Szef sztabu – reakcja albo dymisja

Z dr. Grzegorzem Kwaśniakiem, oficerem rezerwy, byłym pracownikiem Sztabu
Generalnego Wojska Polskiego, ekspertem w dziedzinie strategicznego zarządzania
bezpieczeństwem narodowym, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Zaskoczyła Pana decyzja o rozformowaniu 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa
Transportowego?

– Zarówno w wymiarze organizacyjnym, jak i kadrowym to decyzja zaskakująca i mam
wrażenie, że nieprzemyślana. Jestem tym zaskoczony podobnie jak większość
Polaków czy żołnierzy, a może przede wszystkim żołnierzy. 36. specpułk był
bowiem jednym z najlepszych pułków w Polsce. Z pewnością pewne udoskonalenia
przydałyby się, podobnie jak we wszystkich tego typu organizacjach, ale
likwidacja tego pułku jest działaniem niepotrzebnym, na wyrost, które nosi
znamiona polityczne ze strony zarówno rządu, jak i nowego ministra obrony
Tomasza Siemoniaka.

Dodajmy, szefa MON, który nigdy wcześniej nawet nie otarł się o wojsko.
– Podejrzewam, że minister Siemoniak nie ma w ogóle pojęcia o wojsku, a tak jak
szef każdej instytucji powinien mieć przynajmniej ogólne wyobrażenie na temat
funkcjonowania i elementarnej specyfiki instytucji, którą ma kierować. Pan
minister niestety nie ma. Moim zdaniem, problem jest jednak jeszcze szerszy.
Szef MON powinien zajmować się nie tylko Siłami Zbrojnymi, ale obroną narodową i
systemem obronnym, natomiast podejrzewam, że pan Siemoniak nie ma o tym
zielonego pojęcia.

Kto w takim razie podjął decyzję o rozformowaniu specpułku?
– Nie ma wątpliwości, że premier Tusk. Natomiast minister Siemoniak został
wyznaczony do wykonania tego jednego, typowo politycznego zadania, które polega
na tym, żeby zdjąć z rządu i samego Donalda Tuska odpowiedzialność za katastrofę
smoleńską i obarczyć tą odpowiedzialnością Wojsko Polskie. Oczywiście odbywa się
to pod płaszczykiem pewnych zmian i w tym kontekście jest to typowe użycie
wojska do rozgrywek politycznych. Należy jednak pamiętać, że jest to sprzeczne z
art. 26 Konstytucji RP, który mówi jednoznacznie o apolityczności wojska.

Chce Pan powiedzieć, że nie mamy do czynienia z żadną skokową poprawą jakości
w polskich Siłach Zbrojnych, jak chce to przedstawić Donald Tusk, a decyzją
partyjną, która ma zamydlić oczy wyborcom?

– Jest to typowe działanie, zgodne z logiką funkcjonowania tego rządu.
Oczekiwałbym, żeby gen. Mieczysław Cieniuch, szef Sztabu Generalnego, zajął w
tej sprawie jednoznaczne stanowisko, a przede wszystkim, żeby stanął w obronie
swoich żołnierzy, swojej armii. Potrzebne są tutaj konkretne działania, które
broniłyby wojsko przed wciąganiem w rozgrywkę polityczną i obciążaniem winą za
katastrofę smoleńską. Tymczasem gen. Cieniuch stoi z boku, nie odzywa się, bo
tak jest wygodnie. Wydaje mi się, że jeśli tak dalej pójdzie, to w skrajnej
sytuacji powinien podać się do dymisji. Tak powinien postąpić każdy honorowy
żołnierz.

Sugeruje Pan, że z jednostki na Okęciu zrobiono kozła ofiarnego?
– Tak, z tych żołnierzy zrobiono ofiary. Nie mogą się bronić, bo obowiązują ich
pewne zasady. Ponadto zawsze można ich postraszyć i wysłać na emeryturę. Do
mediów raczej też nie pójdą się poskarżyć, chyba że uczynią to emerytowani
żołnierze. W tym wypadku powinni interweniować przełożeni, bo jest to godzenie w
interes narodowy, a w dłuższej perspektywie także w bezpieczeństwo Polski.
Wszędzie, także w pułku czy brygadzie, można znaleźć błędy. Są to najczęściej
błędy wynikające z tego, że każda organizacja jest elementem jakiegoś większego
systemu. Dowódca pułku czy brygady ma ograniczone możliwości działania chociażby
pod względem finansowym czy kadrowym. Stąd błędy, jakie się pojawiają, wynikają
z ułomności całego systemu. Idąc tropem rozumowania premiera Tuska, trzeba by
rozwiązać prawie wszystkie pułki czy brygady w Polsce, bo jak przyjrzeć się
bliżej, jest w nich znacznie gorzej niż w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa
Transportowego. Powtórzę jeszcze raz: był to jeden z najlepszych pułków, który
stał się ofiarą działań politycznych. W innych pułkach jest naprawdę gorzej.

Po raporcie komisji Millera i likwidacji specpułku rząd uważa, że problem
odpowiedzialności za katastrofę smoleńską został rozwiązany.

– Nic bardziej błędnego. Myślę, że na faktyczne wskazanie przyczyn katastrofy
poczekamy jeszcze długo. Najbardziej tragiczne jest to, że rząd próbuje całą
odpowiedzialność zrzucić na wojsko i jeżeli Sztab Generalny nie podejmie
zdecydowanych działań, to najprawdopodobniej się to uda. Tym samym w odbiorze
społecznym, w oczach obywateli wojsko straci cały dotychczasowy prestiż,
szacunek i autorytet, który jest podstawą naszego systemu obronnego.

Polityczna pozycja premiera jest stawiana wyżej niż autorytet polskiej armii?
– Niestety tak. Tym samym poważnie jest zagrożone nasze bezpieczeństwo. Pozycja
wojska wynika m.in. z zaufania. Niestety, to zaufanie jest podważane dla
wyraźnych korzyści czy zysków politycznych. To typowe nieodpowiedzialne
działanie, w którym nie ma mowy o myśleniu o Polsce, o interesie narodowym i
polskiej racji stanu. Osobiście mnie to jednak nie dziwi, bo po tym rządzie i po
premierze Tusku niczego innego nie można się spodziewać. Ostatnie cztery lata to
niestety czas stracony dla Polski.

Są też inne przykłady zaniechań, np. zniesienie poboru.
– Nie chciałbym podejrzewać kogokolwiek o likwidację polskich Sił Zbrojnych. One
gdzieś tam będą, ale ich siła nie będzie odpowiadała potrzebom wynikającym
przede wszystkim z sytuacji geopolitycznej czy geostrategicznej. W tym znaczeniu
nie będą one w stanie wywiązać się z podstawowego zadania obrony Polski i
realizacji art. 26 Konstytucji RP.

Po decyzji o likwidacji pułku Polska jako jedyny kraj w Europie nie ma
jednostki odpowiedzialnej za transport najważniejszych osób w państwie.

– Nie chodzi tu jednak wyłącznie o transport najważniejszych osób w państwie.
Owszem, jest to ważne, ale jedno z wielu zdań, które ten pułk realizował. Chodzi
tu przede wszystkim o zdolność do pewnego, awaryjnego działania naszego państwa
w sytuacjach kryzysowych, np. do udzielenia pomocy polskim obywatelom, którzy
utknęli w konkretnym punkcie globu. W takich sytuacjach konieczny jest awaryjny
środek transportu, który w jak najszybszym czasie będzie w stanie ich ewakuować.
To przykład, że rząd myśli tylko o sobie, natomiast nie myśli o innych zadaniach
takiego pułku na rzecz całego państwa i wszystkich obywateli. To nie przypadek,
że każdy rząd ma taki pułk do użytku. Rolą rządu, premiera, ministra obrony jest
umiejętność działania nie tylko PR-owskiego, ale działania w sytuacjach
kryzysowych, awaryjnych. Tym bardziej premier powinien zdawać sobie sprawę z
tego, że w sytuacjach kryzysowych samolot rejsowy nie poleci i nie wyląduje na
lotnisku wojskowym, i to w strefie realnego zagrożenia. Wszystko wskazuje na to,
że premier Tusk, podejmując doraźne decyzje, nie myśli kategoriami państwa i
dobra obywateli, ale zwraca uwagę na słupki poparcia dla siebie i swojej
formacji politycznej. Takie zachowanie trudno nawet nazwać.

Minister Radosław Sikorski, chwaląc decyzję o rozwiązaniu specpułku, mówił,
że śmigłowce należące do niego można np. oddać policji, a w razie potrzeby
wynająć samolot od komercyjnej firmy, tak jak np. w Danii, gdzie szef MSZ
wynajmuje samoloty od firmy Lego.

– W ciągu ostatnich dwóch, trzech lat minister Sikorski swoimi wypowiedziami
dostatecznie się skompromitował w moich oczach, ale myślę, że także w oczach
wielu Polaków. Osobiście wypowiedzi szefa MSZ nie traktuję poważnie. Świadczą
one bowiem albo o złej woli ministra, albo złych intencjach, ewentualnie o
kompletnie skrajnym braku kompetencji w tej sprawie. Nie ulega wątpliwości, że
każde państwo powinno, a nawet musi dysponować jednostką wojskową do reagowania
w sytuacjach awaryjnych na całym świecie i do udzielania pomocy politykom, ale
również wszystkim potrzebującym tego obywatelom. Pozbywanie się tego typu
jednostki i liczenie w tym względzie wyłącznie na usługi cywilnych przewoźników
nie jest ani rozsądne, ani bezpieczne.

Jakie mogą być skutki tej politycznej szarży?
– Wszystko to zmierza do jednej wielkiej katastrofy. Jeżeli w krótkim czasie nie
nastąpi jakaś zmiana, jeżeli najbliższe wybory nie spowodują przewartościowania
na polskiej scenie politycznej, a do władzy nie dojdą odpowiedzialni politycy,
którzy potrafią myśleć perspektywicznie, o państwie, o Narodzie w dynamicznie
zmieniającym się świecie, pełnym zagrożeń, chociażby ekonomicznych i
militarnych, to niechybnie czeka nas nieszczęście. Kontynuacja obecnej polityki
jest zagrożeniem dla państwa, dla naszych dzieci i dla przyszłych pokoleń.
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj