Ścieki z zakładu Stokłosy zrujnowały rolnika

Stanisław Grabiński,
rolnik z okolic Śmiłowa, do niedawna właściciel popularnego gospodarstwa agroturystycznego,
rozpoczął wczoraj protest głodowy przed sądem
w Pile. Oto powód desperacji mężczyzny – dorobek jego życia przestał istnieć,
kiedy do kąpieliska spłynęły ścieki spuszczone z zakładu utylizacyjnego należącego
do byłego senatora Henryka Stokłosy. Grabiński dysponuje ekspertyzami biegłych
i prokuratury potwierdzającymi jego racje. Na wyrok sądu czeka już pięć lat.

Wczoraj okazało się, że sędzia, który miał prowadzić postępowanie… poszedł
na urlop. List z prośbą o interwencję w tej sprawie Grabiński wysłał do ministra
sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i zapowiada, że głodówkę będzie prowadził do
skutku, czyli wypłaty odszkodowania.
120 zł zapomogi od gminy – tyle pieniędzy na życie otrzymuje miesięcznie Stanisław
Grabiński, rolnik z miejscowości Brodna koło Śmiłowa w powiecie pilskim. Jeszcze
7 lat temu Grabiński uchodził za jednego z najzamożniejszych gospodarzy w regionie,
prowadził doskonale prosperujące gospodarstwo agroturystyczne z niewielkim jeziorkiem,
z którego mogli korzystać zarówno miłośnicy wędkowania, jak i kąpieli. Starczało
na życie i utrzymanie rodziny – mówi Grabiński.
Sielanka się skończyła w 1999 r., kiedy do kąpieliska spłynęły ścieki spuszczone
z zakładu utylizacyjnego "Farmutil" z pobliskiego Śmiłowa, należącego
do byłego senatora Henryka Stokłosy. To właśnie na polach tego przedsiębiorstwa
w ubiegłym roku znaleziono zakopaną nielegalnie padłą zwierzynę.
Ścieki, które latem 1999 r. dostały się do kąpieliska, zatruły wodę i przyczyniły
się do śmierci ryb. Gospodarstwo agroturystyczne padło, ponieważ nie było turystów
chętnych do korzystania z tak zanieczyszczonego jeziorka.
– Toniemy w długach. To już nie życie, to wegetacja – twierdzi Stanisław Grabiński,
który – wierząc w sprawiedliwość – postanowił domagać się przed sądem przyznania
mu od Henryka Stokłosy odszkodowania w wysokości 1,2 mln zł.
Kiedy w 2002 r. składał pozew do sądu w Pile – uzbrojony w orzeczenie Wojewódzkiego
Inspektoratu Ochrony Środowiska w Pile jednoznacznie potwierdzające, że to właśnie
ścieki z zakładu Stokłosy przyczyniły się do zatrucia wody, w opinię biegłych
sądowych, opinię ichtiologa potwierdzającego jego rację i wreszcie ustalenia
prokuratury z Chodzieży – wydawało mu się, że sprawa zostanie rozstrzygnięta
szybko. Jednak, jak się okazało, mylił się i to bardzo. Mimo że od całego zdarzenia
minęło już siedem lat – do dziś sąd nie potrafił wydać wyroku w tej sprawie.
Rozprawy przeciwko Stokłosie w pilskim sądzie są opóźniane i odraczane. Ostatnia,
której termin wyznaczono na połowę marca, została nagle odwołana, a termin nowej
do dziś nie został wyznaczony.
Grabiński, który wczoraj rozpoczął głodówkę przed Sądem Rejonowym w Pile, twierdzi,
że to już ostatni, najbardziej dramatyczny akt walki o sprawiedliwość. Wysłał
list z prośbą o interwencję do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i zapowiada,
że głodówkę będzie prowadził do skutku.
Jak wczoraj poinformowała nas przewodnicząca ośrodka zamiejscowego poznańskiego
Sądu Okręgowego w Pile, sędzia Maria Trzebna – do sprawy został wyznaczony nowy
sędzia, który w lipcu jest na urlopie. Kolejny termin rozprawy zostanie wyznaczony
natychmiast po jego powrocie z odpoczynku. Rzecz w tym, że wyznaczenie nowego
składu sędziowskiego prawdopodobnie oznacza konieczność prowadzenia sprawy od
początku, co wiąże się również z dalszym odwleczeniem wydania wyroku w tym postępowaniu.
Wczoraj nie udało nam się skontaktować z Markiem Barabaszem, rzecznikiem prasowym
zakładów Farmutil w Śmiłowie. Jak nam powiedziano, rzecznik jest poza terenem
przedsiębiorstwa i nie ma możliwości rozmowy z dziennikarzami.

Wojciech Wybranowski

drukuj