Sto złotych od łebka
Rząd premiera Tuska rozsypuje się w oczach i jak tak dalej pójdzie, to nie zostanie z niego nic – oczywiście z wyjątkiem koalicjanta w postaci Polskiego Stronnictwa Ludowego, które, wykorzystując swoją znaną koalicyjną wszechstronność, nie będzie miało innego wyjścia, jak tylko sformować nowy rząd z udziałem Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Prawa i Sprawiedliwości. W tej sytuacji premier Tusk, który w międzyczasie premierem może już nie być, będzie musiał porzucić marzenia o prezydenturze („żegnajcie mi na zawsze chłopcy i dziewczęta, żegnajcie druhowie i ty, miłości ma!”), bo do wyborów prezydenckich, obok drobniejszego płazu, stanie obecny prezydent Lech Kaczyński, albo dr Andrzej Olechowski, albo Włodzimierz Cimoszewicz – kogo tam razwiedka uzna za najbardziej obiecującego, a przede wszystkim – któremu inwestytury udzieli Nasza Pani Aniela. Jeśli zaś pan prezydent Kaczyński spełni swą obietnicę i traktat lizboński ratyfikuje, to w tej sytuacji prezydentem zostanie jakieś drugie wydanie Aleksandra Kwaśniewskiego, i to być może nawet na dwie kadencje – bo tyle może potrwać ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej w Zjednoczonej Europie.
Skoro tedy świetlana przyszłość zaczyna się nam już mniej więcej rysować, spróbujmy nacieszyć się trochę sukcesem, jaki ostatnio odniósł rząd pana premiera Tuska. Przystoi nam to uczynić tym bardziej, że z powodu zgryzot, jakie spadły na rząd i Platformę Obywatelską na skutek wybuchu afery hazardowej, wszyscy jakby o tym sukcesie zapomnieli. Tymczasem – jak mówi poeta – „nie jest światło, by pod korcem stało”, a cnota nie powinna pozostać bez nagrody, powróćmy – jak powiadają wymowni Francuzi – do naszych baranów, i przypomnijmy ugodę zawartą ze sławnym konsorcjum Eureko i BIG Banku Gdańskiego, któremu w 1999 roku minister Emil Wąsacz sprzedał 30 proc. akcji PZU. Sprawa ta badana była przez specjalną sejmową komisję śledczą, która uznała, że umowa prywatyzacyjna była od samego początku nieważna, bo zawarta z naruszeniem prawa. Chociaż wiadomo było, kto to prawo naruszył, wszystko, jak to zwykle u nas, zakończy się na pewno wesołym oberkiem. Nikomu włos z głowy nie spadnie, a zwłaszcza ministrowi Emilowi Wąsaczowi, który na wzór Tadeusza Mazowieckiego jest niezmiennie z siebie zadowolony, czemu skądinąd trudno się dziwić. Kto by nie był z siebie zadowolony, gdyby jego niewinność miał wkrótce – a może nie wkrótce, tylko po jak najdłuższym życiu – potwierdzić Trybunał Stanu, a na razie – spokojnie budowałby sobie autostrady? Można powiedzieć, że cnota już została obficie nagrodzona, bo wiadomo – my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych, zgoda buduje, niezgoda rujnuje, zatem „lepsza zgoda od niezgody, zaplątaj dobrze węzeł, końce wsadź do wody” – poucza poeta. Nic zatem dziwnego, że i Eureko nic sobie nie robiło z żadnych tubylczych komisji śledczych ani tubylczych polskich rządów i twardo domagało się ponad 30 miliardów złotych odszkodowania za nienależyte wykonanie tejże umowy przez Polskę. Rząd premiera Tuska podjął rokowania i niedawno mówiło się, że zapłaci Eureko coś około 4,5 miliarda złotych – na otarcie łez po tych wszystkich krzywdach, jakich ta holenderska firma od Polski doznała. Nawet niedrogo, bo na jednego tubylczego łebka wypada zaledwie niewiele ponad 100 złotych, a co to jest 100 złotych? 100 złotych, to tyle, co nic, a tymczasem, gdy tak
38 milionów suwerennych obywateli zrzuci się po 100 złotych, to robi się z tego tak poważna suma, że nie tylko Eureko, ale i całkiem spore grono jego polskich pomocników może dzięki temu żyć aż do śmierci. Powinniśmy zatem być wdzięczni zarówno rządowi premiera Tuska, jak i jego sławnym poprzednikom, zwłaszcza byłemu charyzmatycznemu premierowi Buzkowi, że w sumie tak niewielkim kosztem pozwolili nam uczynić tyle dobrego. Ile dobrego – możemy się zorientować dzięki informacji, że Eureko nie tylko otrzyma od Polski co najmniej 4,5 miliarda złotych w gotówce, ale zachowa sobie również 33 procent minus jedną akcję PZU SA. Polska nie tylko sprzedała mu udziały w PZU, ale jeszcze do tego dopłaciła. Czegóż chcieć więcej? Czyż nie za to właśnie Europa, ba – cały świat, tak nas podziwia?
Stanisław Michalkiewicz
