Śmiech nie w porę
Środowe przemówienie sejmowe Romana Giertycha wcale mnie nie rozbawiło, choć pełne było pejzaży pobudzających wyobraźnię oraz iście kabaretowych skojarzeń. I to wcale nie z tej przyczyny, żebym była pozbawiona politycznego poczucia humoru – na pewno nie tym razem. Przyglądając się bowiem spektaklom odgrywanym na polskiej scenie politycznej, zwłaszcza ostatnimi czasy, trudno zachować spokój nawet człowiekowi o wyjątkowo flegmatycznym temperamencie. Gdyby chcieć ująć to jednym zdaniem, powiedziałabym: Polska „leży odłogiem”.
Najżywotniejsze interesy naszego kraju nie znajdują się raczej w orbicie zainteresowań ogromnej większości polskich parlamentarzystów. Co zatem ich interesuje? Czyżby fatalna sytuacja finansowa Stoczni Gdańskiej? A może to, że większość polskich stoczni – podobnie jak banków i innych strategicznych przedsiębiorstw – ma już prywatnych właścicieli? Albo na przykład to, co natenczas należałoby zrobić ze sprawą gigantycznej afery PZU? Bynajmniej! Nic z tych rzeczy! I chociaż bez decyzji Brukseli nie możemy w Polsce już nawet postawić mostu nad rzeką, to owszem nie można powiedzieć, żeby posłowie nie posiadali żadnych w ogóle ambitnych zainteresowań. Mają, i to bardzo wiele!
Na przykład… życie erotyczne posła Łyżwińskiego. Albo – co takiego zawierają taśmy z nagraniami rozmów znanych ludzi. Taśmy bywają różne. A swoje nazwy czerpią zazwyczaj od ich pierwszego właściciela. Mamy więc taśmy tego lub owego, nagrane w sposób ciągły albo też pocięte – co samo w sobie stanowi problem wielkiej wagi państwowej i może spowodować nawet nagły przewrót gabinetowy. Zastanawiam się, czy w owym zamieszaniu ktokolwiek pomyślał o tym, czy w ogóle wolno sobie tak bezkarnie nagrywać i odtwarzać każdą prywatną rozmowę bezpośrednią lub telefoniczną? A nuż nie wolno?
W naszym bogatym życiu publicznym nie brak też innego rodzaju uciech. Zeznania, przeszukania, aresztowania – jednym słowem normalne procedury w wypadku przestępstw, w naszym kraju stały się obiektem nadzwyczajnego wprost zainteresowania mediów, no i co za tym iść musi – także polityków. Otóż politycy ci wymyślili sobie, że jeśli o kimś w telewizji powiedzą, że jest przestępcą, to natychmiast należy na tę okoliczność powołać stosowną komisję śledczą. Jeśliby zaś który śmiałek opierał się i nie chciał tego uczynić – jest współsprawcą. To oczywiste! A w ogóle – antidotum na wszelkie kłopoty zdają się wybory. Strajkują pielęgniarki – robimy przedterminowe wybory. Kaczmarek się nie sprawdził – robimy wybory. Poseł zgwałcił niewiastę – wybory. Jak krucha musi być polska demokracja, skoro wstrząsnąć jej posadami mogą w każdej chwili nawet niekoniecznie najwybitniejsi obywatele. Lepsza jednak taka demokracja niż żadna.
Czy to zresztą nie jest rozkosz każdego dnia budzić się rano i w radiu słyszeć o nowych, coraz to bardziej porażających faktach? Tęczowa koalicja w ogóle tego nie rozumie. To „koalicja obrony przestępców”. Mocne słowa – miejmy nadzieję, że udokumentowane lepiej niż ojcostwo dziecka pani Anety K. Mamy też w naszym życiu politycznym trochę oskarżeń na podstawie tak zwanych dowodów nigdy niesprawdzalnych. A więc: odświętnie odziany dygnitarz organizuje briefing i ogłasza, że na pewno było tak a tak, ale udowodnić nijak się nie da, bo taśmy – czy co tam jest dowodem – posiada akurat przeciwnik. Ileż to domysłów z miejsca się po głowie snuje, ileż bodźców dla wyobraźni. Zresztą nawet jak dowody są, to też nie wolno ich ujawniać pod groźbą złamania tajemnicy państwowej. Zatem skoro nikt nic nie może, wszyscy są „be” i do niczego, należy jeszcze raz spotkać się w cztery oczy. Prezydent kontra Tusk. Już co prawda razem coś ustalali, ale chyba potem ktoś się z czegoś nie wywiązał. No pewnie, kto poczuje własną siłę, niechętnie będzie dotrzymywał obietnic. Złapał kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma? Skąd my to znamy. I tylko gdzieś w tle, jakby od niechcenia, odbywają się przeróżne parady, wręczane są ordery, budowane muzea martyrologii… Ech, łza się w oku kręci. Przy takich okazjach właśnie warto odświeżyć pamięć i wspomnieć na to: z jakiej przyczyny tyle razy w historii traciliśmy niepodległość? Kiedy wreszcie Polak będzie mądry przed szkodą, a nie po szkodzie? Dlatego właśnie wcale nie śmieszą mnie dowcipy na temat marszałka Dorna. Śmiać się nie ma z czego, a z siebie samych trochę nie wypada – to zawsze zrobią za nas inni. Skoro już jednak do wyborów nie pozostało wiele czasu, to przynajmniej go nie zmarnujmy.
