Sąd wskazał granice wolności mediów

Z dr Joanną Taczkowską-Olszewską, ekspertem w dziedzinie prawa prasowego, wykładowcą Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, rozmawia Mariusz Bober



Czy niedawne postanowienie Sądu Najwyższego, który utrzymał karę finansową nałożoną na Polsat przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji za wyśmiewanie się z Magdaleny Buczek, można uznać za przełom w sprawach o obrazę uczuć religijnych?

– Nie była to typowa sprawa ani o obrazę uczuć religijnych, ani o ochronę dóbr osobistych, z którą najczęściej sądy mają do czynienia. W tym przypadku bowiem ówczesna szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Elżbieta Kruk, korzystając z przysługującego jej prawa, przygotowała uchwałę, którą poparła cała Rada, przewidującą nałożenie kary na TV Polsat za emisję omawianego materiału. Przewodnicząca KRRiT podjęła działanie, jakiego należało oczekiwać od funkcjonariusza publicznego rzetelnie wykonującego swoje obowiązki. Ustawa o radiofonii i telewizji daje bowiem przewodniczącemu prawo do nałożenia kary finansowej na nadawcę, jeśli w programie pojawiają się treści sprzeczne z moralnością społeczną i dobrem społecznym, a w szczególności te, które są dyskryminujące. Nadawca ma zarazem obowiązek poszanowania przekonań religijnych, a zwłaszcza chrześcijańskiego systemu wartości. Do tej pory do sądów trafiały zwykle pozwy o obrazę uczuć religijnych składane najczęściej przez katolików. Niestety, często sądy umarzały takie postępowania. Dlatego bardzo ważne jest, że to urzędnicy państwowi właściwie reagują na przypadki znieważania uczuć religijnych w mediach. Warto podkreślić, że decyzję KRRiT podtrzymały sądy wszystkich instancji.

Sąd Najwyższy wskazał, że materiał wyemitowany w Polsacie obraża uczucia religijne i godność osobistą. Czy można oczekiwać, że to orzeczenie jasno określi granice wolności wypowiedzi mediów, które w ewentualnych przyszłych procesach o obrazę uczuć religijnych będą respektowali nie tylko dziennikarze, ale i sądy?

– Niestety, nie przypuszczam, by media respektowały te granice, choć bardzo bym tego chciała. Media nie mogą korzystać z wolności wypowiedzi w sposób, który naruszałby prawa i godność innych osób. Wolność mediów nie jest nadrzędna w stosunku do indywidualnych wolności obywateli. To wolność wypowiedzi poszczególnych osób ma taki charakter, a wolność prasy stanowi realizację wolności innych osób urzeczywistnianą za pośrednictwem prasy. Takie urzeczywistnianie prawa obywateli do rzetelnego informowania oznacza, że każda osoba ma prawo wpływać na treści ukazujące się w mediach. Tymczasem wielu dziennikarzy zapomina o tym i zachowuje się tak, jakby to oni mieli monopol na wolność i decydowali o tym, kto, jak i kiedy może się wypowiadać. Uważają, że nie muszą się liczyć z nikim i z niczym, że to oni wyznaczają granice wolności swojej i poszanowania praw innych osób. Tymczasem hierarchię ważności praw ustalają normy legislacyjne, przede wszystkim Konstytucja. Rolą sądów jest właściwa interpretacja tych przepisów, co pozwala na zachowanie równowagi pomiędzy ochroną praw i godności obywateli a wolnością prasy. Tak było właśnie w przypadku omawianego postanowienia, którym zrekompensowano krzywdę wyrządzoną niewinnej osobie, znajdującej się w gorszej sytuacji, ponieważ media nie pozwalają jej się wypowiedzieć lub z innych powodów nie może się ona bronić. W ten sposób powstaje sytuacja tzw. nierówności broni. Znaleźć się w niej może nie tylko osoba niepełnosprawna, ale każda osoba atakowana w publikacjach prasowych. Funkcją prawa jest przywrócenie równowagi i zrekompensowanie krzywdy, jaka została poniesiona przez osobę słabszą w starciu z mediami.

Kazimiera Szczuka, która wyśmiewała Magdalenę Buczek, tłumaczyła się, że nie wiedziała, iż jest ona osobą niepełnosprawną…

– Takie argumenty są w ogóle nieprzekonujące. Mieliśmy tu tak naprawdę do czynienia z dwiema sprawami – wyśmiewaniem osoby niepełnosprawnej i obrazą uczuć religijnych. Poza tym sposób parodiowania dziewczyny przez Szczukę wskazywał na to, że mogła ona przynajmniej domyślać się, że Magda jest osobą niepełnosprawną. Ponadto dziennikarz i wydawca ma obowiązek sprawdzania informacji, które przekazuje, zachowując przy tym szczególną staranność i rzetelność. Stąd również twierdzenia redaktora (choć funkcja ta w ogóle nie przystaje do prowadzącego program) – Jakuba Wojewódzkiego i Polsatu, że to Kazimiera Szczuka ponosi odpowiedzialność za swoje słowa, bo każdy odpowiada za siebie, nie mają pokrycia w obowiązującym prawie. Wynika z niego, że to dziennikarz i wydawca, a w tym wypadku stacja Polsat, odpowiadają za wyemitowane treści naruszające prawa Magdaleny Buczek w sytuacji, gdy program nie był emitowany na żywo, a Jakub Wojewódzki i stacja Polsat mieli kontrolę nad jego emisją. Mieli więc czas, by sprawdzić, czy Magda nie jest osobą niepełnosprawną, i dlatego ma trochę inny ton głosu niż osoby zdrowe. Wypada też podkreślić, że Kazimiera Szczuka wyśmiewała religijne zaangażowanie Magdaleny Buczek, dopuszczając się w ten sposób obrazy uczuć religijnych.

W ten sposób z tłumaczenia Szczuki i Polsatu wynikałoby, że religijność wyrażaną przez osoby zdrowe można wyśmiewać…

– Gdyby parodiowano religijność osoby zdrowej, KRRiT mogłaby również nałożyć karę na Polsat, i to w oparciu o te same przepisy, które zakazują obrażania uczuć religijnych. Przecież Kazimiera Szczuka parodiowała modlitwę. Można byłoby się zastanowić, jak zachowaliby się wyznawcy innych religii, gdyby w ten sposób wyśmiewano ich modlitwy, wypowiadane np. przy Ścianie Płaczu. Nie każda norma prawna znajduje podobne zastosowanie. Wiele zależy od składu orzekającego i sposobu dokonywania wykładni prawa. To od sądu orzekającego zależałoby, czy dany czyn zakwalifikuje jako przestępstwo i czy zgromadzony materiał uzna za wystarczający, by przypisać oskarżonemu winę. Oceny obrazy uczuć religijnych dokonuje się na podstawie reakcji osoby przeciętnie wykształconej, o przeciętnym statusie społecznym i przeciętnej wrażliwości religijnej. Jeśli sąd uznaje, że taka przeciętna osoba nie poczuje się urażona użytymi w mediach określeniami, oddala wówczas zarzuty o obrazę uczuć religijnych. Sąd musi być jednocześnie przekonany, że rzeczywiście doszło do obrazy uczuć, tzn. że stan obrazy nie tyle mógł zaistnieć, ile faktycznie zaistniał. Przychodzą mi tutaj na myśl wyroki w nieco innych sprawach, w których jednak wykorzystano taki sam mechanizm oceny. Chodzi o przypadki umorzenia przez prokuraturę spraw o obrazę prezydenta RP określeniami, z których najłagodniejsze to „cham” czy „kurdupel”. Uznała ona bowiem, powołując się na stanowisko biegłych językoznawców, że określenia te nie mieszczą się w pojęciu zniewagi. Widać więc, jak ważna jest interpretacja prawa przez sądy i prokuraturę. W przypadku Polsatu na szczęście sądy nie miały takich wątpliwości, ale nie ma pewności, jak zachowałyby się, gdyby sprawa dotyczyła obrazy uczuć religijnych osoby zdrowej.

Więc omawiany wyrok nie pomoże ludziom wierzącym w dochodzeniu swoich praw w przypadku ewentualnych nowych wybryków medialnych wymierzonych w religię?

– Pomoże, jeżeli obraźliwe działania prasy będą spotykać się z szybką i jednoznaczną reakcją osób wierzących. Przewodnicząca KRRiT czuła się upoważniona do poczynienia zdecydowanych kroków, ponieważ telewidzowie składali protesty na działanie Polsatu i wypowiedź Kazimiery Szczuki. Podobnie w innych sprawach. Znany jest przypadek przewodniczącego Komitetu Obrony przed Sektami Ryszarda Nowaka, który złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa przeciwko wokaliście zespołu muzycznego, który na koncercie w Gdyni podarł Biblię i obrażał Kościół katolicki. Prokuratura umorzyła jednak postępowanie, gdyż był on jedynym pokrzywdzonym w tej sprawie, a do ścigania przestępstwa obrazy uczuć religijnych potrzeba co najmniej dwóch zgłoszeń. Bez aktywności wielu, bez ich zaangażowania i przejęcia sprawami wiary i państwa niestety niczego nie można dokonać. Trudno się nawet bronić. Ważna jest zatem aktywność i solidarne działanie w obronie wspólnych wartości.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj