Santo subito Święty „pojedynczy”

Z ks. Krzysztofem Sudołem, redaktorem „Niedzieli Sandomierskiej”, rozmawia Mariusz Kamieniecki



Jakie myśli towarzyszą Księdzu, gdy wypowiada Ksiądz imię Jana Pawła II?

– Zawsze przychodzi mi wtedy na myśl norwidowska definicja: „człowiek pojedynczy”, czyli niepodwójny, niezafałszowany, dla którego nie ma „światło-cienia”, tylko zawsze „tak – tak”, „nie – nie”. Tak było chyba od młodzieńczych lat, kiedy po 1978 roku wycinało się z ówczesnej PAX-owskiej „Zorzy” i innych gazet każde zdjęcie, każdy cytat, kiedy przechowywało się w pamięci opowieści, anegdoty przekazywane przez tych, którzy zetknęli się z Nim osobiście. Młodość i kilkanaście lat kapłaństwa upłynęły mi w Jego cieniu, w Jego obecności, kiedy w czasie komunizmu potrzebowałem prawdy, odważnego świadectwa, właśnie owej „pojedynczości” niesamowicie pociągającej.

Czy spotkał się Ksiądz osobiście z Ojcem Świętym?

– W latach dziewięćdziesiątych Pan Bóg poprowadził mnie do Rzymu, gdzie Papież z Wadowic był tak blisko, na wyciągnięcie ręki. Widywałem Go w środy i niedziele. W maju biegało się do Ogrodów Watykańskich na majówki z Papieżem. Pomimo gorzkiego smaku emigracji tam znajdowaliśmy Polskę, którą stwarzał nam wszystkim na włoskiej ziemi Jan Paweł II. Zazdrościli nam, rzymskim studentom z Polski, że „mamy takiego Rodaka”. Sprawowałem z Nim Mszę św. w prywatnej papieskiej kaplicy w Watykanie i w Castel Gandolfo. Roman Brandstaetter powtarzał, że każdy żyd po czytaniu Pisma Świętego myje ręce, bo „Boże Słowo zostawia na nich ślad”. Podobnie Jan Paweł II też zostawia ślady. Świadomie używam czasu teraźniejszego, bo tak jest u mnie do dzisiaj. W sercu słyszę Jego głos, widzę to niezwykłe spojrzenie, które z wielką łagodnością przenika, ogarnia każdego w momencie spotkania – nawet w obecności wielu ludzi – sprawia, że czujesz się jedynym dla Niego.

Kim był i jaki ślad pozostawił w sercu Księdza Papież Jan Paweł II?

– Najprościej wyrażają to słowa: „ojciec” i „święty”. Był na ziemi świętym, którego świętość nie przygniatała nawet największego grzesznika. Pociągała, tak! Zachwycała, jak najbardziej! Każdy kontakt, głos usłyszany w radiu czy telewizji rodził pragnienie naśladowania Go w tej prostej dobroci, w miłości każdego człowieka, a przede wszystkim – Boga, którego był wspaniałym świadkiem.

Za co Polacy szczególnie powinni dziękować Ojcu Świętemu?

– Osobiście chyba najbardziej dziękuję Mu za miłość do rodzinnej ziemi. „To moja Matka” – tak mówił o Polsce i wzruszał się, kiedy całował jej ziemię. Pozostawił czytelny i prosty schemat miłości do Ojczyzny, do jej dziejów, tradycji. Zawstydza wszystkich tych, którzy „na wargach” – jak u Kasprowicza – jedynie mają to święte słowo, a czynem, życiowymi decyzjami obnażają swój kompletny brak miłości do kraju ojczystego. Papież mówił o „wielkim dziedzictwie”, za które jesteśmy odpowiedzialni, i nieraz gorzko myślę o naszym wielkim braku odpowiedzialności, a co gorsza – beztrosce wobec tego dziedzictwa. Mówić o tym, co my, Polacy, zawdzięczamy Ojcu Świętemu – to ogarnąć najnowszą historię naszej Ojczyzny, której tworzyć według Jego wskazań nie potrafimy lub nam się nie chce.

Czy zatem dorośliśmy do przyjęcia daru, jakim będzie beatyfikacja Jana Pawła II?

– Beatyfikacja Sługi Bożego będzie dla mnie jak październik 1978 roku. Natomiast pytanie, czy dorośliśmy do takiego daru, jest podobne do tego, czy dorośliśmy do takiego pontyfikatu. U Herberta kiedyś przeczytałem, że Narodowi, gdy traci swój głos, Bóg daje poetów, aby przemawiali w jego imieniu. Bóg nam dał Poetę i Przewodnika, ale to, co z Jego głosem zrobimy, pozostanie sprawą każdego serca nad Wisłą. Warto zrobić rachunek sumienia i zapytać siebie: w jakim kierunku podążam? Czy w takim, jaki pokazał nam Jan Paweł II?

Dziękuję za rozmowę.

drukuj