Spotkajmy się na marszu

Z prof. Krystyną Pawłowicz, posłem PiS, członkiem komitetu honorowego
Marszu Niepodległości i Solidarności, rozmawia Marcin Austyn

Jaka będzie dominanta ideowa dzisiejszego Marszu Niepodległości i
Solidarności?

– Obchodzimy 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego i trzeba pamiętać o
tym całym złu, które wtedy się dokonało, o ograniczeniu możliwości rozwoju
Polski. Jednocześnie obserwujemy, że mamy dziś do czynienia z pewnymi
szkodliwymi dla Polski działaniami, które podejmuje rząd. Oczywiście nie można
tego, co dziś się dzieje, wprost porównywać do stanu wojennego, ale są to
działania, które zmierzają do ograniczenia suwerenności Polski. Co więcej,
decyzje zapadają z naruszeniem reguł demokracji i prawa do informacji.
Podejmowane są działania w ukryciu, nawet poza wiedzą parlamentu, a już nie
wspomnę o społeczeństwie. To sprawia, że zagrożenie wydaje się bardzo realne.
Dlatego też osobiście łączę w tym marszu dwa cele: z jednej strony jest to
pamięć o stanie wojennym i jego bolesnych konsekwencjach, a z drugiej – sprzeciw
wobec bardzo realnych działań rządu zmierzających do ograniczenia suwerenności
Polski.

Tak duży niepokój budzi berlińskie wystąpienie ministra Radosława
Sikorskiego?

– Nie tylko. Także to, co robi premier Donald Tusk, który potwierdza postawę
ministra i mówi, że wszystko jest w porządku, że jest opracowana koncepcja,
którą rząd przygotowywał. Przy czym w sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej nie
możemy doprosić się o informację o tym, co się dzieje. Tylko z jakichś
przecieków docierają do nas informacje, że może chodzić o bardzo poważne
zobowiązania, które mogą przygnieść polską gospodarkę. Niestety, im bardziej
rząd chce ukryć tę sprawę przed nami, tym bardziej budzi ona moje
zaniepokojenie. I tym bardziej determinuje mnie do wzięcia udziału w marszu.
Chcę w ten sposób powiedzieć, że taka sytuacja mi się nie podoba. Odmawia mi
się, jako posłowi, prawa do informacji i czuję się tym zlekceważona, a to
oznacza również lekceważenie moich wyborców.

Wśród tematów marszu znajdzie się sposób wyjaśniania okoliczności
katastrofy samolotu Tu-154M?

– Podczas tego rodzaju manifestacji wylewa się wszystkie zarzuty i pretensje
do rządu. To wszystko jednak składa się na pewne ograniczanie suwerenności. Bo
rząd zgadza się na podległość: czy to stronie rosyjskiej, pozwalając jej na
dowolne prowadzenie śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej, czy to Niemcom w
sprawach unijnych albo komunistom, którzy – jak się okazuje – mają się dziś
świetnie. Te wszystkie wydarzenia wskazują na swego rodzaju upadek demokracji.
To wymaga z naszej strony konkretnych działań.

Co można osiągnąć poprzez taką manifestację?

– Tego dokładnie nikt nie jest w stanie określić, ale na pewno rząd jest
bardzo niezadowolony z tej inicjatywy. Ona łamie wygodną ciszę medialną. Nagle
okazuje się, że ludzie zbierają się i mają coś ważnego do przekazania. Dzięki
tej inicjatywie społeczeństwo przekona się też, że coś jest nie tak z mediami,
bo niby wszystko jest dobrze, a tylu ludzi wychodzi na ulice i protestuje.

Nie obawia się Pani, że obok marszu dojdzie do burd i przekaz
medialny całego wydarzenia zostanie zmanipulowany?

– Jest to wielce prawdopodobne. Szczególnie, że o godz. 18.00 będzie już
ciemno i będzie można chociażby pomniejszyć liczbę uczestników marszu. Łatwiej
będzie też o prowokację. Mam jednak nadzieję, że służby porządkowe będą szybko i
właściwie reagowały. Jestem świadoma tego, że pewnych incydentów nie można
uniknąć i że zostaną one wykorzystane przeciwko uczestnikom marszu. Gdybyśmy
jednak wychodzili tylko z takiego założenia, to nigdy nic byśmy nie zrobili. Z
pewnością znajdzie się grupa ludzi, która poprzez "pocztę pantoflową", internet
przekaże rzeczywisty obraz i wymowę tego marszu.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj