Stronnik katyńskich negacjonistów

Z mec. Ireneuszem Kamińskim, pełnomocnikiem rodzin ofiar zbrodni
katyńskiej przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu, rozmawia
Łukasz Sianożęcki

Co Pan sądzi o spektakularnym wnoszeniu pozwów przez Jewgienija
Dżugaszwilego, wnuka Stalina, który twierdzi, że rezolucja rosyjskiego
parlamentu uznająca mordy na polskich jeńcach w 1940 roku za zbrodnię
stalinowską godzi w dobre imię jego dziadka?

– To coś zupełnie kuriozalnego, nawet jak na realia rosyjskie. Ten pozew musi
budzić i budzi zdziwienie nie tylko u nas, lecz także w samej Rosji, co akurat
jest informacją dobrą. Mam wrażenie, że nie jest to zdziwienie jakiejś małej
części społeczeństwa, np. inteligencji, ale większości Rosjan. Toteż taki odbiór
należy rozumieć jako pozytywny aspekt tej sprawy. Nie jest to pierwszy pozew
Dżugaszwilego, ale kolejne jego działanie prawne, wcześniej wnosił pozwy
przeciwko innym osobom, które wskazywały na odpowiedzialność Stalina, Biura
Politycznego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego za zbrodnię katyńską – i
te wszystkie wnioski były odrzucane przez rosyjskie sądy. Niemniej wnuk Stalina
jest najwyraźniej wyjątkowo zdeterminowany. Nie sądzę, by te nowe sprawy
zakończyły się innym rezultatem niż dotychczasowe.

Pewnie Dżugaszwili spóźnił się kilka lat ze składaniem tego typu
wniosków? Dziś już chyba nie ma w Rosji atmosfery do podjęcia prób negowania
odpowiedzialności Stalina za zbrodnie II wojny światowej.

– To prawda, że to działanie jest spóźnione. Ale powiedziałbym, że nie o kilka
lat, ale dużo, dużo więcej. Myślę, że powinniśmy tu mówić o dwóch dekadach.
Atmosfera i sytuacja w Rosji zmieniały się wraz z przyznaniem przez ówczesny
Związek Sowiecki, że to Stalin odpowiada za zbrodnię katyńską. Wówczas, na
początku lat 90., wydawało się, że ta wiedza dotrze szeroko do społeczeństwa
rosyjskiego za sprawą postępowania katyńskiego prowadzonego przez samych Rosjan,
a które na początku rozwijało się bardzo dobrze. Strona polska otrzymywała
wówczas przecież kluczowe dokumenty związane z tym postępowaniem czy kopie
decyzji Biura Politycznego. Później dopiero zaczęły się pojawiać pierwsze
problemy po stronie Moskwy, kiedy na urzędzie prezydenta Borysa Jelcyna zastąpił
Władimir Putin. Niemniej jednak działanie Dżugaszwilego jest zaskakujące.

Komuś jednak zależy na nagłośnieniu tej sprawy i zdjęciu
odpowiedzialności ze Stalina. Nie wydaje się prawdopodobne, że jego 74-letni
wnuk robi to, aby zaistnieć przed kamerami…

– Zgadzam się, że nie jest to wyłącznie problem Dżugaszwilego, ale większej
grupy osób. Wiemy bowiem, że zbrodnia katyńska negowana jest nie tylko przez
niego, choć pewnie jakieś "emocje rodzinne" również odgrywają tu rolę i
sprawiają mu kłopot z przyswojeniem prawdy historycznej. Natomiast dużo
poważniejsze jest w tym kontekście negowanie mordu w Katyniu przez Partię
Komunistyczną. Jest to problem o tyle poważny, że członkowie tego ugrupowania
mają swoich przedstawicieli w rosyjskim parlamencie. Mamy tu do czynienia z
uczestnikiem życia politycznego w Rosji, który neguje sprawstwo zbrodni
katyńskiej. Nie wyobrażam sobie, by np. w parlamencie niemieckim znalazło się
ugrupowanie, które negowałoby niemiecką odpowiedzialność za holokaust. Mamy więc
do czynienia z bardzo groźną praktyką, poważniejszą w skutkach niż pozwy
Dżugaszwilego, i to również powinno budzić nasze zatroskanie.

Rosja w sprawie katyńskiej nie może się zdecydować. Z jednej strony
słyszymy, że władze są już bliskie opracowania wniosku rehabilitującego polskie
ofiary 1940 r., a z drugiej strony Moskwa stale utrudnia prace Europejskiemu
Trybunałowi Praw Człowieka, który prowadzi postępowanie związane z tą zbrodnią.

– To również bardzo ciekawy problem, który nie polega oczywiście na negowaniu
zbrodni katyńskiej przez rząd rosyjski. Mamy jednak do czynienia z czymś
zupełnie zadziwiającym. Bo skoro jest to zbrodnia popełniona przez – jak
twierdzi Rosja – inny reżim, zupełnie odmienny od dzisiejszego, totalitarny, z
którym dzisiejsze władze nie chcą mieć nic wspólnego, to nie rozumiem, w jaki
sposób kluczowe interesy demokratycznej (bo za taką chce uchodzić) Rosji miałyby
być chronione klauzulą tajności, którą objęto postępowanie katyńskie w roku
2004!? To coś zdumiewającego i kompletnie niezrozumiałego. Nikt nie wyobraża
sobie, by dzisiejsze Niemcy zasłaniały się potrzebą ochrony swoich obecnych
ważnych interesów, by utajniać dokumenty związane ze zbrodniami nazistowskimi.
Byłby to międzynarodowy skandal.

Dziękuję za rozmowę

drukuj