Red. G. Górny o kanadyjskiej ustawie C9: Prawo zabrania publicznego cytowania fragmentów Pisma Świętego, które nazywają złem to, co obecna większość parlamentarna uważa za dobro, np. aborcję czy homoseksualizm
Nowe prawo ogranicza poważnie wolność religijną, zabraniając publicznego wyrażania poglądów opartych na świętych tekstach, takich jak Biblia, które krytykują praktyki uważane dziś za wolny wybór, takie jak np. aborcja lub homoseksualizm. Innymi słowy, prawo zabrania publicznego cytowania tych fragmentów Pisma Świętego, które nazywają złem to, co obecna większość parlamentarna uważa za dobro – zwracał uwagę w swoim felietonie z cyklu „Spróbuj pomyśleć” na antenie Radia Maryja red. Grzegorz Górny, pisarz i publicysta, odnosząc się do kanadyjskiego prawa, które zostało ostatnio przyjęte przez tamtejszy rząd.
Parlament Kanady zatwierdził ustawę C9 [czytaj więcej].
– Nowe prawo ogranicza poważnie wolność religijną, zabraniając publicznego wyrażania poglądów opartych na świętych tekstach, takich jak Biblia, które krytykują praktyki uważane dziś za wolny wybór, takie jak np. aborcja lub homoseksualizm. Innymi słowy, prawo zabrania publicznego cytowania tych fragmentów Pisma Świętego, które nazywają złem to, co obecna większość parlamentarna uważa za dobro – zauważył red. Grzegorz Górny.
Zwrócił uwagę, że zdaniem ustawodawcy określanie aborcji lub aktów homoseksualnych grzesznymi ma charakter dyskryminacyjny i sprzeciwia się takim wartościom jak różnorodność, inkluzywność i integracja.
– Nic dziwnego, że przyjęta ustawa, zwana oficjalnie ustawą o walce z nienawiścią, doczekała się w mediach społecznościowych zmiany ustawy o zakazie Biblii. To zresztą ciekawy zabieg socjotechniczny, utożsamienie Pisma Świętego z sianiem nienawiści. Powiedzmy sobie jednak szczerze, cenzurowanie Biblii otwarcie uniemożliwia obecność religii chrześcijańskiej w przestrzeni publicznej. Wyznawcom Chrystusa zabrania się bowiem mówić to, co głosi ich religia, np. które czyny są grzechami śmiertelnymi i grożą wiecznym zatraceniem duszy. W tym kontekście pojawia się oczywiście pytanie, jak zachowają się organy ścigania w sytuacji, kiedy podczas Mszy św. jakiś ksiądz nazwie stosunki homoseksualne złem moralnym – zaznaczył felietonista.
Zauważył, że pojawiają się głosy sprzeciwu wśród władz poszczególnych kanadyjskich prowincji.
– Premier prowincji Alberta, pani Danielle Smith, skrytykowała już nowe prawo i powiedziała, że nie chce widzieć nadzoru policji nad nabożeństwami religijnymi na swoim terenie. Władze innych prowincji mogą mieć jednak odmienne zdanie. Przypadek Kanady jest szczególnie ciekawy, ponieważ uchodzi ona za awangardę demokracji liberalnej – wskazał.
Wyjaśnił jednocześnie, na czym polega ten system państwowy.
– W tym systemie państwo pozostaje oficjalnie neutralne religijnie, tzn. nie opowiada się za żadnym wyznaniem, ale daje każdemu swobodę głoszenia swojej wiary. Mało tego, zadaniem rządzących jest wręcz obrona prawa każdej religii do publicznego wyznawania swojej wiary – przypomniał.
Jednak – jak podkreślił redaktor – ma się to nijak to tego, co robi Kanada.
– Nagle okazuje się jednak, że państwo porzuca swoją neutralność i zaczyna ograniczać wolność religijną. Oficjalnie ustawodawca mówi, że nie dokonuje żadnego zamachu na przekonania religijne, ponieważ każdy, kto chce, może sobie prywatnie czytać Biblię, może ją nawet studiować na uczelni, ale nie może powoływać się na nią publicznie, kiedy dokonuje przestępstwa motywowanego nienawiścią, bo tak właśnie nazywana jest np. krytyka aborcji czy stosunków homoseksualnych – wyjaśnił.
Zaznaczył, że każda religia jest sprawą publiczną.
– Ograniczanie prawa do publicznego powoływania się na święte księgi jest zamachem na wolność religijną. Teraz mówią o tym głośno kanadyjscy biskupi, środowiska ruchów obrony życia czy działacze organizacji prorodzinnych. A gdzie byli kilka miesięcy temu, gdy należało protestować? – pytał felietonista.
Cały felieton red. Grzegorza Górnego dostępny jest [tutaj].
radiomaryja.pl



