Sierpień – fakty i legendy
Legendy słyną z wartkiej fabuły i pozytywnych zakończeń. Triumfuje w nich
dobro, a zło, ku przestrodze, doznaje druzgocącej klęski. W legendach większość
wydarzeń, przedmiotów i osób należy do świata fikcji. Współistnieją wszak z
faktami, a nawet historycznymi postaciami. W takich wypadkach przydaje się
interwencja historyka, który uruchamiając swój warsztat, potrafi rozdzielić to,
co prawdziwe, od tego, co zmyślone. Jednakże nawet ingerencja naukowca w legendę
nie zawsze przynosi pożądany skutek.
W opisie wydarzeń rozgrywających się w sierpniu 1980 r. w Polsce wciąż zmuszeni
jesteśmy borykać się z faktami i legendami. Powodów można wymieniać bez liku:
przetrzebione archiwa PZPR i SB, przypominająca zmowę milczenia postawa głównych
świadków strajku sierpniowego, intencjonalne fałszowanie historii przez
największe ośrodki medialne i historyków związanych z dawnymi działaczami
"Solidarności". Zmusza to nas do stawiania czoła sytuacji rodem sprzed
wynalezienia druku, gdy rozmiary tzw. białych plam przyczyniały się do dużej
wadliwości historii pisanej.
Aby odczarować legendę Sierpnia ’80, musimy sięgnąć do jego korzeni. Pośrednie
dochodzą do buntów społecznych z lat 1956, 1968, a zwłaszcza tych z roku 1970 z
Trójmiasta i z lipca 1980 r. z Lublina. Bezpośrednie obejmują funkcjonowanie
Wolnych Związków Zawodowych działających między 1978 i 1980 r. na Wybrzeżu. W
gestii działaczy WZZ-ów leżało wytworzenie wśród robotników aktywnej i świadomej
grupy społecznej, opracowanie planu przyszłych wystąpień i przygotowanie na tę
okazję odpowiednich liderów strajkowych. Z WZZ-ami związał się ongiś autor planu
strajku w Stoczni Gdańskiej Bogdan Borusewicz, jego pierwsi prowodyrzy: Ludwik
Prondzyński, Bogdan Felski i Jerzy Borowczak, ponadto Anna Walentynowicz, której
zwolnienie z pracy w Stoczni Gdańskiej dostarczyło pretekstu do strajku, lider
Komitetu Strajkowego w stoczni Lech Wałęsa, szef strajku w Stoczni Gdyńskiej
Andrzej Kołodziej oraz późniejsi teoretycy i negocjatorzy Międzyzakładowego
Komitetu Strajkowego z Andrzejem Gwiazdą na czele.
Działacz "drugiego" szeregu
Osią dzisiejszej "opowieści" o Sierpniu jest Lech Wałęsa, postać, która budzi
największe kontrowersje z całego grona wymienionych bohaterów. W WZZ-ach
należał, jak sam to określa, do działaczy "drugiego", a nawet "trzeciego"
szeregu. Traktowany z dużym dystansem, obarczany był głównie tzw. zadaniami w
terenie. Jego obecność w dniu planowanego strajku nie była przesądzona, gdyż
autor planu – Borusewicz, nie uzyskał od niego jednoznacznej deklaracji.
Ostatecznie Wałęsa pojawił się 14 sierpnia 1980 r. w pobliżu ogrodzenia Stoczni
Gdańskiej, spóźniony jednak o kilka godzin.
Jednym ze "smoków" Sierpnia ’80 jest przeszkoda, którą pokonał tego dnia,
przedostając się na teren zakładu. Wedle słów Wałęsy, mógł to być "mur", "płot",
"dziura w murze" lub "tunel" występujący dodatkowo w dwóch przeciwnych sobie
miejscach – w pobliżu bramy nr 1 lub w pobliżu bramy nr 3. Dzięki ustaleniom
opublikowanym w aktualnym numerze dwumiesięcznika "Arcana" wiemy już prawie na
pewno, że "skok" odbył się w pobliżu tej drugiej, na podwórzu kompleksu kamienic
znajdujących się przy ulicy Jana z Kolna. Co więcej, wiemy, kto słynnemu
elektrykowi w tym czynie pomógł, co każe nam dociekać, skąd Wałęsa przybył na
strajk i jakie przyświecały mu intencje. Przy przedostaniu się przez mur
przedsiębiorstwa korzystał ze wsparcia ówczesnego tajnego współpracownika o
pseudonimie "Kolega", swego dawnego kolegi z pracy w stoczni. Trudno na razie
powiedzieć, w jakich relacjach z SB pozostawał ów agent. Niemniej zarówno TW
"Kolega", jak i Lech Wałęsa niemal równocześnie chwilę później pojawili się w
miejscu zamykania listy członków Komitetu Strajkowego. Wałęsa został dopisany do
listy jako ostatni, po czym zapadła decyzja o jego wyborze na szefa komitetu.
Był to moment kluczowy.
Strajkowa walka Wałęsy z kolejnym "smokiem" – dążącymi do stłumienia buntu
komunistami, budzi równie wiele wątpliwości. 16 sierpnia w Stoczni Gdańskiej
rozegrał się dramat, który mógł przesądzić o dalszym powodzeniu strajku. Pod
presją dyrekcji stoczni i jej dyrektora Klemensa Gniecha, przewodniczący
Komitetu Strajkowego obwieścił zakończenie okupacji zakładu. Zignorował tym
samym najważniejszy postulat działaczy WZZ-ów, czyli powołanie legalnych wolnych
związków. Decyzji Wałęsy spontanicznie sprzeciwiła się organizatorka strajku
komunikacji miejskiej Henryka Krzywonos i wezwała stoczniowców do solidarności z
innymi zakładami pracy. Podtrzymaniem okupacji zajęły się zaś działaczki WZZ-ów:
Anna Walentynowicz, Alina Pienkowska i Ewa Osowska. Zablokowały sunącą do bram
stoczni falę strajkujących i ogłosiły strajk "solidarnościowy". Był to przełom,
który pozwolił działaczom WZZ-ów zorganizować strajk w kolejnych zakładach
Pomorza, wystąpić do władz Kościoła o odprawienie Mszy św. na terenie
przedsiębiorstw oraz o powołanie wspólnych dla strajkujących w regionie władz w
postaci Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego (MKS).
Od 15 sierpnia niemal wzorowo prowadzono za to strajk w gdyńskiej Stoczni im.
Komuny Paryskiej, któremu przewodził młody działacz WZZ-ów Andrzej Kołodziej.
Natychmiast polecił on uwięzić spiskującą dyrekcję zakładu, przejąć radiowęzeł
oraz zorganizować drukarnię. Stocznia w Gdyni bezzwłocznie, jako pierwszy zakład
Trójmiasta, wystąpiła z postulatem zalegalizowania WZZ-ów. Surowa dyscyplina
pozwoliła natychmiast zidentyfikować niektórych konfidentów i uodpornić się na
działania prowokatorów. Kapelanem strajku został proboszcz parafii Najświętszego
Serca Pana Jezusa ks. Hilary Jastak, który bez zastanowienia wyraził swą
solidarność z robotnikami. Podczas pierwszej w PRL Mszy polowej odprawionej w
zakładzie wygłosił wzruszające kazanie przepełnione treściami patriotycznymi,
swym tonem zagrzewające załogę do walki.
W nocy z 16 na 17 sierpnia napływający do Stoczni Gdańskiej ze swoich
macierzystych zakładów działacze WZZ-ów otoczyli Lecha Wałęsę. Całkowicie
powolny wobec czołówki WZZ-ów z Andrzejem Gwiazdą na czele realizował interesy
strajkujących. Między legendy można więc włożyć tzw. kierowanie strajkiem przez
Lecha Wałęsę. Jego zaangażowanie w okupację zakładu w niczym nie przypominało
zdecydowanego przywództwa Andrzeja Kołodzieja w Gdyni. Brak zaufania ze strony
współpracowników kazał pilnować każdego jego ruchu.
"Eksperci" i lewicowa część KOR
Pozostające kiedyś pod wpływem KOR, złożone z autentycznych robotników WZZ-y w
Sierpniu zlały się ze strajkującymi. Budując strajk, czyli realizując cel
swojego programu, działacze związków nie przykładali nadmiernej wagi do własnej
pozycji. Energię strajku do wzmocnienia swego statusu politycznego postanowili
wykorzystać natomiast niektórzy działacze trójmiejskiej opozycji wywodzącej się
z ROPCiO, we własnym zakresie Lech Wałęsa oraz tzw. eksperci, grupa lewicowych
intelektualistów warszawskich krystalizująca się wokół Tadeusza Mazowieckiego i
Bronisława Geremka. Przybyli oni do stoczni 23 sierpnia i niemal z marszu, za
zgodą Wałęsy, przystąpili do negocjacji po stronie strajkujących.
Zarówno "eksperci", jak i lewicowa część KOR pod przywództwem Jacka Kuronia
programowo sprzeciwiali się głównemu postulatowi strajkujących – powołaniu
legalnych WZZ-ów. "Eksperci" podjęli szereg prób wpisania do porozumień z
komisją rządową, na czele której stał wicepremier Mieczysław Jagielski,
obostrzeń eliminujących suwerenność rodzącego się związku. Chwilami czynili to
ze wsparciem Wałęsy. W czasie gdy toczyła się walka o los legalnych WZZ-ów, w
kraju powstawały kolejne komitety strajkowe i MKS-y. W Krakowie, Wałbrzychu,
Wrocławiu…
Dochodzimy tą drogą do największej z legend, tj. do powszechnego przekonania, że
owoc Sierpnia ’80 – NSZZ "Solidarność", jest dzieckiem wszystkich działaczy
kojarzonych z tzw. drugą "Solidarnością". Ze związkiem "odgórnie" budowanym w
końcu lat 80. przez Lecha Wałęsę oraz grupę intelektualistów, często byłych
działaczy "Solidarności", akceptujących uległą w stosunku do władz
komunistycznych linię polityczną opozycji. Otóż tak nie jest.
Walka o wolne związki zawodowe
Poza WZZ-owcami i częścią KOR skupioną wokół Antoniego Macierewicza oraz
sympatyzującymi z nim Zbigniewem Romaszewskim, Jarosławem Kaczyńskim i Janem
Olszewskim wśród elit opozycyjnych panował silny sceptycyzm odnośnie do sensu
podnoszenia idei wolnych związków. Nawet lider neoendeckiego Ruchu Młodej Polski
– Aleksander Hall, był w tej sprawie bardzo sceptyczny. Pierwsza "Solidarność"
nie była i nie jest dzieckiem różnej maści opozycjonistów działających w
Sierpniu przeciw jej interesowi. Nie jest nawet "dzieckiem nieślubnym", jak to
orzekł kiedyś kroczący za Kuroniem Adam Michnik. Współpracownicy Kuronia –
cieszący się pewnym autorytetem w gronie działaczy WZZ-ów – gdyby nie decyzja
władz o ich aresztowaniu, mogli wówczas dokonać skuteczniejszych spustoszeń w
dokumencie późniejszych "porozumień sierpniowych" niż słabo znani "eksperci".
Późniejsza bezpardonowa walka "ekspertów" z tzw. kuroniadą nosiła charakter
personalny, w mniejszym zaś stopniu programowy.
Podpisane 31 sierpnia 1980 r. przez Wałęsę i Jagielskiego "porozumienia
sierpniowe", a w nich zapis o możliwości powstania niezależnego związku, nie
przyniosły zakończenia walki o przyszłą "Solidarność". Aż do zjazdu
reprezentacji wszystkich MKZ-ów i MKR-ów, co nastąpiło 17 września w Gdańsku,
ważyły się losy powstania ogólnopolskiego związku. Głos społeczny wyrażany przez
delegacje z terenu całej Polski zadecydował o przeforsowaniu jednolitej
struktury o nazwie "Solidarność". Gdy ta już powstała, dalej należało jej
bronić. Sądową batalię o związek w październiku i w listopadzie wytoczyli i
poprowadzili jeszcze byli WZZ-owcy. Niedługo później w kierownictwie związku nie
ostał się już prawie żaden. Nowym punktem odniesienia został Lech Wałęsa i to on
powinien był bronić związku, lecz… lecz w tym miejscu zaczyna się już inna
legenda, legenda o tzw. pierwszej "Solidarności".
Paweł Zyzak
Autor jest historykiem, stypendystą Institute of World Politics w Waszyngtonie;
współpracuje z dwumiesięcznikiem "Arcana"; zajmuje się dziejami ludności
polskiej w ZSRS, historią ostatnich dekad PRL oraz III RP; autor głośnej
publikacji "Lech Wałęsa – biografia polityczna legendarnego przywódcy
'Solidarności’ do 1988 roku". Mieszka w Bielsku-Białej.
