Operacja „mniejsze zło”

Przy okazji trzydziestej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego po raz
kolejny pojawiło się fundamentalne kłamstwo "mniejsze zło". Używają go ludzie
złej woli, a głównie komunistyczny dyktator na służbie Moskwy. Wprowadzając stan
wojenny, Jaruzelski w osławionym przemówieniu stwierdził jednoznacznie, że jest
on skierowany przeciwko "ekstremistom z "Solidarności"´´, chce bowiem w ten
sposób uchronić kraj przed "wojną domową". Kto z kim miał się bić w tej wojnie,
skoro broń miała tylko jedna strona, a druga była całkiem bezbronna? Tego już
Jaruzelski nie powiedział. Haniebnym argumentem mającym wytłumaczyć zbrodnię
stanu wojennego jest teoria "mniejszego zła".

Większym złem miała być rzekoma interwencja militarna Rosjan i wkroczenie do
Polski sołdatów Armii Czerwonej. Problem w tym, że Rosjanie nie chcieli
interwencji zbrojnej i nie byli nią zainteresowani, a jedynie chcieli wywrzeć
presję polityczną. Nie musieli do Polski "wkraczać", bo przecież w niej byli! Na
terytorium PRL stacjonowała tzw. Północna Grupa Wojsk Armii Sowieckiej, złożona
z kilkunastu doborowych dywizji, w tym jednostek osławionego Specnazu. Rosja
sowiecka nigdy nie dokonała interwencji militarnej w Polsce. Armia Czerwona
krwawo spacyfikowała powstanie Niemców z NRD w 1953 r. , Węgrów w 1956 r.,
Czechów i Słowaków w 1968 roku.
Ponurym paradoksem było to, że w Polsce, i tylko w Polsce, komuniści byli na
tyle silni, że potrafili sami spacyfikować własny Naród w 1956 r., 1968 r., 1970
r., 1976 r., a wreszcie w stanie wojennym. Wpływy rosyjskie oraz tradycja
targowicy były w PRL na tyle skuteczne, że starczało przez pół wieku siły, aby
niszczyć i tłumić niepodległościowe dążenia Polaków rękami polskich renegatów XX
wieku. Przeciwko własnemu Narodowi komunistyczni zdrajcy kierowali nie tylko
Milicję Obywatelską, nie tylko ZOMO i bezpiekę, ale regularne bojowe, liniowe
dywizje Ludowego Wojska uzbrojone w czołgi, broń maszynową, helikoptery bojowe,
ostrą amunicję. To było właśnie osławione "mniejsze zło". To była zbrodnicza,
zdradziecka doktryna, którą posługiwali się Jaruzelski i generałowie stanu
wojennego, aby mieć swoiste alibi polityczne przed Polakami. W rzeczywistości
"mniejsze zło" było w imperialnym interesie Moskwy i zostało wprowadzone na
rozkaz Kremla.
"Mniejszego zła" gorzko doświadczyłem osobiście. Nie potrzebuję i nie przyjmuję
żadnych przeprosin od zdrajcy, renegata, targowiczanina XX wieku. Z generałem
Jaruzelskim mam własne nierozliczone rachunki krzywd i wiem, jak dyktator stanu
wojennego pojmował "mniejsze zło". Zachował się dokument z 1985 r., w którym
naczelny prokurator wojskowy informował Jaruzelskiego o mojej działalności
konspiracyjno-niepodległościowej, określając ją mianem szpiegostwa dla USA. W
konkluzji prokurator stwierdził, że w akcie oskarżenia będzie domagał się dla
mnie kary 15 lub 25 lat pozbawienia wolności, gdyż "Szaniawski swą działalnością
godził w same fundamenty Polski Ludowej oraz sojuszu polsko-radzieckiego". Na
pierwszej stronie tego prokuratorskiego pisma zachowała się odręczna dekretacja
Jaruzelskiego: "Wystarczy dziesięć lat. W. Jaruzelski". I tyle właśnie wymierzył
mi sąd stanu wojennego, z czego realnie odsiedziałem "tylko pięć". Otóż generał
okazał się dla mnie nadzwyczaj łaskawym, po prostu ludzkim panem. Ukarał mnie
bardzo łagodnie, to miało być dla mnie "mniejsze zło". Przecież odpowiadałem z
artykułu, z którego groziła kara śmierci, a Jaruzelski mógł napisać:
"Rozstrzelać". Dyktator stanu wojennego miał czas zajmować się osobiście moją
skromną osobą, jakimś nieznanym wtedy Szaniawskim, a rzekomo nie miał nic
wspólnego z morderstwem ks. Popiełuszki, zakatowaniem Przemyka, masakrą górników
z KWK "Wujek" czy wyrokiem śmierci na pułkownika Kuklińskiego. Jak to możliwe?!

Józef Szaniawski

 

Aktualności dnia z udziałem
prof. Józefem Szaniawskim


 

drukuj