System podziału wymaga zmian

– Najwyższa Izba Kontroli powinna bliżej przyjrzeć się mechanizmom
przyznawania samorządom unijnych dotacji – uważa europoseł Janusz Wojciechowski.
Jego zdaniem, duże rozbieżności w środkach pozyskiwanych przez gminy bogate i
biedne są niepokojące. Proces na pewno wymaga wnikliwszej oceny, tym bardziej że
z racji różnorodności sposobów kwalifikacji wniosków stosowanych przez zarządy
województw mógł zostać wpleciony do niego aspekt polityczny.

Janusz Wojciechowski, poseł do Parlamentu Europejskiego z Grupy Europejskich
Konserwatystów i Reformatorów, w wystąpieniu do Najwyższej Izby Kontroli
zasugerował, aby Izba zbadała m.in.: czy podział środków unijnych między gminy
odbywa się w oparciu o jednolite kryteria, czy procesowi nie towarzyszy
dyskryminacja i czy w ostatecznej decyzji o wyborze finansowanych projektów
znaczenie mają wyłącznie aspekty merytoryczne. Poseł pyta także, czy
rzeczywiście widoczne jest zjawisko, że większość pomocy trafia do gmin
bogatszych z pokrzywdzeniem gmin biedniejszych, i czy nie prowadzi to do
pogłębiania się dysproporcji w poziomie rozwoju gmin i regionów.

Pomoc unijna trafia tylko do bogatych
Poseł oparł się na
publikowanych w mediach rankingach skuteczności polskich gmin w pozyskiwaniu
środków z UE. Wynika z nich, że w przeliczeniu na jednego mieszkańca bogate
gminy mogą liczyć nawet na dziesięciokrotnie wyższe kwoty niż gminy biedniejsze.
– Na pierwszy rzut oka widać ogromne różnice w kwotach na jednego mieszkańca
pozyskiwanych przez poszczególne kategorie gmin, przy czym trzeba pamiętać, że
wszystkich jest ich blisko 2,5 tys., a zaprezentowano dane tylko z 250
najlepszych, i tylko wśród nich są już tak ogromne różnice – podkreślił
Wojciechowski. Jak zauważył, biorąc pod uwagę podział środków jedynie w gminach
wiejskich (jest ich ok. 1,5 tys.), to najsłabsze działające tam samorządy
pozyskały z UE środki rzędu 100 zł na jednego mieszkańca – to ponad 80 razy
mniej niż uzyskują liderzy rankingów. Jak zaznaczył poseł, wprawdzie NIK
przeprowadza kontrole działalności gmin w zakresie pozyskiwania środków
unijnych, ale istnieje potrzeba oceny całego systemu dystrybucji dotacji
unijnych. – W obecnym systemie pomoc unijna szerokim strumieniem płynie do gmin
najbogatszych, a szerokim łukiem omija gminy najbiedniejsze. Wskutek tego, wbrew
ideom europejskiej polityki regionalnej w Polsce, różnice w poziomie rozwoju
gmin nie wyrównują się, lecz się jeszcze pogłębiają – ocenił. Zdaniem
Wojciechowskiego, przy podziale środków na pewno decyduje operatywność gmin, ale
nie tłumaczy ona wszystkiego. – Obawiam się, że błąd tkwi w samym systemie, być
może też w nieobiektywnym rozpatrywaniu wniosków, w stwarzaniu przywilejów dla
jednych gmin i dyskryminowaniu innych. Takie sygnały docierają do mnie jako do
posła – dodał.

Kryteria są mało precyzyjne
Jak przyznała posłanka
Izabela Kloc (PiS), zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Samorządu
Terytorialnego i Polityki Regionalnej, z doświadczeń województwa śląskiego można
odnieść wrażanie, że polityka bywa istotnym elementem decydującym o podziale
unijnych środków. – Z pewnością polityczne podziały mają miejsce, ale nie można
zapominać, że same kryteria naboru wniosków są mało precyzyjne, a to daje duże
możliwości w zakresie przyjmowania albo odrzucania projektów – podkreśliła. Jak
przyznała, sprawa sposobu podziału unijnych środków z pewnością wymaga
weryfikacji, jednak patrząc z perspektywy przyszłych finansów, potrzeba również
innego podejścia do programowania wydatków. – Jestem zdania, żeby nie stawiać
„na malutkie projekciki”, bo jak np. wybrać, która gminna droga jest bardziej
potrzebna? Lepiej byłoby, aby pieniądze trafiały na konkretne programy rozwojowe
w poszczególnych jednostkach samorządu terytorialnego – oceniła Kloc. Jak
dodała, taki program musiałby pokazać, w jaki sposób środki unijne przyczynią
się do rozwoju danej społeczności lokalnej. Powinny także zostać wypracowane
jednolite metody oceny programu pod kątem jego wpływu na rozwój. – Jeżeli
kryteria i wskaźniki zostaną jasno określone, to nie będzie możliwości
nieracjonalnego wydawania tych pieniędzy. Takie wytyczne powinno przygotować
Ministerstwo Rozwoju Regionalnego – dodała.

Różne traktowanie beneficjentów
Już w ubiegłym roku na
ten problem zwracał uwagę Instytut Sobieskiego w raporcie „Dostęp do informacji
oraz systemy wyboru projektów w ramach 16 Regionalnych Programów Operacyjnych”.
Eksperci uznali w nim m.in. że: „proces wyboru projektów do dofinansowania jest
mało przejrzysty i dopuszcza duży zakres uznaniowości, co stwarza sprzyjające
warunki do nacisków politycznych i korupcji”. W opracowaniu wyróżniono główne
zagrożenia mogące mieć wpływ na przejrzystość stosowanych procedur. Jak
podkreślono, już na etapie naboru wniosków nie wszyscy potencjalni beneficjenci
mogli liczyć na taką samą i wyczerpującą informację. W fazie oceny formalnej
wniosków wytknięto urzędnikom zbytni formalizm i biurokrację, zaś w fazie oceny
merytorycznej – m.in.: duże zróżnicowanie kryteriów, nierzetelność, słabe
kwalifikacje ekspertów, konflikt interesów czy uznaniowość, a podczas
ostatecznego wyboru wniosków – uznaniowość i brak przejrzystości.

Marcin Austyn

drukuj