Spotkałem wielkiego kapłana
Ksiądz Witold Kiedrowski, wspaniały kapłan i Polak, porywający kaznodzieja
bezgranicznie kochający Ojczyznę, 16 kwietnia 2012 r. miał skończyć 100 lat
pracowitego życia, w czasie którego spotkał wiele współczesnych wielkich
osobistości i autorytetów i przyjaźnił się z nimi, w tym z ks. bp. Karolem
Wojtyłą, późniejszym kardynałem i Papieżem Janem Pawłem II, czy Prymasem
Tysiąclecia ks. kard. Stefanem Wyszyńskim. Dzięki mojemu bratu Stefanowi
Melakowi, który również należał do przyjaciół ks. Witolda, miałem szczęście
poznać tego wielkiego kapłana i Polaka. Zaprzyjaźniłem się z nim i odwiedzałem
go wielokrotnie we Francji, w Paryżu, gdzie przebywał od zakończenia II wojny
światowej, bo z przyczyn politycznych nie dane mu było wrócić do Ojczyzny.
Miałem też zaszczyt gościć ks. Witolda w swoim domu.
W swoim długim życiu ks. Witold Kiedrowski brał udział w wojnie obronnej 1939
roku, konspiracji, został skazany przez niemieckiego okupanta na karę śmierci,
był więźniem Pawiaka i pięciu niemieckich obozów koncentracyjnych. Pomimo tak
wyjątkowo ciężkich przeżyć był człowiekiem pogodnym, życzliwym, zawsze pełnym
miłości do bliźnich.
Poznałem księdza generała na początku 2000 roku, gdy z braćmi: Stefanem,
Arkadiuszem, Sławkiem i Jankiem, braliśmy udział w uroczystościach z okazji
kolejnej rocznicy wyzwolenia Normandii przez dywizję pancerną generała
Stanisława Maczka. Współorganizatorem uroczystości był właśnie ks. Kiedrowski,
prezes Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Paryżu. Jego życiową pasją stało
się bowiem utrwalanie wśród Francuzów i Polonii pamięci o zasługach polskiego
żołnierza w wyzwalaniu Francji. Z wielką uwagą słuchaliśmy homilii księdza
infułata, wygłaszanych na polach Normandii i w paryskich świątyniach.
Zazdrościłem Polakom w Paryżu, bo w Polsce trudno spotkać tak charyzmatycznego
kapłana. Gdy po uroczystościach z okazji 70. rocznicy święceń kapłańskich ks.
Witolda w jego rodzinnym Buku Pomorskim poznałem bliskich kapłana, posłuchałem
rodzinnych opowieści, zrozumiałem, skąd w nim taka żarliwa miłość do Ojczyzny.
Ksiądz Kiedrowski wyniósł ją z domu i zabrał na szlak swojej życiowej drogi.
W 2005 roku miałem zaszczyt gościć ks. Witolda w moim domu. 1 sierpnia w
powsińskiej świątyni wygłosił okolicznościowe kazanie związane z rocznicą
wybuchu Powstania Warszawskiego. W kościele panowała cisza i powaga. Gdy ksiądz
zakończył homilię, został nagrodzony burzą oklasków. Gdy zebrani dowiedzieli
się, że ma 94 lata, a za sobą Pawiak i pięć obozów koncentracyjnych, nie mogli
się nadziwić jego witalności, jasności umysłu i siły, jaką promieniował.
W tym samym 2005 roku ks. Witold z moim bratem Stefanem odwiedzili Pawiak,
gdzie dostojny kapłan złożył świadectwo, przekazując wspomnienia o swoim
uwięzieniu w tym okrytym czarną sławą miejscu. Odnalazł celę, w której czekał na
wykonanie wyroku śmierci. W tym czasie Pawiak zwiedzała francuskojęzyczna
pielgrzymka z księdzem. Goście nie wykazywali wielkiego zainteresowania tym, o
czym mówił im przewodnik. Wtedy ks. Witold podszedł do nich i po francusku
powiedział, że był więźniem Pawiaka. Mówił, że skazany na karę śmierci czekał w
celi na jej wykonanie. Podwinął rękaw i pokazał wytatuowany obozowy numer.
Opowiedział swoje dzieje do końca wojny. Podczas jego opowieści panowała
wstrząsająca cisza. Gdy kapłan zakończył opowieść, słuchający go Francuzi nie
mogli opanować płaczu.
Niezapomniane było dla mnie spotkanie w Warszawie ks. Witolda z legendą
Powstania Warszawskiego, honorowym obywatelem stolicy, wówczas 99-letnim ks.
prałatem Wacławem Karłowiczem, którego byłem świadkiem. Zdałem sobie wówczas
sprawę z niezwykłości tego spotkania dwóch świętych kapłanów, którzy swoje życie
ofiarowali Kościołowi i Ojczyźnie.
Również w 2005 roku ks. Witold przybył po raz pierwszy na pole bitwy w
Olszynce Grochowskiej, by ujrzeć Aleję Chwały i pomodlić się nad powstańczą
mogiłą. Był pod ogromnym wrażeniem rozmachu Alei Chwały, nazywając ją
najdłuższym pomnikiem w Europie. Odwiedził każdy z 34 głazów tworzących monument
o długości 700 metrów. Poznawszy dzieje powstawania Alei, stwierdził nieco
pompatycznie, zawstydzając nas, skromnych społeczników, że my, bracia Melakowie,
jesteśmy tytanami walczącymi o utrwalenie wspaniałej polskiej historii.
Przeświadczenie księdza o tym, że możemy porwać sie na to, co niemożliwe,
skłoniło go do złożenia nam propozycji wykonania tablicy katyńskiej,
upamiętniającej sowieckie ludobójstwo na polskich oficerach. Wraz z bratem, śp.
Stefanem, zadanie to wykonaliśmy, z czego byliśmy niezmiernie dumni. Dwujęzyczną
tablicę o zbrodni katyńskiej mogą zobaczyć Polacy i Francuzi w paryskim Domu
Polskiego Żołnierza i Kombatanta im. Gen. Władysława Andersa, gdzie ją
dostarczyliśmy i umocowaliśmy.
Na wieść o tragedii pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., w której zginęło
wielu jego przyjaciół, ks. Witold odwołał zaplanowane uroczystości z okazji 75.
rocznicy przyjęcia przez niego święceń kapłańskich. Był to wzruszający hołd
złożony przez sędziwego kapłana wszystkim Ofiarom spod Smoleńska.
20 stycznia 2012 roku, w 76. roku kapłaństwa i setnym roku życia, ks. Witold
odszedł do Pana, kończąc swoją ziemską służbę Bogu i ludziom, w szpitalu Leopold
Bella w Paryżu. Ostatnią wolą księdza było spocząć w rodzinnej parafii, przy
grobach swych przodków Lew Kiedrowskich, w Linowie na Pomorzu.
Andrzej Melak
