, gdzie "Łupaszka"
był pochowany – relacjonuje Filipkowski.
– Oczywiście chciałbym mieć miejsce, gdzie jestem pewien, że spoczął mój ojciec,
gdzie mogę złożyć kwiaty – mówi Andrzej Pilecki, syn bohaterskiego rotmistrza, w
rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Od wielu lat rodzina bezskutecznie poszukiwała
grobu Witolda Pileckiego. Bezskuteczne próby sprawiły, że pan Andrzej, jak sam
przyznaje, uległ nieco zniechęceniu. – W zasadzie już zgodziliśmy się z tym, że
nie będziemy za tym chodzić – stwierdza.
Nie ustaje natomiast w wysiłkach dr Witold Mieszkowski, syn dowódcy floty kmdr.
Stanisława Mieszkowskiego skazanego w tzw. spisku komandorów i straconego w 1952
r. wraz z kmdr. Robertem Kasperskim, kmdr. Zbigniewem Przybyszewskim, kmdr.
Jerzym Staniewiczem i kmdr. Marianem Wojcieszkiem. – Ja dążę do tego od lat
pięćdziesięciu – zaznacza Mieszkowski.
Tuż po upadku komunizmu prokuratura prowadziła śledztwo w tej sprawie. – Ja
domagałem się wówczas ekshumacji zwłok – podkreśla nasz rozmówca. Niestety, w
1993 r. dochodzenie zostało umorzone przez Prokuraturę Wojewódzką w Warszawie. –
Protestowałem przeciwko temu umorzeniu, wskazując na konieczność odszukania i
przesłuchania dodatkowych świadków, np. zatrudnionego do niedawna w WSI oficera
śledczego Informacji Wojskowej Kazimierza Turczyńskiego, brata jakoby wówczas
nieżyjącego Włodzimierza Turczyńskiego, grzebiącego w 1952 r. pomordowanych
oficerów, czy też byłego prokuratura wojskowego Mariana Frenkla podpisanego pod
protokołem komisji Kosztyrki – mówi syn zamordowanego komandora. – Na próżno.
Prokuratura apelacyjna z podpisem prok. Bogusława Michalskiego zmieniła co
prawda kwalifikację prawną umorzenia, ale stwierdziła, że żadnej ekshumacji nie
będzie, dając do zrozumienia, że nie jest to sprawa publiczna, tylko moja
prywatna – dodaje z goryczą.
– I tak się skończyła sprawa ekshumacji. Później zostało nam zrobienie pomnika –
stwierdza Mieszkowski, podkreślając, że można było zrobić w tym względzie
więcej, a III Rzeczpospolita zaniedbała tę sprawę. – Niestety, taka jest prawda
– ocenia. Mieszkowski liczy teraz na działania Rady Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa.
Najbardziej prawdopodobnym miejscem pochówku zarówno komandorów, jak i Witolda
Pileckiego czy Zygmunta Szendzielarza "Łupaszki" jest kwatera L na Powązkach
Wojskowych.
– Jesteśmy prawie pewni, że to jest na Powązkach, mamy zeznania różnych ludzi,
którzy mówili, że w tym miejscu chowano – stwierdza Filipkowski. – Na Powązkach
jestem bardzo często – mówi Pilecki. Dodaje, że jedna z jego znajomych chciała
dotrzeć do grabarza, który tam chował, ale nie zdążyła. – Ona się spóźniła,
grabarz umarł, a on dużo wiedział, i potem to się urwało – przyznaje.
– Instytut Pamięci Narodowej ogłaszał, że jest blisko znalezienia miejsca
pochówku gen. Augusta Fieldorfa "Nila", ale nic konkretnego nie ma – wskazuje
Filipkowski. – Wszyscy bardzo byśmy chcieli, żeby w końcu znaleźć prochy
przynajmniej niektórych ludzi – podkreśla akowiec.

 

Zenon Baranowski

drukuj