Tajemnica sukcesu Podlasia
Podlasie – trochę zapomniany zakątek naszego kraju – jest z jednej strony
przykładem nowoczesnego rolnictwa, a z drugiej – polskim "zapleczem duchowym".
Ostoją wartości, które w pogoni za Europą zostały być może przez wielu gdzieś
zagubione albo – co gorsza – uznane za zbyteczne, niepotrzebne, których należy
się wyprzeć lub wstydzić.
W świadomości wielu Polaków Podlasie kojarzy się z czystą przyrodą i błogim
obrazem prowincji. O jego mieszkańcach myśli się często jako o ludziach
wprawdzie dobrych i prostolinijnych, ale trochę zacofanych, naiwnych, niezbyt
zaradnych, bojących się wszystkiego, co nowe, a na dodatek głośnych i
kłótliwych. Taki obraz wyłania się z kręconych tam filmów i seriali. Ale z tego
wszystkiego jedynie piękno przyrody jest w stu procentach prawdziwe. Reszta to
stereotypy. W tej krainie czystych lasów, łąk i rzek, w miejscowościach
noszących urokliwe i przemawiające do wyobraźni nazwy, jak Różanystok czy
Królowy Most, żyją też niezwykli ludzie, przywiązani do swojej wiary, tradycji,
ziemi, którą uprawiają, a jednocześnie pracowici, niezwykle zaradni życiowo,
przedsiębiorczy, nowocześni i tolerancyjni. W końcu od stuleci zgodnie tu ze
sobą sąsiadują różne narodowości i wyznania. Z Podlasia wywodzą się też
współcześni polscy błogosławieni, tacy jak ks. Jerzy Popiełuszko.
O wyjątkowości województwa podlaskiego świadczy to, że jest ono najbardziej
zróżnicowanym pod względem etnicznym i kulturowym województwem w Polsce. Od
wieków sąsiadują tutaj różne narodowości i wyznania. Obok Polaków mieszkają tu:
Białorusini, Litwini, Tatarzy, Rosjanie, Ukraińcy, Romowie i Żydzi. To tutaj
znajduje się największe skupisko ludności prawosławnej w kraju (ok. 300
tysięcy). Są nawet muzułmanie, którzy wraz z królem Janem III Sobieskim stawali
w obronie granic Rzeczypospolitej. Dlatego mieszkańcom Podlasia nikt nie musi
tłumaczyć znaczenia słowa "tolerancja". Świetnie rozumieją to, co inni
koniecznie chcieliby ująć w sztywne ramy definicji, i wcielają to w swoim
codziennym życiu. – Po prostu żyjemy ze sobą w zgodzie i to jest u nas
normalność – tłumaczy pan Zbigniew.
W takich miejscowościach jak Siemiatycze czy Bielsk Podlaski, gdzie kościół stoi
prawie tuż obok cerkwi, katolicy i prawosławni niemalże wspólnie dziękują Bogu
za plony.
Podlaski etos
Jako że ziemia podlaska nie należy do szczególnie urodzajnych, a okres wegetacji
roślin jest tu ze względów klimatycznych krótszy niż w innych regionach kraju,
miejscowi rolnicy postawili na branżę mleczarską. Województwo podlaskie słynie z
mleka. W czym tkwi tajemnica ich sukcesu? Najwięcej jest tu niewielkich
gospodarstw rodzinnych. Rolnicy nie poddali się powszechnym tendencjom czy modom
i nie zaprzestali swojej niedużej produkcji, jak to się stało w niektórych
regionach kraju. Wiedzieli, że aby przetrwać, muszą ją unowocześniać i podnosić
jakość wytwarzanego mleka.
W 34-hektarowym gospodarstwie Zbigniewa Dembowskiego ze wsi Mociesze w powiecie
monieckim żyją i pracują cztery pokolenia. Oprócz krów pan Zbigniew hoduje
również świnie. Wie, że przy niezbyt pewnej sytuacji gospodarczej kraju taka
dywersyfikacja produkcji jest najlepszą szansą na przetrwanie. W jego
gospodarstwie dzieci uczą się od rodziców idziadków pracy i miłości do ziemi. To
pierwsza szkoła patriotyzmu. – Większość ludzi żyjących tutaj nie została
jeszcze zbałamucona. Nie daliśmy sobie wmówić, że bycie Polakiem i patriotą to
coś gorszego, czego trzeba się wstydzić – mówi pan Zbigniew. Podkreśla swoje
przywiązanie do miejsca, które jest jednocześnie jego zakładem pracy: – Tutaj
się żyje, pracuje i tutaj się umrze – dodaje.
– Mieszkańcy Podlasia to dobry przykład społeczeństwa obywatelskiego. Silnemu
poczuciu wspólnoty towarzyszy wiele lokalnych pomysłów na pielęgnowanie własnej
tożsamości, religijności i tradycji – mówi dr Barbara Fedyszak-Radziejowska,
socjolog z Polskiej Akademii Nauk. Jako przykład podaje gminę Korycin, słynącą z
sera korycińskiego, której mieszkańcy sceptycyzm unijny znakomicie połączyli z
umiejętnością efektywnego wykorzystywania środków unijnych. Tak tradycja i
wspólnota prowadzą do sukcesu gospodarczego. Także po drugiej wojnie światowej
sprawdziła się, zdaniem dr Fedyszak-Radziejowskiej, opinia Marszałka Józefa
Piłsudskiego o Polsce jako obwarzanku, w którym najlepsze są obrzeża.
Na podlaski etos składa się przywiązanie do wiary i żywa tradycja patriotyczna
wyrosła na AK-owskiej partyzantce i powojennym podziemiu niepodległościowym.
Mieszkańcy regionu swoją walecznością zasłynęli w czasie drugiej wojny
światowej. Jeszcze przez wiele lat po wojnie działały tutaj oddziały podziemia
niepodległościowego, społeczeństwo było w przeważającej większości wrogo
nastawione wobec komunistów, dlatego Podlasie stało się obiektem wielu okrutnych
i krwawych pacyfikacji. Zdaniem dr Fedyszak-Radziejowskiej, istnieje duże
prawdopodobieństwo, że karą za to zaangażowanie było znacznie słabsze wsparcie
dla Podlasia ze strony komunistycznych władz PRL – mniej inwestowano w
infrastrukturę komunikacyjną regionu. – Skutki takich "politycznych" zaniedbań
są widoczne do dzisiaj, mniej autostrad, mniej obwodnic i dróg szybkiego ruchu,
bardziej zaniedbana sieć kolejowa – ocenia socjolog.
– Czuję się odpowiedzialny za kawałek Polski, który jest w moich rękach – z
takiej perspektywy na swoje gospodarstwo i pracę patrzy Jan Wdowiak ze wsi
Zajączkowo-Folwark. Prowadzi 21-hektarowe gospodarstwo ekologiczne: hoduje
krowy, a oprócz tego ma sad. Wspomina, że tak pojmowanego patriotyzmu uczyli go
rodzice, powtarzając, że ziemi nie wolno porzucić. I nie porzucił, choć – jak
sam przyznaje, mimo że został na ojcowiźnie głównie z tego powodu, że był
najmłodszy z rodzeństwa – początkowo było to dla niego trudne. Wdzięczny jest
swojemu ojcu za to, że nie tylko nie miał nic przeciwko, ale wręcz wspierał go w
zdobywaniu wykształcenia. Pan Jan Wdowiak jest zafascynowany twórczością
żyjącego na przełomie XIX i XX wieku mazurskiego poety Michała Kajki do tego
stopnia, że na jego temat napisał pracę magisterską. Dlaczego? – Kajka był
chłopem, samoukiem, a poprzez swoją poezję potrafił wybudzać religijność i
uczucie polskości u Mazurów – odpowiada. A poza tym uczył życia w zgodzie i
harmonii z przyrodą.
Rolnictwo to dla pana Jana coś więcej niż tylko źródło utrzymania. – To
współdziałanie ze Stwórcą poprzez współpracę z naturą – tłumaczy. Dlatego
postawił na ekologię, którą rozumie jako powrót do tego, co było znane już
dawno, a dziś paradoksalnie stało się awangardą. Podkreśla aspekt moralny
takiego wyboru: – Albo produkuje się zdrową żywność, która służy ludziom, albo
się ich truje – mówi, zauważając, że dziś w produkcji żywności chęcią zysku
próbuje się usprawiedliwić niemalże wszystko.
Spółdzielnie – wspólny sukces
Za swój duży sukces rolnicy na Podlasiu uznają to, że kiedy w latach 90. masowo
prywatyzowano wszelkie przedsiębiorstwa, im udało się uratować i zachować w
swoich rękach spółdzielnie mleczarskie. Dziś współpraca ich niewielkich
rodzinnych gospodarstw z tymi spółdzielniami przynosi wymierne korzyści.
Produkty mleczne wytwarzane w województwie podlaskim znane są i cenione nie
tylko w Polsce, ale i za granicą.
Prezes OSM Piątnica Zbigniew Kalinowski ocenia, że ostatnie 20 lat to okres
niezwykle intensywnego rozwoju samej spółdzielni, jak i gospodarstw
dostarczających do niej mleko. – Było to możliwe dzięki temu, iż udało się
przekonać rolników, że aby być konkurencyjni na rynku krajowym i europejskim,
muszą inwestować oraz doskonalić produkcję – podkreśla. Najważniejszym
zamierzeniem, które udało się zrealizować, było podniesienie jakości oddawanego
przez rolników mleka. W tym celu zaproszono do współpracy emerytowanych rolników
ze Stanów Zjednoczonych, którzy przebywając w gospodarstwach Podlasian, uczyli
ich, jak postępować, aby uzyskać jak najlepszy efekt. Rolników chwali również
Dariusz Sapiński, prezes SM Mlekovita. – Przede wszystkim dobrze potrafią
liczyć. Są świetnymi ekonomistami i menedżerami swoich gospodarstw – mówi
prezes, mając na myśli to, że nie chodzi tylko o uzyskanie jak najlepszej ceny
za swoje mleko, ale również obniżenie kosztów produkcji i podniesienie
wydajności gospodarstw. – A przede wszystkim nie są zacofani – podkreśla
Sapiński, przecząc rozpowszechnionym i niesprawiedliwym stereotypom.
Rolnicy z Podlasia bardzo chętnie się szkolą i korzystają z wszelkich nowości
zarówno technicznych, jak i w dziedzinie technologii żywienia zwierząt. Jako
dowód prezes Mlekovity podaje fakt, że jeszcze kilkanaście lat temu rolnicy
oddawali w zimie trzy razy mniej mleka niż w lecie. W tej chwili te proporcje
rozkładają się właściwie po równo. O czym to świadczy? – O tym, że doskonale
potrafią żywić swoje krowy, przez co udaje się im osiągnąć maksymalną
optymalizację produkcji – odpowiada. Jego zdaniem, rolnicy są nie tylko
świetnymi fachowcami w swojej branży, ale potrafią również doskonale analizować
sytuację. – Bo czyż nie jest to nowoczesne myślenie, jeśli w sytuacji, gdy
widzą, że w innych rejonach kraju gospodarstwa są likwidowane, oni wręcz
przeciwnie, rozwijają się i specjalizują w swojej branży? – pyta prezes.
Na świetnej współpracy spółdzielni z gospodarzami korzystają wszyscy: przede
wszystkim konsumenci – jakość mleka jest jedną z najwyższych, jeśli nie
najwyższą w Europie – jak i sami rolnicy, którzy otrzymują godziwą zapłatę za
swoją pracę. – W branży mleczarskiej to tutaj, na Podlasiu, kształtuje się
postęp – mówi z dumą prezes Kalinowski.
Kawałek pięknej Polski
Ze względu na walory przyrodnicze województwo podlaskie posiada również
olbrzymie możliwości, jeśli chodzi o turystykę. Na jego terenie znajdują się aż
cztery parki narodowe. Niestety, jest to potencjał w dużej mierze
niewykorzystany. I nie jest to wina samych Podlasian, którzy z otwartymi
ramionami i serdecznością przyjęliby w swoich gospodarstwach agroturystycznych
gości, ale braku odpowiedniej infrastruktury, a więc jeśli już nie autostrad, to
przynajmniej dobrych dróg. I lotniska – najbliższe znajduje się w Kownie lub
Wilnie, a w kraju – w Warszawie.
Podlasianie wiedzą, jak zdobywać środki na nowe inwestycje. Ale jest jedna
przeszkoda, której nie potrafią ominąć. Przepisy unijne. Brak inwestycji
drogowych w tym regionie Polski i Europy tłumaczy się dbałością o przyrodę. W
końcu znaczna część województwa to obszary chronione ze względu na występowanie
tu rzadkich gatunków roślin i zwierząt. Jednak takiej argumentacji nie potrafią
zrozumieć mieszkańcy województwa. Europejskich urzędników, którzy w imię ochrony
przyrody odmawiają im prawa budowy nowych dróg, nazywają pseudoekologami. W
Europie Zachodniej w ślad za rozwojem rolnictwa szła degradacja środowiska:
powietrza, wody i gleby. – A teraz oni próbują nas uczyć, jak mamy dbać o
przyrodę, podczas gdy sami w swoich krajach ją zniszczyli – irytuje się pan
Zbigniew. I dodaje, że to właśnie Podlasianie od tysiącleci tak obchodzą się z
przyrodą, która ich otacza, że nie tylko jej nie unicestwili, ale zachowali w
stanie niemalże pierwotnym.
Mimo wielu trudności, dzięki umiejętności organizowania się i wzajemnej
współpracy, rolnicy z Podlasia zdołali się utrzymać na trudnym rynku
europejskim, bardzo dobrze wykorzystując zarówno przedakcesyjne, jak i
poakcesyjne środki, zresztą nie tylko unijne. – Tamtejsi rolnicy bardzo
racjonalnie funkcjonują w systemie stworzonym przez Unię Europejską – twierdzi
dr Fedyszak-Radziejowska. Jej zdaniem, to właśnie dlatego Podlasie dokonało
niebywałego skoku i – jeśli chodzi o rolnictwo – znalazło się w trójce
najlepszych województw w Polsce. Istotne zmiany zaszły też w mentalności
Podlasian. Jak wynika z badania CBOS przeprowadzonego w 2007 r., wyższy niż w
innych rolniczych regionach kraju jest w tamtejszym społeczeństwie wskaźnik
zadowolenia i optymizmu. – Jeszcze jakiś czas temu nie było z tym najlepiej,
panował duży sceptycyzm, który teraz ustąpił nadziei na rozwój – ocenia dr
Fedyszak-Radziejowska. Wejście polskiej wsi i rolnictwa do UE, mimo wielu
poważnych problemów, stworzyło jednak terenom wiejskim możliwości, jakich III RP
nie potrafiła im wcześniej zapewnić. Podlasie jest dobrym przykładem
wykorzystania szans przy zachowaniu, a nawet wzmocnieniu lokalnej tożsamości i
tradycji. Coraz wyraźniej widać również, że kiedy wielkie farmy stały się
źródłem wielu chorób i zagrożeń wynikających z dużej koncentracji zwierząt w
jednym miejscu, przyszłości rolnictwa zaczyna się upatrywać w niewielkich
gospodarstwach rodzinnych. Tym bardziej że jeśli chodzi o produkcję mleka, to –
według prowadzonych badań – właśnie gospodarstwa niewielkie, hodujące do 30 krów
są najbardziej efektywne. – Okazuje się, że tradycyjne gospodarstwa, jakich w
województwie podlaskim jest najwięcej, stają się dźwignią postępu na mapie
Europy – twierdzi europoseł Janusz Wojciechowski. Jego zdaniem, mieszkańcy
Podlasia ze swoją żywą religijnością, przywiązaniem do ziemi oraz tradycji,
połączonymi z postępem i otwartością, są przykładem takiej Polski, z której
możemy być dumni.
Bogusław Rąpała
