Śniadek jedynką w Gdańsku?

Były przewodniczący NSZZ "Solidarność" Janusz Śniadek będzie
prawdopodobnie "jedynką" na liście PiS w okręgu gdańskim. To jeszcze
nieoficjalna informacja. Obie zainteresowane strony na razie nie chcą niczego
komentować, ale nie wykluczają, że tak właśnie będzie. W ubiegłym roku związek
poparł Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich, a w 2005 r. Lecha
Kaczyńskiego.

Janusz Śniadek, wieloletni przewodniczący NSZZ "Solidarność", na razie
oszczędnie komentuje informacje, że otrzyma na liście wyborczej PiS w okręgu
gdańskim pierwsze miejsce, ale potwierdza, iż rozmowy i ustalenia na ten temat
trwają. – Bardzo poważnie to rozważam, bo żadna inna lista wyborcza poza PiS w
grę nie wchodzi. Jeszcze nigdzie oficjalnie na ten temat się nie wypowiadałem.
Dlatego komentarze w tej sprawie są przedwczesne – tak informacje o swoim
ewentualnym starcie komentuje sam zainteresowany. Podobnie reaguje wiceprezes
partii Adam Lipiński. – Na razie nie chciałbym tego komentować – ucina.
Przyznaje jednak, że poglądy dotychczasowego przewodniczącego związku są zbieżne
z programem PiS. – Jeśli będzie zainteresowany, jest to bardzo możliwe – dodaje.
Powoli w największych partiach, również w PiS, toczą się rozmowy na temat miejsc
na listach do Sejmu oraz do Senatu.
W październiku ubiegłego roku Janusz Śniadek – minimalną różnicą głosów –
przegrał wybory na przewodniczącego związku z Piotrem Dudą ze śląsko-dąbrowskiej
"Solidarności". Dlatego na razie – jak podkreśla – musi poukładać sprawy
związane z "Solidarnością".
– Janusz mocno to przeżył, więc pewnie najlepszym sposobem będzie jego wejście
do polityki – komentuje osoba dobrze znająca realia w związku. Tym bardziej że
wielu wpływowych ludzi nie zapomniało mu jego odważnego wystąpienia na pogrzebie
Lecha Kaczyńskiego w bazylice Mariackiej, gdy w imieniu tysięcy Polaków
powiedział znaczące i gorzkie słowa. "Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni
Bogu i Ojczyźnie, podnieśliśmy głowy. Zróbmy wszystko, aby rozpalony w sercach i
umysłach płomień nie wygasł" – mówił Śniadek nad trumną prezydenckiej pary.
W przeszłości wielu aktywnych działaczy NSZZ "Solidarność" angażowało się w
bieżącą politykę. Poza Lechem Wałęsą byli to: Marian Krzaklewski, Jacek Rybicki,
Jerzy Borowczak i Marek Kępski. Głównym projektem politycznym firmowanym swego
czasu przez związek była Akcja Wyborcza Solidarność. Jej porażka polityczna
mocno go osłabiła. W 2002 r. podczas zjazdu "Solidarności" Janusz Śniadek
obejmował funkcję przewodniczącego po ustępującym Marianie Krzaklewskim. Wtedy
bardzo mocno akcentowano wycofanie związku z polityki i skupienie jego
działalności głównie na sprawach pracowniczych. Co więcej, w 2000 r., po śmierci
Franciszki Cegielskiej, Śniadek nie zdecydował się na wejście do Sejmu i objęcie
mandatu poselskiego. – Przez te lata konsekwentnie właśnie takiej polityki
związku zawodowego względem partii politycznych i bezpośredniego jego
zaangażowania go w politykę broniłem – tłumaczy Janusz Śniadek. Jak podkreśla,
"Solidarność" nigdy nie udzieliła bezpośredniego poparcia żadnej partii.
– Poglądy i sympatie polityczne wśród członków związku rozkładają się różnie i
choć większość naszych członków popiera PiS, to jednak na poziomie kilkunastu
procent była to również Platforma Obywatelska, a także inne partie. Dlatego
musimy uwzględniać i szanować poglądy wszystkich naszych członków – dodaje.
Przychodzi taki czas, że trzeba się określić, szczególnie po tym dramacie
smoleńskim – stąd nasze poparcie dla Jarosława Kaczyńskiego w ubiegłorocznych
wyborach – wyjaśnia były przewodniczący. – Nie możemy całej swojej historii i
etosu schować do kieszeni i udawać, że go nie ma – akcentuje.

 

Maciej Walaszczyk

drukuj