Spready na cenzurowanym
Szef Narodowego Banku Polskiego Marek Belka, mimo sprzeciwu sektora
bankowego, poparł propozycję uregulowania spreadów walutowych. Za ich pomocą
niektóre banki wręcz łupią posiadaczy kredytów hipotecznych.
Spread walutowy to inaczej różnica pomiędzy kursem, po którym przyznawany jest
kredyt walutowy, a kursem, po którym jest on spłacany. Niektóre banki zarabiają
krocie, utrzymując tę różnicę na wysokim poziomie, nawet kilkunastu procent. –
Jeżeli spready walutowe nie są częścią umowy, to znaczy, że klient nie zna
wszystkich warunków kredytu. To objaw braku przejrzystości, który należy
zwalczać w imię dobrze funkcjonującego rynku finansowego – powiedział prezes
Marek Belka. Zaznaczył jednak, że rozwiązanie problemu musi uwzględniać
konsekwencje ingerencji w spready, m.in. dla naszej waluty i dla rynku
mieszkaniowego.
W ubiegłym tygodniu sejmowa Komisja Finansów Publicznych przeprowadziła pierwsze
czytanie projektu nowelizacji przepisów o kredycie konsumenckim autorstwa
Platformy Obywatelskiej. Umożliwia on kredytobiorcom spłatę rat kredytów
walutowych w kasie banku bezpośrednio w walutach obcych zakupionych w dowolnym
banku lub kantorze, bez konieczności nabycia waluty po subiektywnie naliczanym
kursie w danej placówce bankowej. Projekt jest wzorowany na rekomendacji S II
wydanej przez Komisję Nadzoru Finansowego, która nie jest przez sektor bankowy
przestrzegana. Banki znalazły sposób na obejście tych przepisów w postaci
naliczania klientom astronomicznych opłat za zmianę trybu spłaty kredytu, co
skutecznie zniechęca kredytobiorców pragnących ominąć wysokie spready do
korzystania z uprawnień nadanych na mocy rekomendacji KNF. Projekt nowej
regulacji kredytu konsumenckiego przewiduje likwidację tych praktyk, tj.
zakazuje pobierania dodatkowych opłat czy prowizji od klientów spłacających
kredyt w walucie, a także aneksowania zawartych przez nich umów kredytowych.
Banki podnoszą przeciwko proponowanej ustawie argument, że spowoduje ona
przeniesienie problemu wysokich spreadów z banków do kantorów walutowych, które
przejmą płynące stąd zyski. Projektodawcy są zdania, że – przeciwnie – ustawa
spowoduje, iż wysokość spreadów wyreguluje rynek.
Oprócz projektu PO do laski marszałkowskiej po raz kolejny wniesiony został
projekt PSL, który reguluje spready przez nowelizację prawa bankowego. Zdaniem
wicepremiera Waldemara Pawlaka, który jako pierwszy podniósł przed kilku laty
problem spreadów, ta regulacja byłaby silniejsza niż zmiany w przepisach o
kredycie konsumenckim. PSL proponuje, aby kredytobiorca mógł spłacać raty w
walucie lub wybrać, po jakim kursie w złotych chce ją spłacić – średnim NBP czy
średnim obowiązującym w danym banku. Trzeci z projektów dotyczących spreadów,
autorstwa PJN, oparty jest na rozwiązaniach przyjętych przez rząd Viktora Orbána
na Węgrzech – do roku 2015 kredytobiorcy mogliby spłacać raty kredytów
walutowych po ustalonym stałym kursie franka szwajcarskiego. Ostatnia z
propozycji – złożona przez SLD – zmierza do ograniczenia spreadów bankowych do
maksymalnie 10 procent. Za uregulowaniem kwestii spreadów walutowych
opowiedziało się w komisji finansów także PiS. Jak zapewnił marszałek Sejmu
Grzegorz Schetyna, projekty regulacji spreadów, po zasięgnięciu opinii
ekspertów, mają być rozpatrzone na najbliższym posiedzeniu Sejmu rozpoczynającym
się 13 lipca.
Przedstawiciele sektora bankowego argumentują, że regulacja spreadów walutowych
byłaby ingerencją w jeden szczególny rodzaj kredytów, jakim są walutowe kredyty
hipoteczne, podczas gdy także kredyty złotówkowe, z racji zmiennego
oprocentowania, narażają klienta na ryzyko związane ze zmianą stóp procentowych.
Małgorzata Goss
