Śmigus-dyngus
– Wszystko jest na najlepszej drodze. Polacy mogą być przekonani,
że mają w końcu to, na co czekali od sześciu miesięcy, czyli mają większościowy
rząd,
który będzie
zmieniał Polskę – powiedział w czwartek na konferencji prasowej pan Jarosław
Kaczyński. A obok siedział wicemarszałek Lepper i życzył wszystkim "smacznego
jajka" i "obfitego dyngusa". Czy się jednak nie zagalopował? Oto bowiem kubeł
zimnej wody został wylany na głowy wszystkich z parlamentarnej koalicji w
opozycji (SLD – PO), właśnie przez powstanie SamoPiS.
Nie wiadomo, czy Polacy na to dokładnie czekali, ale ogólnie jednak – choć
nie każdemu – i tak od razu zrobiło się jakoś lżej na duszy. Uff… Nawet bez
względu
na to, co z tego wyjdzie – czy GreenPiS, czy jeszcze coś innego, gdyby na
przykład pan Roman Giertych zgodnie z sugestią wiceministra Dorna został
posłem niezrzeszonym
– skończyła się emisja telenoweli "Będzie POPis czy nie będzie", choć już
wyglądało to na przypadek beznadziejny. Pół roku po kilka odcinków dziennie
telewizja to
grała, podobnie jak do niedawna "Będą wybory czy nie będzie". Aż wreszcie
pojawił się na ekranie napis: "Koniec". Polacy na to na pewno czekali. Choć
rzecz jasna
nie wszyscy bez wyjątku, jak to w życiu bywa.
"Kap, kap, płyną łzy, w łez kałużach ja i ty". Lider SLD Wojciech Olejniczak
o przedstawionej w czwartek przez PiS i Samoobronę koalicyjnej deklaracji
programowej powiedział, że "płakać się chce", bo "jeśli po pół roku dowiadujemy
się, że to
właśnie Andrzej Lepper i Samoobrona ma odwrócić bieg wydarzeń, to naprawdę
nie ma powodów do radości". Pan premier Marcinkiewicz mówił co prawda przed
świętami,
że szczęście trzeba odnaleźć w sobie, ale mówić to żadna sztuka, jak się
okazuje.
Zasady współpracy między PiS a Samoobroną przewidują m.in. "niewysuwanie
na stanowiska państwowe osób rekomendowanych przez SLD na funkcje publiczne
w latach 2001-2005
i zakaz obejmowania takich funkcji przez osoby prawomocnie skazane za przestępstwo
umyślne ścigane z oskarżenia publicznego o charakterze kryminalnym". Czy
to mogą być powody do radości? A to jeszcze i tak nic, zważywszy, że wydarzyło
się coś,
co miało nigdy się nie zdarzyć! Nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było i
– że tak powiem w największym skrócie – koalicja utworzona przy Okrągłym
Stole miała
grać tak długo jak Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy!
Patrząc z perspektywy kilkunastu lat, zobaczymy, że od początku III RP niezależnie
od tego, kto rządził formalnie, nieformalnie i tak rządziło środowisko dawnej
Unii Wolności z postkomunistami. Z wyjątkiem jedynie obalonego po pół roku
rządzenia, zresztą przez ten właśnie układ, gabinetu Jana Olszewskiego. Potem
jeśli rząd
tworzyły SLD – PSL, to nieformalnie rządziła koalicja SLD – UW, a gdy później
powstał rząd AWS – UW, to UW znowu było po drodze z SLD. Od 1995 r. układ
jeszcze zyskał dodatkowe zaplecze w osobie prezydenta Kwaśniewskiego i całego
otoczenia
"Prezia". Następnie miejsce odesłanej przez wyborców do… – już mniejsza z
tym, dokąd – Unii Wolności zajęła PO i w tej zupełnie nowej sile znaleźli
się… działacze
UW, m.in. właśnie Donald Tusk, Jan Rokita (najpierw UW, potem AWS), Janusz
Lewandowski, Paweł Piskorski. I znów wróciło nowe, bo PO z SLD było jak dawniej
po drodze,
zwłaszcza gdy chodziło o zachowanie status quo, któremu zagraża m.in. lustracja,
czy o lewą kasę; koalicja SLD – PO wspólnie np. storpedowała ustawę o Prokuratorii
Generalnej, mającej ukrócić złodziejską prywatyzację. I tak mniej więcej
było aż do zeszłorocznych wyborów, kiedy po zwycięstwie PiS a później Lecha
Kaczyńskiego
stara koalicja SLD – PO – co od razu pokazały wyniki pierwszych sejmowych
głosowań – mogła już PiS co najwyżej… mniejsza z tym, co. A teraz powstaje
jeszcze rząd
większościowy i PO plus SLD plus być może poseł niezrzeszony pan Roman Giertych
zostali po raz pierwszy tak zepchnięci do narożnika. "Płacze z nami deszcz
i fontanna szlocha też, trochę zadziwiona, skąd ma tyle łez".
W każdym razie – choć podkreślam, że to jedynie skrót myślowy – pan Andrzej
Lepper przystąpieniem do koalicji rządowej z PiS pośrednio pomoże najprawdopodobniej
przewrócić Okrągły Stół. Siurpryza, o jakiej świat nie słyszał. Czy Mrożek
nie
był w to przypadkiem zamieszany?
"W życiu piękne są tylko chwile"… W oczekiwaniu na emisję telenoweli pt.
"Ich troje, ich czworo czy ich troje i pół" odnotujmy, że warto było jednak
tego wszystkiego
doczekać, choćby dla takiego fantastycznego obrazka: Balcerowicz na mównicy
sejmowej i Lepper spoglądający na niego z góry z fotela marszałka.
"Przeżyj to sam, nie zamieniaj serca w twardy głaz"… Niech nikt nawet nie
próbuje sobie wyobrażać, co muszą dziś przeżywać pan Donald Tusk przy jego
słabej odporności
i "premier z Krakowa", nawet mimo jego większej odporności, bo serce z żalu
pęknie.
Julia M. Jaskólska
