Santo subitoPapież błogosławieństw
Z Haliną Wasyl, konserwatorem dzieł sztuki, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W jakich okolicznościach dowiedziała się Pani o wyborze ks. kard. Karola
Wojtyły na Papieża?
– W październiku 1978 r. w gronie uczniów liceum sztuk plastycznych byłam na
wyjeździe w ZSRS. W ramach wymiany szkolnej odwiedzaliśmy pracownie plastyczne i
muzea m.in. w Moskwie i w Leningradzie. O wyborze ks. kard. Wojtyły na Papieża
dowiedzieliśmy się na placu Czerwonym, kiedy wbrew naszej woli oczekiwaliśmy w
długiej, kilkugodzinnej kolejce do Mauzoleum Lenina. Na wieść o tym wydarzeniu z
radości narobiliśmy takiego wrzasku, że natychmiast zostaliśmy przez radzieckie
służby usunięci z placu Czerwonego, spacyfikowani w autokarze i odwiezieni do
hotelu.
Kiedy pierwszy raz spotkała się Pani z Ojcem Świętym?
– Było to dość specyficzne, choć niebezpośrednie spotkanie. W czerwcu 1979 r.,
kiedy Jan Paweł II przybył z pierwszą pielgrzymką do Polski, w szkołach
przygotowywaliśmy się do egzaminów. Grupą młodzieży przechodziliśmy nieopodal
kurii krakowskiej, kiedy nadjechał papieski samochód. Na ten widok podnieśliśmy
taki krzyk, że Ojciec Święty przez mikrofon powiedział do nas swoim
charakterystycznym głosem: "Słyszę was, słyszę!", po czym nas pobłogosławił.
Potem mówiliśmy z dumą, że papieskie błogosławieństwo pomogło nam w nauce i
egzaminach.
Proszę opowiedzieć o swoich osobistych przeżyciach związanych z Janem Pawłem
II.
– Do jednego z takich wydarzeń doszło w 2002 r. w Radziszowie, mojej rodzinnej
miejscowości. Kiedy było już wiadomo, że Ojciec Święty w drodze na Kalwarię
Zebrzydowską będzie przejeżdżał przez Radziszów, przygotowałam ołtarz z obrazem
Matki Bożej Hallerowskiej oraz zdjęciem Sługi Bożego Jerzego Ciesielskiego,
przyjaciela Karola Wojtyły. Papież zatrzymał się, pobłogosławił obraz i
pozdrowił zgromadzonych wiernych. Z tym krótkim pobytem Jana Pawła II wiąże się
jeszcze jedno dość humorystyczne wydarzenie, związane z moją babcią, wówczas
90-letnią kobietą, która na wózku inwalidzkim oczekiwała na przejazd Ojca
Świętego. Miała mu pomachać chorągiewką, ale kiedy zobaczyła zbliżający się
papieski samochód, z wrażenia pomachała Papieżowi laską. Samochód panoramiczny
zwolnił, a Jan Paweł II, widząc to, pobłogosławił moją babcię. Później
żartowaliśmy wszyscy, że babcia "pogroziła" laską Papieżowi, a ta, kiedy już
ochłonęła, nie mogła sobie tego wybaczyć.
Jak z perspektywy czasu wspomina Pani spotkania z Ojcem Świętym, te osobiste
i poprzez sztukę?
– Miałam okazję prywatnie spotkać się z Papieżem w Watykanie. Ponieważ urodziłam
się 16 maja, a Jan Paweł II 18 maja, podczas przywitania przedstawiłam się jako
góralka Halka mieszkająca pomiędzy Wadowicami a Krakowem, o dwa dni starsza od
Ojca Świętego. Papież spojrzał na mnie i powiedział, że to raczej niemożliwe. Na
co ja odparłam, że kobieta podaje tylko dzień miesiąca, a roku już nie. Słysząc
to, Ojciec Święty zaczął się śmiać. Miałam też okazję malować obrazy, które
zostały poświęcone przez Jana Pawła II. Tak było chociażby przed kościołem św.
Floriana w Krakowie w 2002 r., kiedy Papież, przejeżdżając, zatrzymał się na
chwilę i m.in. poświęcił mój obraz ze św. Faustyną. Dzisiaj wisi on w jednej z
naw świątyni, nieopodal konfesjonału, w którym za czasów krakowskich spowiadał
przyszły Ojciec Święty.
Czy łatwo malować postać Papieża?
– Malowanie samej postaci nie stanowi problemu. Natomiast znacznie trudniej
uchwycić i oddać wyraz twarzy Jana Pawła II, ten Jego charakterystyczny uśmiech.
Ponadto inaczej malowałam Papieża za życia, a inaczej po śmierci. Wcześniej były
to obrazy w barwach radosnych, kolorowych, teraz przeważają brązy, biel i
światło. Myślę, że jeszcze trudniej będzie malować Jana Pawła II jako świętego,
nie chciałabym bowiem ograniczać się jedynie do standardu w postaci nimbu, czyli
świetlistej aury wokół postaci. Wszystko jednak przede mną.
Co dla Pani oznacza wyniesienie Jana Pawła II na ołtarze?
– Ojciec Święty był i wciąż jest dla mnie bardzo ważny. Niedawno miałam poważne
złamanie i czekała mnie ciężka operacja, ale miałam ze sobą obrazek Papieża
Polaka z modlitwą o jego beatyfikację. Modliłam się za jego przyczyną i wszystko
skończyło się dobrze. Wierzę mocno w orędownictwo Papieża Wojtyły przed Bogiem.
Dla mnie był człowiekiem świętym za życia i majowa beatyfikacja będzie tylko
potwierdzeniem przez Kościół tego, o czym byliśmy przekonani już wcześniej.
Dziękuję za rozmowę.
